Cytrynowa pasta z sera feta

21 lutego 2017 przez Beata

Dzisiaj zapraszam na wspaniałą śródziemnomorską pastę na bazie sera feta. Smakuje jak greckie wakacje! Polubią ją wszyscy, nawet Ci, którzy za fetą nie przepadają. Świetnie pasuje do ciemnego chleba, grzanek albo sama. Latem będzie bosko smakować z grilowanym chlebkiem pita. Jej zrobienie zajmie Wam 3 minuty. Inspirację znalazłam tutaj.

Składniki:

200 g dobrego sera feta

2 łyżki soku z cytryny

skórka starta z jednej cytryny( bio lub porządnie wyszorowanej)

1 łyżka posiekanych liści mięty

ok 50 ml dobrej oliwy

2 zgniecione ząbki czosnku

czerwony pieprz lub płatki chilli do smaku

1 łyżka posiekanej natki pietruszki

Wszystkie składniki włożyć do miski i całość rozgnieść widelcem tak, by składniki się połączyły. Ostawić do lodówki na co najmniej godzinę.

 



Klopsy z bobu z ziołowo- miętowym sosem

10 lutego 2017 przez Beata

Ostatnio rozmyślałam nad tym, jak bardzo w ciągu ostatniego pół roku zmieniła się nasza dieta. Kiedyś jedliśmy mięso pięć razy w tygodniu, teraz dwa to maksimum. Dawniej wydawało mi się, ze przygotowanie dań  bezmięsnych jest bardzo czasochłonne, teraz przekonałam się, że jest dokładnie na odwrót. Najszybciej wychodzą mi obiady wegetariańskie. I takie ostatnio najbardziej lubię.  Jak ten dzisiejszy: rewelacyjne kotlety z bobu i świetna kapusta kiszona zrobiona wg tego przepisu. Rodzina była dzisiejszym obiadem zachwycona. Najlepszą rekomendacją niech będzie fakt, że 8-letnia Julka powiedziała: pyszne i poprosiła o dokładkę.  Pulpety podałam z kapitalnym sosem na bazie jogurtu, dużo w nim ziół i mięty, która nie narzuca się smakiem, ale jest przyjemnie wyczuwalna. Pulpety na pewno wejdą do naszego menu na stałe, zwłaszcza że mam jeszcze kilka kilo zamrożonego bobu. 

Przy okazji robienia dzisiejszych zdjęć przekonałam się, że sprzęt ma znaczenie. Pisałam niedawno, że nasza lustrzanka( 11-letni Canon EOS 350) zepsuła się , gdy byliśmy w Rzymie. Nie było sensu już jej naprawiać, bo po wycenie w serwisie okazało się, że to poważna i droga sprawa. Zdecydowaliśmy się więc na zakup nowego aparatu. Pozostaliśmy wierni Canonowi i wybraliśmy model EOS 760 d, przy okazji kupiliśmy stałoogniskowy obiektyw Canon EF 50 mm,f 1,8. Dotychczas mieliśmy tylko obiektyw 18-135, f 3,5-5,6 , też z Canona. Fajnie się sprawdzał w fotografii plenerowej, ale był zbyt ciemny , dlatego robione nim zdjęcia potraw nigdy nie wychodziły dobrze. Teraz wreszcie sama jestem zadowolona ze swoich zdjęć kulinarnych. Nie dosyć, że wychodzą jasne, mają piękne kolory, to nie musiałam do ich robienia używać statywu, choć w kuchni było zupełnie szaro. Dobry sprzęt to jednak podstawa w fotografii kulinarnej.

Składniki: na 8 kotletów

600 g ugotowanego al dente i obranego bobu

1 jajko

1/2 pęczka koperku drobno posiekanego

1/2 pęczka pietruszki drobno posiekanej

1 zgnieciony ząbek czosnku

1 łyżka tartej bułki

sól, pieprz do smaku

do panierowania: jajko, bułka tarta

Wszystkie składniki  z wyjątkiem koperku i pietruszki zblendować na gładką masę. Dodać zioła i uformować zgrabne kotlety. Obtoczyć je w jajku i bułce tarce, smażyć na oleju po kilka minut z każdej strony. Podawać  z pysznym zielonym sosem

Sos- przepis

400 ml jogurtu naturalnego

pół pęczka koperku

pół pęczka zielonej pietruszki

kilka gałązek mięty

1 ząbek czosnku zgnieciony

sól, pieprz

Wrzucić zioła do blendera, dodać czosnek i 100 ml jogurtu. Zmiksować na gładką masę. Dodać resztę jogurtu, wymieszać łyżką i doprawić do smaku. Jeśli od razu wlejemy do blendera cały jogurt , sos zrobi się bardzo rzadki.

Gdzie i co jeść w Rzymie

5 lutego 2017 przez Beata

Rzym to bardzo popularny kierunek podróży. Bilety lotnicze można kupić w promocji za ok 100 zł, a dwuosobowy pokój w  tanim hotelu kosztuje ok 800-900 zł za tydzień. To oczywiście ceny spoza sezonu wakacyjnego. Stołowanie się w rzymskich restauracjach, podobnie zresztą jak w całych Włoszech,  nie należy niestety do tanich przyjemności. Na szczęście jest kilka miejsc, gdzie można zjeść pysznie i nie stracić przy tym majątku. Wybaczcie jakość zdjęć, ale robiłam je kamerą, nasza lustrzanka na początku wyjazdu odmówiła współpracy.

1.Restauracja Carlo Menta, via della Lungareta 101, Zatybrze

Kultowe miejsce. Rewelacyjne włoskie  jedzenie i bardzo niskie ceny ( lasagne 5 e, odjazdowe  penne carlo menta 5 e,minestrone 5 e, saltimbocca 5 e). Zawsze pełne turystów z całego świata i Włochów. Pamiętajcie, że we Włoszech dolicza się coperto czyli opłatę za jedzenie przy stoliku, w Carlo Menta jest to 1,5 e od osoby.

 

2.Trattoria Luzzi, Via di S. Giovanni in Laterano, 88, koło Koloseum

Niewiarygodne, że w centrum miasta, tuż obok Koloseum można znaleźć świetną  restaurację z tak niskimi cenami.Pyszna domowa kuchnia, na dodatek nie płaci się tutaj coperto. A Ceny! Zobaczcie sami! Dodam jeszcze , że litr świetnego wina kosztuje tu zaledwie 4 euro.

3. Rzymska antyczna pizza pinse

Niezbyt duża, robiona na grubym cieście. Podobno najlepsza w Pinsere na via Flavia. My tam nie dotarliśmy, ale pinse można kupić niemal wszędzie . Cena ok 4-5 euro.

4.Panino czyli grube, wielkie kanapki

Można kupić je wszędzie, choć najsłynniejsze są te z Likeat ( Corso Vittorio Emanuele II, 310). Cena, ok 4-5 euro, może wydawać się wysoka, ale panini są naprawdę wielkie i wystarczają za cały obiad. Wybór dodatków ogromny, najpopularniejsze są z porchettą.

5. I suppli, Via di S. Francesco a Ripa, 137

Niepozorny bar z daniami na wynos. Przebojem są suppli czyli ryżowe kulki nadziewane mięsem i sosem pomidorowy. Pyszne , choć bardzo sycące. Julka powiedziała, że smakują jak pomidorowa z ryżem. Cena 1,20 e. W barze można też kupić arancini( 1,40E ), pizzę w kawałkach i inne przekąski. Dwa arancini w zupełności zastąpią obiad.

6. Gelateria  Fassi Via Principe Eugenio, 65

Pyszne, ogromne lody z najstarszej włoskiej wytwórni. Bardzo duży wybór smaków, do tego lodowe desery. Wszystko smakuje bosko. Ceny bardzo umiarkowane- średnia porcja ( 3 smaki) 2 euro, bita śmietana gratis.

7. Gelateria Fatamorgana , via delli Zingari 5, ale jest też w innych miejscach w Rzymie

Słynie z rewelacyjnych naturalnych lodów  w oryginalnych połączeniach smakowych np. czekoladowo- tabakowe, o smaku baklawy , gruszki w winie itd. Mój absolutny numer jeden to lody o smaku białej czekolady z płatkami róż i fiołków. Jak na Włochy gałki są tu raczej małe.Wybaczcie z wrażenia zapomniałam zrobić zdjęcia.

8. Piwo Birra Moretti  w wersji regionalnej

Są cztery rodzaje do wyboru, najlepsze moim zdaniem jest sycylijskie z dodatkiem aromatu kwiatów pomarańczy. To nie jest piwo słodkie w rodzaju shandy, ale i tak określiłabym je jako „kobiece”.

9. Kawa, kawa, kawa

Wszędzie jest pyszna i niedroga.. Najtańsze cappuccino piliśmy za 0, 80 e.

Rzymskie fontanny

27 stycznia 2017 przez Beata

O rzymskich fontannach można by napisać pokaźny przewodnik,  w końcu jest ich 470!  Są przepiękne i wszechobecne. Jedne strzelają wysoko w gorę  jak te na placu św. Piotra, inne spadają w hałaśliwych,spienionych kaskadach  jak sławna di Trevi, jeszcze inne szumią cichutko delikatną strugą jak Mascherone na via Giulia. Niektóre są ogromne i spektakularne, dla przykładu Aqua Felice wygląda jak fasada kościoła, ale niektóre są bardzo  skromne, choć urocze, jak śliczna Baraccia na Placu Hiszpańskim. Nie ma właściwie zakątka w Rzymie, którego nie ożywiałby miarowy szum wody.

Dzisiaj zapraszam do obejrzenia najpiękniejszych, moim zdaniem, fontann rzymskich.

Di Trevi- Jedna z najsłynniejszych i najbardziej spektakularnych fontann  na świecie.  Ma 49 metrów szerokości i 29 wysokości. Projekt Nicolo Salviego zaaprobował papież Klemens XII w 1735 roku, budowę zakończono 40 lat później, już po śmieci projektanta.  W centralnej części, pod łukiem triumfalnym, znajduje się Neptun i dwa Trytony prowadzące konie. Ogromny zbiornik, do którego woda wpada wieloma strugami symbolizuje morze. Di Trevi to królowa rzymskich fontann, trzeba przyznać, ze jest niezwykle fotogeniczna. Codziennie tysiące turystów wrzucają do niej monety, by , zgodnie z legendą, powrócić kiedyś do Wiecznego Miasta. Codziennie też, z wyjątkiem niedziel, pracownicy miejscy wydobywają te monety i zawożą je do Caritasu. Rocznie jest to kilkaset tysięcy euro! Di Trevi olśniewa w słońcu, a gdy nastaje rzymska noc, staje się niekwestionowaną królową.

Fontanna Czterech Rzek- jeden z wielu rzymskich wodotrysków zaprojektowanych przez barokowego mistrza  Berniniego. Znajduje się pośrodku Piazza Navona.  Zbudowana została wokół obelisku, przeniesionego za zgodą papieża Innocentego X z Via Appia. Przedstawia czterech gigantów symbolizujących rzeki: Nil, Ganges, Dunaj i La Platę.

Na Piazza Navona znajdują się jeszcze dwie piękne fontanny: Neptuna i Maura. Ta pierwsza ukazuje boga mórz w otoczeniu nimf, druga  swą nazwę zawdzięcza orientalnym rysom twarzy, jakie nadał centralnej postaci Bernini.

Acqua Felice, znana także jako Fontanna Mojżesza jest spora, choć mniej znana. Znajduje się na Kwirynale, a wybudowana została  w latach 80-tych XVI wieku. Pośrodku znajduje się ogromna postać Mojżesza  wydobywającego wodę ze skały, a w bocznych wnękach przedstawiono przeprowadzenie Żydów przez pustynię. Fontanna stanowi zakończenie akweduktu Acqua Felice. Woda spływa tu maleńkimi, leniwymi strugami. Szkoda, ze trudno tu o chwilę zadumy i cichy,niestety przed fontanną biegnie ruchliwa droga.

Cztery fontanny. Wyobraźcie sobie, że wchodzicie  na zwykłe skrzyżowanie w gęsto zabudowanym mieście, a każdy z jego rogów zdobi inna fontanna. Niesamowite! Powstały na życzenie papieża Sykstusa   V i przedstawiają dwie boginię: Dianę i Junonę, oraz dwa bóstwa rzeczne: Tyber i Arno. Niedawno zostały odnowione i prezentują się ślicznie, tak za dnia jak i nocą.

Fontanna Trytona , autorstwa niezrównanego Berniniego, znajduje się na Piazza Barberini. Przedstawia syna Neptuna, który siedzi w muszli i gra na rogu. Całość podtrzymują delfiny. Jest przeurocza, choć jej otoczenie kryje w sobie mroczną tajemnicę. To pod tą fontanną do końca XVIII wieku wystawiano  do identyfikacji zwłoki znalezione w Rzymie. Brrr…

Fontana della Barcaccia czyli łódeczka, z burty której przelewa się woda, to kolejne dzieło Berniniego i jego ojca. Znajduje się koło Hiszpańskich Schodów. Legenda mówi, że do jej powstania zainspirowała artystę powódź w Rzymie,podczas której zobaczył malutką , przeciekającą łódkę, samotnie płynącą po zalanym wodą placu.Inna historia mówi, że w roku 1720 roku, gdy szlachta świętowała wybór mistrza Zakonu Kawalrów Maltańskich, tryskało z niej wino.  Ale papieże też lubili zaszaleć i podobno z okazji wyboru Innocentego X, a potem Klemensta X z wielu rzymskich wodotrysków leciało wino. Łódeczka jest cicha i prześliczna, otacza ją piękny Plac Hiszpański.

Fontannna Najad,stojącą pośrodku Piazza della Republika jest najmłodsza z opisywanych, pochodzi z początku XX wieku. Przedstawia piękne nimfy wodne w bardzo zmysłowych pozach. Została kiedyś przez władze kościoła uznana za nieprzyzwoitą i zasłonięto ją  wysokim płotem, ale mieszkańcy Rzymu zaprotestowali, wywrócili ogrodzenie i „obrońcy moralności” musieli odpuścić.  Skandaliczny by też fakt, że artyście pozowała najsłynniejsza rzymska kurtyzana. Nocą, pięknie podświetlona,  fontanna wygląda cudownie.

Na Janikulum znajduje się jedna z większych fontann rzymskich- Acqua Paola, która z daleka rzuca się w oczy. Jest wielka, wygląda jak fasada świątyni i stanowi zwieńczenie akweduktu. W filmie „Wielkie piękno” wyglądała spektakularnie i … dramatycznie ( kto oglądał film, wie , o co chodzi), w rzeczywistości moim zdaniem średnio pasuje do otoczenia.  Ślicznie wyglądałby na tym zielonym wzgórzu skromny, wtopiony w otoczenie wodotrysk.

To, co Wam pokazuję, to zaledwie niewielka część rzymskich fontann. Pięknie  wyglądają także te nieznane. No i w zasadzie w każdym miejscu są fontanelle, w których płynie pyszna woda. Julka wypiła jej chyba ze 100 litrów, a razem z moim tatą  miała przy nich dobrą zabawę.  Udało im się kilka razy polać siebie, chodnik, a nawet „umyć” stojący obok samochód.

Rzym- garść liczb i ciekawostek

23 stycznia 2017 przez Beata

Rzymianie wypijają dziennie 2 litry wina( na osobę), 0,5 l do lunchu i 1,5 do kolacji. Jako że jedzą głównie w restauracjach piją vino  della casa czyli domowe, co oczywiście nie oznacza, że każdy lokal wytwarza swoje. Produkują  je lokalne winnice , które zaopatrują restauracje. Trunek ma ok 8 procent czyli trochę mniej niż wina sklepowe. Dodaje się do niego specjalne zioła, które poprawiają metabolizm. Włosi piją je rozcieńczone wodą.

Włoska kolacja trwa ok 4 godzin. W tym czasie :

-pije się wino

-je przystawkę

-pije wino

-je danie pierwsze czyli makaron

-pije wino

-je danie drugie, najczęściej mięso z sałatką

-pije wino

– je pizzę

-pije wino

– je deser

– pije wino

– pije kawę

– pije wino

Przeciętny Włoch wypija 8 kaw dziennie, przy czym cappuccino i latte nie są traktowane jako kawa, a napoje kawowe.

Urzędnik państwowy, który rozpoczyna pracę o 8 rano, obowiązkowo powinien się spóźnić, dlatego po drodze do pracy wstępuje na cappuccino lub espresso i na miejscu jest o 8 15. Po przybyciu  wita się z przełożonym, który zwyczajowo zaprasza załogę  na kawę. Już o 8 30 przeciętny Włoch jest gotowy do pracy. Po godzinie wysiłku następuje kwadrans na kawę, potem znowu godzina pracy, kawa itd. O 12 rozpoczyna się sjesta, która trwa do 16-tej, co oznacza że stawiamy się na 16 15. Kawa praca, kawa praca i tak do 20. A potem czas na kolację czyli patrz punkt powyżej. To się nazywa dolce vita!

W latach 90-tych do Włoch przybyli polscy budowlańcy. To, co przeciętnemu Włochowi zajmowało trzy tygodnie, Polacy robili w trzy dni. Mieszkańcy Italii się zbuntowali i zaszantażowali Polaków, że albo będą pracować w tutejszym rytmie albo zostaną oskarżeni o kradzieże. Oczywiście nasi rodacy się dostosowali, w końcu płacono im od  dniówki, a nie od wykonanej pracy.

Rzym ma 67 km długości. Mieszka w nim ok 2 mln 700 tyś.  Włochów, 3mln 500 tyś. imigrantów i ok 500 tyś innych mieszkańców Unii Europejskiej.

W mieście jest ok 20 tysięcy bezdomnych, tylu nigdzie jeszcze nie widziałam. Okolice dworca Termini wieczorami zamieniają się w ogromną noclegownię.

Tutejsi bezdomni są czyści( korzystają z darmowych łaźni), nie chodzą głodni( ok 400 kościołów rzymskich  wydaje darmowe posiłki dla biednych, można załapać się nawet na 7 posiłków każdego dnia).

Imigranci  spoza Unii z państwowego budżetu dostają 45 euro dziennie. Do tego codziennie karta telefoniczna, przecież muszą zadzwonić do domu.  Wszyscy mają iphony, które kosztują co najmniej 900 euro.Jesteśmy gotowi do przeprowadzki i zmiany obywatelstwa. Artur chce zostać Syryjczykiem, ja mogę być Afganką.Jak mi zapłacą te 45 euro dziennie, to jestem gotowa nawet chodzić w burce.

W Rzymie jest 470 fontann historycznych i ponad 2500 fontanell, w których płynie pyszna woda mineralna. Miasto nie problemu z dostępem do wody pitnej, tutejsze zasoby są ok 40 % większe niż w pozostałej części Europy.

Kościołów w Rzymie jest 980, z czego ponad 200 przynależy do obecnie żyjących kardynałów. Każdemu nominowanemu kardynałowi papież przydziela jeden z rzymskich kościołów i tak nasz kardynał Stanisław Dziwisz otrzymał  niesamowitą Bazykię Santa Maria del Popolo, w której znajdują się dwa obrazy Caravaggio, kaplica Chigi zaprojektowana przez Berniniego, freski Pinturicchiego i wiele innych spektakularnych dzieł sztuki.

Koloseum według najnowszych badań mieściło 87 tysięcy widów. Po zakończonym  widowisku opuszczali  oni budynek w ciągu 6 minut. W trakcie budowy Koloseum, rozpoczętej w 72 r. a ukończonej w 80 r., zużyto tyle trzytonowych bloków kamiennych wydobytych z oddalonych o 30 kilometrów gór, ile wystarczyłoby do otoczenia murem o wysokości 3 metrów całej współczesnej Francji.

W 445 miało miejsce potężne trzęsienie ziemi, w wyniku którego znaczna część Koloseum została zniszczona. W kolejnych wiekach walające się wokół bloki skalne stanowiły budulec licznych rzymskich obiektów w tym ponad 80-ciu kościołów. Na przykład wybudowano z nich schody prowadzące do Bazyliki św. Piotra.

Średni czynsz za 60-cio metrowe mieszkanie w ścisłym centrum Rzymu wynosi 3500 Euro. Na przedmieściach cena wynosi 1500, kilkadziesiąt kilometrów od stolicy  100-metrowe lokum jedynie 300 e. Opłaty za media (woda, prąd, gaz) to około 25 euro za jedną osobę miesięcznie .

Dojazd do centrum Rzymu, do stacji Termini, z miejscowości oddalonej o 70 kilometrów zwykłym pociągiem zajmuje około pół godziny. Jeśli zdecydujemy się na Pendolino pojedziemy jedynie 7 minut. Akurat tyle, ile zajmuje wypicie kawy wliczonej w cenę biletu.

Mimo iż Rzym jest kilkakrotnie większy od Paryża, ma tylko 2 linie metra, podczas gdy stolica Francji 15. Trudność w budowie metra w Wiecznym Mieście  związana jest z  odkopywaniem coraz to nowych zabytków. Po każdym kolejnym znalezisku prace budowlane wstrzymywane są na 6 miesięcy.

Starożytny Rzym w I w.n.e. był największym miastem ówczesnej Europy i liczył około miliona mieszkańców, podczas gdy drugie w kolejności pod względem zaludnienia miasto zaledwie kilkanaście tysięcy.

Największe zyski z turystyki czerpie rzymska mafia. Gdy w latach 90- tych w mieście dochodziło do licznych napadów na turystów, podróżni stracili serce do Wiecznego Miasta i zyski z turystyki znacznie spadły. Rząd próbował sobie z tą przestępczością radzić, bezskutecznie niestety. Sprawę wzięła w ręce zirytowana spadkiem dochodów mafia. Zastrzelono dla przykładu kilku bandytów i w ciągu tygodnia problem został rozwiązany.  Obecnie jedyny problem to kieszonkowcy.

Mimo iż w Rzymie są setki tysięcy uchodźców, nie było tu żadnych ataków terrorystycznych. Na przedmieściach znajduje się islamska dzielnica licząca 300 tys. mieszkańców.  Mają swoje szkoły, meczety( w tym największy meczet europejski) i żyją sobie spokojnie. Gdyby doszło z ich strony do jakiegokolwiek aktu terroru, mafia capitle czyli stołeczna, w odwecie wysadziłaby w powietrze całą muzułmańską dzielnicę. Nie opłaca im się po prostu atakować.

Rzymianie , przyzwyczajeni do wysokich temperatur, źle znoszą zimno. Gdy temperatura spada do 20 stopni, zakładają czapki i rękawiczki, gdy jest poniżej 15 mówią, że jest lodowato. Nie jeżdżą na plaże, jeśli jest poniżej 30- tu stopni Celsjusza.

Ostia

23 stycznia 2017 przez Beata

Ostia to dawna rzymska kolonia u ujścia Tybru, obecnie dzielnica Rzymu. To tu przed miejskim skwarem uciekali możni starożytnego świata. Obecnie można tu spędzić cudowny dzień na zwiedzaniu starożytnych ruin Ostia Antica, pozostałości średniowiecznego miasteczka, a latem także na   leniuchowaniu na plaży.

Ostia Antica to drugie, po Pompejach,  co do wielkości rzymskie ruiny na świecie. Nie są zbyt znane, bo ich historia nie obfitowała w jakieś specjalnie dramatyczne wydarzenia. Żadnego wulkanu, trzęsienia ziemi ani nic z tych rzeczy. Za to są bardzo rozległe i świetnie zachowane, o wiele lepiej niż Pompeje. Teren, który obecnie można zwiedzać, choć ogromny, to mniej niż 1/6 dawnego miasta. Parę lat temu  rozpoczęły się kolejne prace archeologiczne, odkopano między innymi dawny port, bo Ostia leżała nad samym morzem. Od czasów starożytnych linia brzegowa się przesunęła i ruiny znajdują się kilka km dalej.Nie ma tu w ogóle turystów, na terenie całego obiektu oprócz nas było może ze 20 osób.

Piękne miejsce, nawet mój tata, który nie przepada za takimi ruinami, bo jak twierdzi i tak niewiele widać, przyznał, że to były najlepsze, jakie widział w życiu. Spacerowaliśmy sobie leniwie po Ostia Antica prawie pół dnia.

W centrum dzielnicy też jest co oglądać, zachowało się tu bowiem około 50 średniowiecznych domów, wciąż zamieszkałych. Cudowne, bardzo klimatyczne miejsce. Mały kościół, studnia, pranie suszące się na sznurach i wąskie uliczki tworzą cudowną atmosferę.

Jeśli przyjedziecie tu latem, możecie skorzystać z kąpieli morskich, choć szara plaża ( płatna, darmowe są za miastem) nie należy do zbyt atrakcyjnych. Ale kto, przyjeżdżając do Rzymu, marnowałby czas na wylegiwanie się  plaży?

Awentyn, Zatybrze i Janikulum

22 stycznia 2017 przez Beata

Awentyn to jedno z najpiękniejszych rzymskich wzgórz. Panuje tu spokojna, wręcz sielska atmosfera, nie ma tłumów turystów, o tej porze roku jest prawie pusto. Do tego mnóstwo zieleni i niemal żadnych samochodów. Już w starożytności Awentyn był ulubioną dzielnicą arystokracji, pełną pałaców i willi. Dla mnie to bajkowy zimozielony ogród. Znajduje się  tu ogród różany, niby w styczniu róże nie rosą, ale udało się znaleźć kilka  odpornych na chłody. Podobno w tym roku w Rzymie panuje wyjątkowo zimny styczeń, tzn. w ciągu dnia mamy piękne słońce i temperaturę ok 10-15 stopni, ale w nocy bywa  nawet koło zera.

A wracając do Awentynu, można tu pospacerować po pięknym ogrodzie pomarańczowym, zwiedzić kilka ślicznych i zupełnie pustych kościołów, starożytne ruiny i zobaczyć cudowny widok na cały Rzym. Najbardziej niezwykły ogląda się przez  sławną dziurkę od klucza, do której zawsze ustawia się kolejka.

 

 

Bazylika św Piotra wydaje się być na wyciągnięcie ręki.

Wzgórze ma swoją tajemnice, jest nią klasztor Zakonu Klasztor Maltańskich, do którego podobno można wejść tylko raz czy dwa w roku i to za słoną opłatą rzędu 30 euro.To właśnie w bramie do niego znajduje się słynna dziurka. Na wzgórzu znajdują się jeszcze zakony benedyktynów i dominikanów znacznie bardziej otartych na ludzi z zewnątrz.Mamy też piękny  średniowieczny kościół św. Sabiny. W porównaniu do barokowych gwiazd rzymskich ten jest skromny i bardzo klimatyczny. Jak dla mnie to jeden z najpiękniejszych.

To właśnie obok niego znajduje się sławny ogród pomarańczowy, ale owoce z tutejszych drzewek są gorzkie, to ta odmiana z której wytwarza się Campari. Z tarasu widokowego można podziwiać Rzym w całej krasie.

Przyjemne wrażenie robi też zupełnie pusty kościół św Aleksego , podobno jeden z ulubionych przez nowożeńców. Trudno się dziwić, świątynia jest pełna uroku, to wczesny barok, ale taki jeszcze delikatny, nienachalny. Dominują w niej jasne barwy i kolor niebieski, a do tego pełno tu światła.

Jeszcze jedna interesująca świątynia znajduje się na samym szczycie wzgórza, to kościół św Anzelma, nie jest tak stary jak poprzednie, liczy niewiele ponad sto lat.

Z drugiej strony wzgórza mamy Circo Massimo  czyli  dawną arenę sportową i Termy Karakali. Ciche uliczki zielonego Awentynu przez cały rok zachęcają do spacerów, jeśli będziecie kiedyś w Rzymie, zajrzyjcie u koniecznie.

Potem poszliśmy na Trastevere czyli Zatybrze. My, Polacy, znamy je przede wszystkim z Quo vadis Sienkiewicza, to właśnie tam w powieści  mieszkali chrześcijanie i ukrywała się przez Winicjuszem piękna Ligia. Obecnie Trastevere to dzielnica artystów i restauracji. Przypomina krakowski Kazimierz. Można godzinami spacerować po wąskich uliczkach, zaglądać w urokliwe zakątki albo zwiedzać ciekawe kościoły, których tu nie brakuje.

Naszym kolejnym celem było Janikulum czyli ósme wzgórze rzymskie,  mimo iż jest najwyższe, nie należy do legendarnych siedmiu wzgórz, na których założono Rzym. Tradycja mówi , że na Janikulum ukrzyżowany został św. Piotr, a potem przeniesiono jego zwłoki na Watykan i tam pochowano, Stąd mamy tutaj Kościół św. Piotra na Złotej Górze. Złotej, bo wydobywano tu mikę. Podobno rzymianie uwielbiają przychodzić tu na spacery. Mnie wzgórze nieco rozczarowało. Może dlatego że porośnięte jest głównie platanami, które o tej porze roku  nie mają liści i stąd, choć cały dzień świeciło słońce, jakaś taka szaruga i pustka wokół. Owszem mamy tu sporo pomników, ogród botaniczny, ogromną fontannę Acqua Paola,  ale całość niezbyt mi się podobała.

Za to kawałek dalej jest śliczny, romantyczny park Villa Sciarra. Znajdująca się tu villa pochodzi z XVI wieku, ale park założono dopiero w roku 1932. Ruiny, fontanny i rzeźby tylko udają antyczne, mimo to park jest uroczy, pełen tajemniczych zakamarków, grot  i posągów. Turyści zupełnie o nim nie wiedzą, dlatego niemal nie ma tu ludzi.

 

Bardzo interesującym miejscem jest Wyspa Tyberyjska. Ma ponad 200 m długości i znajdują się na niej szpital, kościół, domy mieszkalne i restauracje. Prowadzi na nią jeden z najstarszych mostów w mieście- Ponte Fabricio. Choć wygląda romantycznie , skrywa mroczny sekret. Zakon Bonifatrów, opiekuje się tajemniczym kościółkiem S. Giovanni Calibita, ale Bractwo Czerwonych Kapturów 2 listopada otwiera tu kryptę topielców.Bractwo powstało w XVII wieku i zajmowało się wyławianiem z Tybru topielców oraz grzebaniem ich w krypcie kościoła. Zwłok nie  wkładano jednak do trumien, a układano na podłodze. Obecnie można je oglądać właśnie 2 listopada. Brrr…Zdjęcia wyspy ciemne, ale robiłam je prawie o zmroku.

 

Styczniowy Rzym

20 stycznia 2017 przez Beata

„Kto dobrze poznał Włochy, a zwłaszcza Rzym, ten już nigdy nie będzie całkiem nieszczęśliwy.”

Goethe

Niedawno policzyłam tygodnie, które spędziliśmy we Włoszech, wyszło mi z tych obliczeń prawie pół roku. I wciąż nam mało! Wciąż, na szczęście, są miejsca, których nie znamy, wciąż mamy ochotę wracać do tych, dla  nas, najpiękniejszych.  Co tak nas zachwyca w Italii? Urzekające krajobrazy  Toskanii, maleńkie średniowieczne miasteczka na wzgórzach porośniętych cyprysami. Uliczki tak wąskie, że nigdy nie dociera do nich światło słoneczne. Gaje oliwne w dolinach. Niewiarygodnie piękne zachodnie wybrzeże, zwłaszcza Liguria z kolorowymi, przyklejonymi do skał miasteczkami  Cinque Terre i Kampania z sławnym Wybrzeżem Amalfi. Spalona słońcem Sycylia, bogata w zabytki i niezwykłe krajobrazy. Górskie jeziora , w tym spektakularne Lago di Como. Majestatyczne Dolomity z drogami tak krętymi, że do dzisiaj  na ich wspomnienie mam mdłości. No i miasta, w których można spędzić całe miesiące i nie zobaczyć nawet połowy ciekawych miejsc. Zakochaliśmy się w  pełnym gwaru Neapolu, średniowiecznym Bergamo i kipiącej od zabytków, choć męczącej Florencji.  A jak do tego dodamy pyszną kuchnię, najlepszą na świecie kawę i przesympatycznych ludzi, to otrzymamy kraj, z którym, jak dla mnie, żaden inny w Europie równać się nie może. Wspomnienia wspaniałych włoskich podróży nosimy w sobie wszyscy w rodzinie i wciąż je pielęgnujemy.

Sami powiedzcie, jak nie kochać kraju, gdzie w styczniu można zrywać pomarańcze prosto z drzew i leżeć na zielonej trawie?

Rzym to moja miłość od pierwszego wejrzenia. Wiele lat temu, jeszcze w czasach licealnych, byłam z mamą na kilkudniowej wycieczce do Wiecznego Miasta organizowanej przez naszą parafię. Do dzisiaj pamiętam smak pierwszej prawdziwej kawy cappuccino i lodów jedzonych koło fontanny di Trevi.   Potem jeszcze kilka razy wpadałam do Rzymu, na dzień, dwa. Zawsze w biegu i poczuciu nienasycenia. Tym razem postanowiliśmy spędzić w stolicy Włoch spokojny  tydzień. Nie mam złudzeń, że zobaczymy wszystko, co byśmy chcieli.  Rzym to miasto z największą liczbą zabytków na świecie i podobno nie starcza życia ludzkiego, by je wszystkie zwiedzić.

Od razu  po przylocie upewniliśmy się, że nie ma złej pory na zwiedzanie Wiecznego Miasta. Przyjemna temperatura ( +15 ), cudowne słońce, boska kawa i atrakcje na każdym kroku sprawiły że poczuliśmy niezwykłą radość zimowego podróżowania. Do tego przemiłe towarzystwo moich rodziców, z którymi tu jesteśmy, włoskie wino i ogarnęło nas poczucie spełnienia. Nie będę zanudzać Was opisywaniem miejsc, które wszyscy znają, ale opowiem o kilku mniej popularnych, a równie interesujących. My dzisiaj zrobiliśmy pieszo ponad 15 km, szliśmy szlakiem fontann i barokowych kościołów.

Na Wiminale, jednym z 7 wzgórz rzymskich, przy którym mieszkamy, znajduje się niezwykła bazylika  Santa Maria degli Angeli e dei Martiri czyli Matki Boskiej od Aniołów i Męczenników. Zaprojektował ją Michał Anioł, a ponieważ kościół miał stanąć na terenie Term Dioklecjana, renesansowy geniusz postanowił nie burzyć dorobku starożytnych, a wkomponować świątynię w pozostałości po dawnych termach. Fasada tej budowli w niczym nie przypomina tradycyjnej bazyliki. Niezwykłe są też same drzwi z 2006 roku, na których znajdują się rzeźby wykonane przez Polaka, Igora Mitoraja.

Dopiero we wnętrzu można dostrzec ogrom tego kościoła. Uderza też oryginalne rzymskie sklepienie z III wieku . Zgodnie z nazwą, w świątyni nie brakuje aniołów. Wewnątrz znajduje się również słynny zegar słoneczny – meridiana papieska, który pozwala odczytać datę i godzinę.

W świątyni przez cały rok można podziwiać ulubioną szopkę Jana Pawła II, która, oprócz tradycyjnego żłobka, niezwykle szczegółowo ukazuje codzienne życie w Jerozolimie.Pięknie w tej świątyni, niemal nie ma tu turystów, panuje cisza i spokój.

Same Termy Dioklecjana były największym tego typu obiektem w starożytnym Rzymie.  Wewnątrz znajdowało się aż 2400 wanien. Z dawnej budowli zbyt wiele nie pozostało, część zaadoptowano na świątynię, z reszty zrobiono muzeum.

Kapitalnym miejscem na odpoczynek wśród zieleni jest Villa Borghese czyli największy i najładniejszy park rzymski z fontannami, sztucznym jeziorem, dziesiątkami rzeźb, na terenie którego mieści się zoo i piękna Villa Medici. Pogoda dzisiaj tak dopisała, że wielu ludzi opalało się w parku . Stąd rozpościera się zapierający dech w piersiach widok na Rzym. Turyści, którzy wpadają do Rzymu na dzień czy dwa w ogóle tu nie zaglądają, zresztą my też byliśmy w Villa Borghese po raz pierwszy.

W parku rośnie największy rozmaryn, jaki w życiu widziałam.

To był cudowny, chociaż męczący dzień.