Sałatka z melonem, fetą i awokado

22 sierpnia 2015 przez Beata

IMG_0358

Pyszna, bardzo lekka sałatka, która pasuje do grilla , ale może być też samodzielnym, wakacyjnym   daniem. Robi się ją szybko, najwięcej czasu zajmuje wykrojenie kuleczek z melona, ale to fajna zabawa! Sałatka ma bardzo orzeźwiający smak i jest taka kolorowa!

IMG_0346

Składniki:

pół melona o pomarańczowym miąższu

pół melona o zielonym miąższu

rukola( zużyłam pół paczki0

pół sera feta

1 awokado

1 czerwona cebula

garść liści mięty

Na płaski duży talerz wykładamy rukolę.Z melonów wykrawamy kuleczki, układamy na rukoli. Awokado kroimy na niewielkie kawałki, cebulkę w cienkie paski, wykładamy na talerz. Na górę ścieramy na tarce o dużych oczkach ser feta, posypujemy listkami mięty

Dresing

skórka starta z 1 cytryny

sok z 1/2 cytryny

1 łyżka miodu

3 łyżki oliwy

sól, pieprz

Mieszamy skladniki i polewamy sałatkę. Podajemy mocno schłodzoną.



Najpiękniejsze miejsca na Cyprze

17 sierpnia 2015 przez Beata

IMG_1301

Są takie miejsca, do których nigdy nie traficie podczas zorganizowanej wycieczki i o których nie przeczytacie, w żadnym przewodniku. Prawie nieznane, a przepiękne. Z pewnością należy do  nich urokliwa wioska Lofu położona w górach .

IMG_1263

IMG_1265

IMG_1298

IMG_1309

IMG_1324

IMG_1311

IMG_1290

SONY DSC

SONY DSC

SONY DSC

Kamienne domy, brukowane uliczki, cisza, prawie  żadnych turystów. W Lofu jest tylko jeden sklep spożywczy, tawerna, winiarnia  i sklep z pamiątkami , który właściciel otwiera jedynie wtedy, gdy widzi potencjalnych klientów. Zakochałam się w tym miejscu. Spedzilismy tam, chodząc wąskimi uliczkami bez celu, przemiłe popołudnie.

IMG_1453

Bardzo spodobał nam się także Klasztor Neofita położony tuż obok Paphos. Powstał w miejscu, gdzie Neofitus żył jako pustelnik w skalnej grocie, którą można oglądać do dzisiaj. Teren jest bardzo zielony, wygląda dosłownie jak oaza na pustyni, bo  Cypr to kraj suchy jak rodzynka.

IMG_1493

IMG_1490

IMG_1456

IMG_1465

IMG_1488

IMG_1458

To już ostatni wpis z tegorocznych wakacji, jutro wracamy do domu. W najbliższym czasie będzie jeszcze o cypryjskiej kuchni, wstawię tez jakiś przepis. Do przeczytania w kraju!

 

Cypr – południowa część wyspy.

15 sierpnia 2015 przez Beata

IMG_1447

Południe Cypru to przede wszystkim  typowo  turystyczne miejscowości. Najbliżej nas jest Limassol( na zdjęciu u góry) z wielkim portem tranzytowym. Na wakacje nie polecam. Plaża brudna, położona wzdłuż ruchliwej drogi, na dodatek widok na kontenerowce. Za to w okolicy miasta znajduje się kilka ciekawych stanowisk archeologicznych, największe i najciekawsze to Kurion .

IMG_1336

Nieco ładniejsza jest Larnaka, w  której znajduje się meczet Hala Sultan.  Został on wzniesiony w miejscu pochówku Umm Haram,  dalekiej krewnej Mahometa. Meczet położony jest malowniczo nad słonym jeziorem, w którym zimą można zobaczyć flamingi. Bardzo przyjemne miejsce, podobało nam się.

IMG_1354

Najsłynniejsze miejsce na Cyprze to Ajia Napa, znana z imprezowego klimatu i plaży Nissi . Nissi mogłaby być plażą marzeń, piasek jest tu drobny i zupełnie biały, brzeg opada bardzo łagodnie, woda ciepła, niestety jest potwornie zatłoczona  i  otoczona wysokimi hotelami. Do tego głośna muzyka, liczne bary i zamiast wakacyjnego raju mamy wakacyjny koszmarek.

IMG_1408

SONY DSC

Za to w okolicy jest kilka naprawdę ładnych, piaszczystych  plaż  z drobnym piaskiem.

Dalej mamy już tyko  Cape Greco czyli skalisty cypel z którego roztaczają się piękne widoki na wybrzeże, słynną Zatokę Konnos i granicę z Cyprem Północnym- tureckim.

Bardzo przyjemne, raczej mało znane miejsce to wąska, długa zatoka  Potamos, znajduje się w niej  malownicza przystań rybacka. Wczesnym rankiem jest tu gwarno, gdyż rybacy wracają z połowów, później cicho i spokojnie .

IMG_1381

IMG_1385

Z Paphos aż na Cape Greco jest 200 km, do tego po drodze parę razy zjeżdżaliśmy z trasy i w sumie wyszło, że tego dnia zrobiliśmy ponad 500 km. Michał i Artur doszli niezłej wprawy w poruszaniu się w ruchu lewostronnym. Samochody z wypożyczalni mają czerwone rejestracje, dzięki czemu od razu widać, że prowadzi kierowca prawostronny i trzeba na niego uważać.  Jest całkiem bezpiecznie.

IMG_1393

Jeśli chodzi o pogodę na Cyprze, to jak widać na zdjęciach, na chmury nie ma co liczyć. Temperatura podczas naszego pobytu nie spada w ciągu dnia poniżej 36 w cieniu , bliższa jest 40,  a nawet ją przekracza. Sami Cypryjczyczy mówią nam, że jest wyjątkowo gorąco. Z pewnością Cypr nie jest miejscem dla osób z problemami zdrowotnymi ani dla rodzin z małymi dziećmi.

Cypr zachodni

11 sierpnia 2015 przez Beata

IMG_1205

Atrakcje zachodniej części Cypru   to przede wszystkim miasto, w którym jesteśmy czyli Paphos- wpisane na listę UNESCO i półwysep Kurion słynący z nieskażonej przyrody.Kurion przemierzyliśmy wczoraj. Wypożyczyliśmy w końcu samochody i powoli poznajemy uroki Cypru. Na dodatek temperatura spadła o kilka stopni, więc da się prawie normalnie funkcjonować.

IMG_1181

Półwysep Kurion to piękne, choć surowe miejsce. Największą jego atrakcją jest klifowe wybrzeże i błękitne laguny, do których można dotrzeć tylko od strony morza. Mieliśmy zamiar przejechać wzdłuż wybrzeża , ale do tego potrzebne jest auto z napędem na cztery koła, nasze małe samochody nie dały rady pokonać stromych wzniesień na szutrowej drodze. Za to widzieliśmy źródło Afrodyty, czyli miejsce, w którym kąpała się bogini. Po prostu źródełko ukryte pomiędzy skalami wśród gęstej zieleni. Znajduje się ono na terenie bardzo zaniedbanego ogrodu botanicznego.

IMG_1143

IMG_1145

 

Miejsce, które bardzo nam się podobało to niewielkie , portowe miasteczko Latsi. Bardzo klimatyczne.

IMG_1199

IMG_1191

W zachodniej  części Cypru znajduje się kilka znanych plaż, najładniejszą z nich jest Coral Beach, która tak naprawdę składa się z dwóch plaż. Nie jest jakaś spektakularna, piasek szarawy, mimo nazwy nie zobaczycie tu rafy koralowej( choć jakieś koralowce są, bo piasek na brzegu ma różowe drobinki), ale jest krystaliczna woda i łagodne zejście do morza. Całość znajduje się w przyjemnej zatoce otoczonej skałami.

Kolejne ciekawe miejsce to Lara Beach, gdzie w okresie letnim wykluwają się żółwie. To rezerwat przyrody, więc kąpiel jest zabroniona, ale w okolicy jest parę dzikich plaż, gdzie można biwakować.

IMG_1250

Bardzo malowniczy punkt to Petra Tou Romiu czyli skała, przy której wyłoniła się z wody Afrodyta. Można się tu kąpać, ale wybrzeże jest kamieniste. Dodatkową atrakcją są  tutaj szaleńcy skaczący ze skał do morza. Ja na widok jednego z nich niemal dostałam zawału, byłam pewna, że uderzy o skały.

IMG_1244

IMG_1228

Niestety, jeśli chodzi o plaże to trudno nas zadowolić, widzieliśmy tyle spektakularnych w Azji, że teraz niewiele nas zachwyca. Mój ideał to błękitna laguna z białym paskiem, otoczona bujną zielenią. Żadnych hoteli, leżaków, tłumu turystów, barów i głośnej muzyki. Cóż, żeby to zobaczyć, trzeba będzie znowu lecieć do Tajlandii albo jechać na Korsykę czy Sardynię.

Na dodatek plaże lubimy oglądać, ale leżeć na nich zdecydowanie nie. Żebym położyła się na leżaku, trzeba mnie do niego przywiązać . Zazwyczaj po godzinie od przyjścia ( czyli po spacerze wzdłuż brzegu i kąpieli w morzu)pakujemy manatki , wracamy do hotelu i wybieramy inne formy relaksu.

Cypr – Paphos

7 sierpnia 2015 przez Beata

IMG_1040

Jak już pisałam, jesteśmy na Cyprze, w Paphos. Przyjechaliśmy tu z naszymi przyjaciółmi, Alą i Adamem , z którymi rok temu byliśmy w Azji Południowo-Wschodniej. Wydawało nam się, że bardziej męczących upałów niż w Bangkoku już nie doświadczymy, ale okazało się , że ubiegłoroczne wakacje były zaledwie przedsmakiem tego, co odczuwamy tutaj. Nie dosyć że codziennie jest ok 38-40 stopni, to temperatura odczuwalna wynosi 43, do tego jest bardzo wilgotno. Dzisiaj rano o 7 wilgotność powietrza wynosiła 83 %. Jeszcze przed wyjazdem mieliśmy z mężem plany, że codziennie będziemy biegać parę kilometrów, ale to niewykonalne. Sądzę, że już po pierwszym kilometrze karetka zabrałaby nas na intensywną terapię z powodu udaru. Chociaż paru biegających szaleńców tu widziałam, pewnie to tubylcy przyzwyczajeni do 40-to stopniowych upałów.

Nawet spacery są tutaj wyzwaniem, w zasadzie to głównie leniwie snujemy się na plażę i z powrotem. No ale wczoraj w końcu zmobilizowaliśmy się i postanowiliśmy zobaczyć sławne Groby Królewskie. Położone są prawie 4 km od naszego hotelu, więc mieliśmy zamiar jechać autobusem, ale okazało się, że przystanek z którego mamy autobus jest oddalony o 1,5 km. Zdecydowaliśmy więc, że idziemy pieszo, a z powrotem wrócimy taksówką. Obawiałam się, że Julka po kilometrze odmówi dalszej wędrówki, ale okazała się najdzielniejsza z nas wszystkich. Bo szczerze mówiąc, mieliśmy dosyć już w połowie drogi . Za to nasza religijność bardzo wzrosła, jedyne słowa , jakie byliśmy w stanie wypowiedzieć to: Matko Boska, o Boże itd. Kiedy w końcu dotarliśmy do grobów, nie chciałam niczego innego, jak tylko położyć się w jednej z nisz. Groby Królewskie to nazwa myląca, żaden król nigdy nie był tu pochowany, ale arystokracja owszem. A nawet tu mieszkała.

Widok, jaki zobaczyliśmy po wejściu na teren grobów, bardzo nas rozczarował. Wyobraźcie to sobie, idziemy pieszo prawie 4 kilometry w nieziemskim upale, po to, żeby zobaczyć zabytek wpisany na listę UNESCO. Pot ścieka z nas strumieniami, nie da się wziąć głębokiego oddechu, bo powietrze parzy w płuca, czujemy się wysuszeni jak rodzynki, chociaż po drodze wypiliśmy kilka litrów wody, a u celu czeka nas taki widok:

IMG_0985

Pozostał nam tylko sarkazm w stylu „Wow, prawie jak na Jurze Krakowsko- Częstochowskiej” .Na szczęście znalazło się źródełko, oblaliśmy się od stóp do głów chłodną wodą, a i kolejne groby okazały się znacznie ciekawsze. Tak czy inaczej szału nie było.

IMG_1013

IMG_1016

IMG_0993

Jakby nam było mało, wróciliśmy też pieszo, jakoś z powrotem lepiej nam się szło. Weszliśmy jeszcze po drodze do marketu i przytaszczyli do hotelu zakupy. W sumie zrobiliśmy prawie 10 km. Pewnie to nic, ale w tej temperaturze uznaliśmy taki dystans za co najmniej maraton. Nasza 6-cio letnia Julka całą trasę pokonała bez słowa marudzenia.

Jutro wybieramy się na sławną Coral Beach. Autobusem. W końcu 15 kilometrów nie da rady tutaj przejść. Dzisiaj też czeka nas aktywny wieczór. Idziemy na Festiwal Piwa, który odbywa się w centrum Paphos .

 

Pozdrowienia z Cypru

5 sierpnia 2015 przez Beata

s

Pozdrawiam z upalnego Cypru. Uwielbiamy ciepłe klimaty, ale tutaj nawet dla nas jest za gorąco. Wczoraj temperatura w cieniu w centrum Pafos wynosiła 42 stopnie. Klimatyzowany apartament, morze i basen to nasi najlepsi przyjaciele. Chociaż basen to raczej nie chłodzi, bo woda ma w nim 36 stopni :) mam nadzieję, że zrobi się trochę chłodnieJ, bo na razie nie mamy siły na zwiedzanie wyspy.

Czekoladowe muffiny z cukinią

31 lipca 2015 przez Beata

IMG_0910

Te muffiny są przepyszne! Wilgotne, intensywnie czekoladowe, nie za słodkie. Cukinia jest zupełnie niewyczuwalna w smaku. Przepis pochodzi ze strony Doroty, ale nieco go zmodyfikowałam, przede wszystkim u Doroty jest to jedno ciasto, u mnie wielkie muffiny, na dodatek bezglutenowe, ale podaję obie wersje i z tradycyjną mąką i bezglutenową. Polecam!

Składniki:

  • 115 g miękkiego masła
  • pół szklanki oleju
  • 250 g drobnego cukru do wypieków
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • 2 duże jajka
  • pół szklanki kwaśnej gęstej śmietany lub jogurtu naturalnego( w przypadku wypieku bezglutenowego trzeba tę ilość zwiększyć do 3 /4 szklanki).
  • 300 g mąki pszennej ( lub bezglutenowej , mnie Schar mix c)
  • 60 g kakao
  • 2 szklanki cukinii startej na tarce o dużych oczkach (około 340 g)
  • 60 g gorzkich chipsów czekoladowych lub posiekanej gorzkiej czekolady

IMG_0915

Masło zmiksować na jasną puszystą masę. Dodawać stopniowo olej i nadal miksować. Dodać cukier, wanilię, sodę, proszek do pieczenia, sól. Zmiksować. Po kolei wbijać jajka nie przestając miksować.

Dodawać mąkę na przemian ze śmietaną, miksując. Dodać kakao i kawę, zmiksować. Na końcu dodać cukinię i chipsy czekoladowe, wymieszać.

Masę przełożyć do formy na muffinki wyłożonej papilotkami. Ja miałam bardzo wysokie papilotki i wyszlo mi 12 ogromnych ciastek, takich w tradycyjnym rozmiarze pewnie wyjdzie ponad 15. Muffiny pieczemy w 180 stopniach przez ok 20 minut( do suchego patyczka)

 

Życie bez glutenu – wyznania bardzo osobiste

24 lipca 2015 przez Beata

Nie jestem osobą wylewną, nie mam zwyczaju opowiadać o swoich problemach nawet bliskim osobom, nowe znajomości traktuję z dystansem, a pewne tematy są dla mnie zawsze tabu. Zwłaszcza, gdy chodzi o moje zdrowie. Po prostu nie lubię opowiadać o swoich dolegliwościach ani tym bardziej martwić bliskich. Dzisiejszy wpis będzie wiec bardzo osobisty i uwierzcie mi, wiele czasu minęło, żebym zdobyła się na napisanie o tym wszystkim.

Jak pewnie wiecie, jestem, a raczej byłam na diecie bezglutenowej.

Problemy trawienne  rozpoczęły się  prawie 6 lat temu, tuz po urodzeniu Julki. Zaparcia na zmianę z trwającymi kilka dni biegunkami, koszmarne,skurczowe bóle brzucha, czasem tak sile, że nie potrafiłam się wyprostować,  chodziłam zgięta z bólu jak staruszka, bolesne wzdęcia( 6 tabletek espumisanu dziennie nie pomagało), do tego  przelewania w brzuchu tak głośne, że wszyscy w towarzystwie je słyszeli i kłucia w lewym boku na wysokości pępka Jako że jestem raczej odporna na lekarzy i lekarstwa, na wadze nie traciłam, nie krwawiłam z przewodu pokarmowego,   po raz pierwszy poszłam do lekarza dopiero, gdy do moich problemów dołączyły się koszmarne bóle żołądka, czyli po wielu miesiącach. Gastroskopia  wykazała nadżerkowe zapalenie żołądka. Dieta, a przede wszystkim tabletki controloc pomogły na żołądek, ale problemy jelitowe nie znikły, wręcz przeciwnie, nasiliły się. Na dodatek pojawiły się problemy skórne, z którymi nigdy wcześniej nie miałam do czynienia. Numerem jeden okazały się swędzące, czerwone ślady pojawiające się po najmniejszym dotknięciu skóry. Po wizycie u dermatologa okazało się, że jest to dermografizm czerwony, czyli pokrzywka zaliczana do chorób autoimmunologicznych, nieuleczalna.  Julce bardzo się to spodobało, ciągle pytała czy może narsować mi na udzie serduszko albo gwiazdkę.  Trudno, uznałam, że trzeba jakoś z tym żyć. Mąż żartował, że musi być odtąd bardzo grzeczny, bo jeśli tylko podrapię się po plecach i zadzwonię na niebieską linię, wszyscy uznają, że mnie biczował. Na dodatek zaczęły pojawiać się inne problemy skórne nie związane z chorobą.  Tak mijały lata. Z derografizem nauczyłam się funkcjonować( co 2- 3 dni brałam telfast), ale  problemy jelitowe stawały się coraz bardziej dokuczliwe. W końcu popadłam w psychiczne przygnębienie i zaczęłam szukać pomocy u lekarzy. Cztery wizyty u gastrologów w ciągu trzech miesięcy( jeden  lekarz z nfz, trzech prywatnych) nie wniosły niczego nowego. Wszyscy orzekali, że cierpię na zespół jelita drażliwego. Dla mnie to żadna diagnoza, bo niby z jakiego powodu mam ten zespół i jak się to leczy?Kiedy, gastrolodzy nie wiedzą, co powiedzieć,  diagnozują zespół jelita drażliwego Usłyszałam, że nie tego się nie leczy, a jedynie łagodzi środkami typu debridat.

Wtedy zaczęłam szukać pomocy na różnych forach w internecie, próbowałam nawiązać kontakt z osobami, które miały te same dolegliwości. I tak przyszło olśnienie! A może szkodzi mi gluten?

Pod koniec października ubiegłego roku odstawiłam wszelkie produkty zbożowe i nagle poczułam się zdrowym człowiekiem. Mniej więcej po tygodniu od wyeliminowania zbóż z diety  moje problemy jelitowe zupełnie znikły, a dermografizm stał się na tyle mało uciążliwy, że zaczęłam brać jedną tabletkę na 7- 10 dni.

Spokojnie mijały miesiące. W tym czasie schudłam parę kilo. Nie chciało mi się  piec dla siebie bezglutenowego chleba, więc rzadko jadłam pieczywo, makarony i dania mączne nigdy mnie specjalnie nie kręciły, nie miałam więc na nie najmniejszej ochoty. Tak sobie błogo żyłam, aż do Wielkiej Soboty tego roku. Wielkanoc zawsze spędzamy u moich rodziców, ale w sobotę robimy w domu taką prawie świąteczną, wypasioną kolację. Była chałka, baba drożdżowa i inne pyszności. Zjadłam i ja, bo pomyślałam,że parę dni z glutenem mi nie zaszkodzi. Problemy zaczęły się po około trzech godzinach. Biegunka i ból brzucha taki, jak przy najgorszej jelitówce.  W ruch poszły medykamenty: stoperan, espumisan, iberogast, controloc  i verdin complexx. Jakoś przetrwałam Wielkanoc u rodziców, chociaż glutenu już nie tknęłam.

W lipcu tego roku, tuż przed wyjazdem do Włoch, postanowiłam zrobić eksperyment czyli po trochu wprowadzać gluten do mojej diety.  Miałam ochotę na prawdziwą włoską pizzę, a na dodatek nie chciałam komplikować życia sobie i moim bliskim na wakacjach.  Do tego czasem słyszałam, że to jakieś dziwactwo odstawić gluten po tym jak się go jadło przez czterdzieści lat i nie szkodził. Sama zaczęłam mieć w końcu wątpliwości, może sama wmawiam sobie te problemy?Jakieś dwa tygodnie przed wyjazdem zaczęłam stopniowo wprowadzać gluten do mojej diety. Zaczęłam od centymetra kwadratowego chleba, ilość tę codziennie zwiększałam. Spektakularnych sensacji zdrowotnych nie było, wydawało mi się nawet na początku, że jest całkiem ok, łagodne wzdęcia i pobolewania brzucha uznałam za prawie normalne. Niestety, po miesiącu  jedzenia zbóż wszystkie wcześniejsze problemy powróciły. Bez tabletek na dermografizm nie jestem w stanie wytrzymać więcej niż trzy dni, a bóle brzucha budzą mnie nawet w nocy. Mniej dokuczliwym skutkiem są dodatkowe centymetry w pasie, wyglądam jak w piątym miesiącu ciąży. Wracam więc do diety bezglutenowej, na której czuję się zdrowo i lekko.

I tu parę uwag dla osób, które borykają się z problemami jelitowymi, a wciąż słyszą jedynie, że to zespół jelita drażliwego, nietolerancja laktozy albo inne dolegliwości, które nie mają związku z rzeczywistością. Zróbcie sobie tygodniową próbę i odstawcie wszelkie produkty zawierające gluten. Po tym czasie powinniście odczuć znaczną poprawę, jeśli jej nie ma , przyczyn dolegliwości należy szukać gdzie indziej.

Jeszcze jedna uwaga, niektórzy uważają, że jeśli przejdą z produktów glutenowych na ich bezglutenowe zamienniki, to schudną. Niestety, tak to nie działa. Mąka ryżowa, kukurydziana czy inna bezglutenowa tuczy tak samo. Jeśli chcemy żyć zdrowiej,  ograniczyć gluten w naszej diecie,  a przy tym zgubić parę kilo, musimy zmniejszyć znacząco ilość węglowodanów, nawet jeśli pochodzą z produktów bezglutenowych. To oznacza prawie całkowitą rezygnację z pieczywa, makaronów itd, nawet jeśli  nie zawierają glutenu.

Polecam świetną książkę:Dieta bez pszenicy ( Davis William), która dała mi wiele do myślenia nie tylko w kwestii mojego odżywiania , ale i całej mojej rodziny.

Ja mam wrażenie, że lekarze w Polsce nie mają w większości pojęcia, o co chodzi z tym glutenem, łatwiej im zapisać jakieś medykamenty, niż zastanowić się nad problemem i poszukać jego przyczyn. Dieta bezglutenowa to wciąż dla nich wiedza tajemna, żaden z czterech gastrologów, których odwiedziłam, nawet mi jej nie  zasugerował.

Nie zniechęcacie się słowami: gluten nie może szkodzić, skoro bez problemu tolerowaliście go przez wiele lat. Może. Celiakia czyli nietolerancja glutenu diagnozowana jest u dzieci w pierwszych latach życia, nadwrazliwość na gluten u osób dorosłych między 35 a 45 rokiem życia. Częściej u kobiet. Przyczyny nie są znane, ale niektórzy lekarze sugerują, że winne mogą być zmiany hormonalne. Coś w tym chyba jest, bo moje problemy zaczęły się po ciąży z Julką.

Bez glutenu da się żyć i powiem Wam, że to całkiem fajne życie!