Pawie oczka czyli oliwki w cieście francuskim

24 listopada 2016 przez Beata

img_3450

Czasem z paru prostych składników można zrobić smakołyki, które cieszą i podniebienie i oczy. Dzisiaj polecam oliwki w cieście francuskim. Bardzo proste do zrobienia i smaczne. Przepis znalazłam tutaj, Zajrzyjcie koniecznie, bo tutaj znajdziecie dokładną instrukcję wykonania.

1 paczka ciasta francuskiego

mały słoiczek oliwek zielonych drylowanych nadziewanych papryką

mały słoiczek oliwek czarnych drylowanych nadziewanych papryką

1 jajko

patyczki do szaszłyków

Ciasto francuskie kroimy na paski ok 15 cm wzdłuż węższego boku.Na środku paska kładziemy oliwkę,owijamy paseczkami ciasta z jednej i drugiej strony, kładziemy następną oliwkę w drugim kolorze  i znowu owijamy ciastem. I tak na przemian.Tak przygotowane paski przebijamy patykiem do szaszłyków, dzięki temu nic sie nie odkształci. „Szaszłyki” smarujemy rozbełtanym jajkiem.Układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Pieczemy ok 20 minut w 200 stopniach.

 

 



Kolorowa zupa krem z ziemniaków

21 listopada 2016 przez Beata

img_7159

Dzisiaj zapraszam na prostą, ale smaczną i efektowną zupę ziemniaczaną w trzech smakach, a co za tym idzie w trzech różnych kolorach . To sycąca potrawa, idealna na jesień, choć ostatnio pogoda jest prawie letnia. W Katowicach było dzisiaj 16 stopni!

Składniki: na 4 spore talerze

700 ml bulionu

700 g ziemniaków ( waga po obraniu0

100 ml śmietany kremówki

1 duża cebula

olej

sól, pieprz

Dodatkowo:

  1. wersja czerwona: 1 łyżka koncentratu pomidorowego, 1 łyżeczka słodkiej papryki, chilli w proszku do smaku
  2. wersja żółta: 1 łyżeczka curry w proszku, 1/2 łyżeczki kurkumy
  3. wersja pomarańczowa: 1/2 łyżki koncentratu pomidorowego, 1 zgnieciony ząbek czosnku ( lub 2 jeśli wolicie)

img_7163

Drobno posiekaną cebulę podsmażyć na oleju. Dodać obrane ziemniaki, zalać gorącym bulionem gotować, aż ziemniaki zmiękną. Zmiksować na gładką, kremową ,masę. Dodać śmietanę, sol, pieprz do smaku  i  blendować jeszcze przez chwilę. Zupę podzielić na trzy równe części, każdą przelać do osobnego garnka. Do jednej części dodać przecier, paprykę i chilli, do drugiej  curry i kurkumę, do trzeciej zgnieciony czosnek. Każdą zupę  gotować przez kilka minut. Nalewać na talerze bardzo delikatnie tak, by z każdej strony znalazł się inny kolor. Lekko zamieszać łyżka, by powstały wzorki. Podawać posypaną kiełkami i prażonymi pestkami dyni, słonecznika i sezamu.

Shake najpyszniejszy

20 listopada 2016 przez Beata

img_7096

Shake, smoothie, koktajl, jak zwał, tak zwał.  Dla mnie to po prostu zblendowane owoce z dodatkiem warzyw i ewentualnie z jakimś mlecznym napojem. Robimy je niemal codziennie, bo zdrowych, smacznych rzeczy nigdy nie za dużo. Właściwie każdy z domowników preferuje nieco inne smaki, ale jest taki jeden absolutnie ulubiony przez nas wszystkich. W jego skład  dużo owoców i trochę warzyw. Konsystencja jest kremowa, idealnie gładka. Koktajl ma mnóstwo witamin i minerałów, na dodatek smakuje przepysznie.

Składniki;

sok wyciśnięty  z 4 pomarańcz

1 awokado

1/2 świeżego ananasa

2 banany

200 ml mleczka kokosowego( domowego lub bio)

garść liści szpinaku

1 kiwi

ewentualnie miód do smaku

kilka kostek lodu

 

Wszystkie składniki wrzucamy do blendera i miksujemy na gładką, kremową masę.  Koktajl  podajemy schłodzony.

Peperonata z tymiankiem i pieczoną fetą

22 września 2016 przez Beata

img_5980

Początek roku szkolnego miał u nas bardzo burzliwy przebieg. Najpierw szpital, potem rotawirus, który dopadł nas wszystkich w najgorszej możliwej postaci , budowa altany ogrodowej, remont w domu itd. Jeszcze nie całkiem doszliśmy do siebie, ale pomału wszystko wraca do normy. W każdym bądź razie wreszcie znalazłam chwilę, by zająć się blogiem. Dzisiaj zapraszam na wspaniałą  peperonatę, którą dawno temu wypatrzyłam u Majki. Robiłam ją już kilka razy i nieodmiennie cała rodzina jest zachwycona. Bardzo polecam, zwłaszcza  teraz, kiedy papryka jest najsmaczniejsza i tania.

Skladniki na 4 porcje:
1 kg czerwonej papryki
3 lyzki oliwy
1 peczek natki pietruszki
6-8 galazek tymianku
2 lyzeczki brazowego cukru
1-2 lyzki aceto balsamico
sol morska
czarny pieprz
1 lyzeczka cynamonu
swiezo starta galka muszkatolowa
1/2 lyzeczki chili w platkach

Pieczony ser feta:
4 kawalki sera feta (kazdy po 100-150 g)
oliwa
posiekany tymianek
grubo mielony czarny pieprz
chili w platkach
folia aluminiowa

Papryke cieniutko obrac, pokroic na cwiartki, usunac pestki a nastepnie pokroic w romby (2×2 cm). Na patelni rozgrzac oliwe, podsmazyc papryke. Nastepnie zmniejszyc ogien i dusic papryke, ciagle mieszajac, jeszcze przez 10-12 min. W miedzyczasie oplukac natke i tymianek, osuszyc, posiekac listki.

Podduszona papryke posypac brazowym cukrem, mieszajac skarmelizowac. Skropic octem balsamicznym, dobrze wymieszac. Przyprawic dobrze do smaku sola, pieprzem, cynamonem, galka muszkatolowa i chili. Dodac posiekany tymianek i natke, wymieszac. Podawac na goraco lub lekko przestudzona z pieczonym serem feta.

Pieczony ser feta: piekarnik rozgrzac do temp. 200°C. Cztery nieduze arkusze folii aluminiowej posmarowac oliwa. Na kazdym arkuszu polozyc kawalek sera feta, skropic ser oliwa, posypac posiekanym tymiankiem, grubo mielonym czarnym pieprzem i chili w platkach. Zawinac folie tworzac paczuszki i piec w nagrzanym piekarniku przez 15-20 min. Można podać z grzankami serowymi.

Las Palmas

26 sierpnia 2016 przez Beata

IMG_6b406

Stolica Gran Canarii to jedyne większe miasto na wyspie. Mieszka w nim prawie 400 tysięcy ludzi czyli połowa wszystkich mieszkańców. Muszę przyznać, że Las Palmas mnie rozczarowało. Podczas wjazdu do centrum mija się koszmarnie brzydkie bloki z lat 70-tych, a dalej mamy jeszcze brzydszy port, w którym prócz kontenerowców  stoją platformy wiertnicze. Ogółem chaos.

Wiedziałam, że Las Palmas nie jest specjalnie piękne, ale liczyłam na to, że przynajmniej Vegeta, najstarsza dzielnica będzie interesująca. Nie była. Poza kilkoma ciekawszymi budynkami, w tym Muzeum Kolumba i Katedrą św. Anny nie widziałam nic ładnego. Na dodatek Vegeta jest raczej zaniedbana, wszędzie odrapane budynki i jak zwykle pustki. Nie ma ani mieszkańców ani turystów. Brakuje jej zupełnie atmosfery.

IMG_6375

IMG_6945

IMG_6936

Najbardziej w las Palmas podobał mi się  najstarszy w mieście hotel Catalina i otaczający go park z wieloma fontannami.

IMG_6983

IMG_7014

Ludzie w końcu się znaleźli, byli w Triana czyli dzielnicy handlowej. To dosyć przyjemne miejsce z dziesiątkami sklepów i kawiarenek.Milo jest usiąść w jednej z nich i zjeść takie cukiernicze cuda. Przepyszne!

IMG_6963

IMG_6959

Las Canteras z kolei to plaża typowo miejska. Jej największą zaletą jest długość, prawie 3 kilometry. Niestety otoczona jest brzydkimi domami z lat siedemdziesiątych , które odbierają jej cały urok. Można znaleźć  tu kilka zabytkowych budynków, ale to  nieliczne perełki. W internecie przeważają  opinie, że Las Canteras ma biały piasek i błękitną lagunę i w ogóle jest zachwycającą plażą.  No, jeśli tak, to ja jestem daltonistką. Według mnie piasek jest ciemnożółty, woda raczej szarogranatowa, a do zachwytu setki mil.

IMG_7024

IMG_7038

IMG_7054

Kawałek za Las Canteras  , już na cyplu La Isleta , znajduje się  dzika plaża  z wysokimi falami. To mekka serferów.

IMG_6605

Las Palmas ma jeszcze dwie plaże,  jedną czarną, przy wjeździe do miasta , tuż przy autostradzie. Druga ma  piasek żółty, ale znajduje się tuż przy porcie, więc mamy  stąd „oszołamiający” widok na kontenerowce. W sumie obie niegodne uwagi.

Jeśli planujecie wyjazd na Gran Canarię i chcecie zobaczyć ładne i interesujące miejsca, to koniecznie wybierzcie się gdzieś dalej niż tylko do stolicy.

My jutro wracamy do kraju. Wakacje były  bardzo udane, ale najlepszym miejscem na świecie jest NASZ DOM.

Gran Canaria- część północno-zachodnia

24 sierpnia 2016 przez Beata

IMG_6795

Tym razem pojechaliśmy na północny-zachód wyspy. Najpierw autostradą na zachód, a następnie krętą drogą przez góry.

IMG_j6631

Po drodze, kilka kilometrów  za Mogan, minęliśmy  azulejos czyli kolorowe skały.

IMG_6772

Dalej droga wiedzie  wzdłuż oceanu, ale bardzo wysoko nad nim. Widoki są piękne, dostrzec można nawet  Teneryfę, która przy dobrej widoczności wydaje się być bardzo blisko.

IMG_6776

W końcu dojechaliśmy do Agaete i Puerto de las Nieves. To pierwsze miasto nie zrobiło na   nas większego wrażenia, za to  biało- błękitne Nieves jest całkiem ładne. Do niedawna słynęło one z Dedo de Dios czyli skały o nazwie Palec Boży. Niestety parę lat temu w wyniku erozji „palec” odpadł i pozostała zwyczajna skała.

IMG_6786

Później pojechaliśmy na przyjemny cypel Sardina del Norte z ładną latarnią morską.

IMG_64dd27

Kolejne miasta po drodze : np. Galdar czy  Guia nie wyróżniają się niczym szczególnym . Pomiędzy nimi znajduje się Cenobio de Valeron czyli największy kompleks grot skalnych na wyspie. Nie wiadomo do czego służyły, jedni uważają, że to były spichlerze, inni, że cele klasztorne.

Za to w ślicznym, wysoko położonym  Firgas znajdziecie  coś wyjątkowego. Środkiem miasteczka spływa kaskadowy strumyk, który ma symbolizować tutejszą wodę mineralną o właściwościach leczniczych. Z jego boku  ustawiono śliczne ławeczki pokryte ceramicznymi kafelkami, ręcznie malowanymi. Każda z nich symbolizuje inną gminę wyspy i przedstawia jej  najciekawsze miejsca. Nieco powyżej kaskady zaprezentowano wszystkie wyspy archipelagu, ukazując ich flagi, herby , symboliczne miejsca oraz ich trójwymiarowe modele . Bardzo ciekawy pomysł na rozpowszechnienie informacji na temat Wysp Kanaryjskich, a na dodatek  miasteczko zyskało na urodzie. Całość urocza!

IMG_6821

IMG_6816

IMG_6836

IMG_6839

IMG_6845

IMG_6824

Cumbre- najwyższe góry Gran Canarii

21 sierpnia 2016 przez Beata

IMG_6641

Po  obfitym obiedzie ( to błąd! ) ruszamy w Cumbre czyli wysokie góry położone w centralnej części wyspy. Przezornie z dziewczynami  bierzemy lokomoitiv, który ja , głupia,popijam piwem ( kolejny duuuży błąd). Przed nami droga o  długości 65 km ( w jedną stronę), jak informuje nawigacja, powinniśmy pokonać ją  w  niecałe dwie godziny. Zakręty rozpoczynają się jakieś 7 km za Maspalomas. Od samego patrzenia na trasę  wyświetloną przez GPS kręci mi się w głowie. Nie ma na czym skupić uwagi, bo otaczają nas łyse jak głowa filmowego Kojaka góry. Zakręt, przepaść, skała,  zakręt, przepaść i tak w kółko.IMG_6652

W końcu dojeżdżamy do malowniczo położonej wioski Tejeda. Idziemy na spacer, biorę jeszcze jeden lokomotiv i pomału mój żołądek się uspokaja.

IMG_6657

IMG_6663

Naszym celem jest Artenara, najwyżej położona wioska na Gran Canarii. Pokonujemy kolejny tysiąc zakrętów. Gdy tylko dojeżdżamy na miejsce , wpadamy w zachwyt. Co za  widok! Przed nami rozpościera się szeroki i  głęboki na kilkaset metrów kanion, aż zapiera dech w piersiach. Wioska też  jest oszołamiająca. Z jednej strony otacza ją urwisko, z drugiej zielony sosnowy las należący do rezerwatu przyrody Tamadaba. Nad miastem góruje figura Chrystusa niczym z Rio.No prawie.

gc271210_006artenara

Otacza nas niewiarygodna przestrzeń, wyżej nie ma już nic.

IMG_6680

IMG_6682

Wielu  mieszkańców  Atrenary żyje  w domach wydrążonych w skałach. Czasem przed wejściem jest niewielki taras, czasem mała przybudówka, wszystko zadbane i kolorowe.

IMG_6681

IMG_6704

IMG_6713

Jest nawet wydrążona w skale kaplica patronki miasta, Matki Boskiej Grotnej.

IMG_6685

IMG_6688

Uważa się ją także  za opiekunkę rowerzystów i muzyków.   Mamy niesamowite szczęście, trafiamy na święto patronki . Z tej okazji  odbywa nocny koncert artystów z całej wyspy, pokaz tańców ludowych, procesja , a nawet wyścig rowerowy. To ostatnie nie mieści mi się w głowie.  Rozumiem ścigających się kolarzy w Beskidach, Bieszczadach, nawet w Tatrach, ale nie  w Cumbre! Tutaj nawet trzy rowery  mają  problem jechać obok siebie, a co dopiero cały peleton. Na dodatek  droga pnie się czasem pod kątem 25 stopni. Nie mamy niestety okazji tego zobaczyć, bo wyścig odbył się wcześniej. To nic, właśnie zaczynają się koncerty. Na niewielkim placu głównym rozbrzmiewa tak piękna muzyka, że mam gęsią skórkę. Jest cudownie, chwilo trwaj! Rozważamy nawet z mężem czy nie zostać w Altenarze do późnej nocy, ale zwycięża rozsądek. Trzeba przecież wrócić do hotelu, a po ciemku to byłoby bardzo trudne. Na wąskich, krętych górskich drogach nie ma żadnych  latarni.

IMG_6722

IMG_6724

W końcu wracamy, ale inną drogą niż przyjechaliśmy. Poniżej Tejedy odbijamy w kierunku Mogan. Krajobraz zupełnie się zmienia, wszędzie rosną kanaryjskie sosny, jest bardzo zielono. Po drodze mijamy malownicze sztuczne zbiorniki. Jeszcze parę lat temu były to całkiem spore jeziora, ludzie biwakowali na ich brzegach. Obecnie poziom wody jest zastraszająco niski.

IMG_6729

Jest śliczne, ale droga przyprawia mnie prawie o palpitacje serca.   Jeśli wcześniej myśleliśmy, że jedziemy wąską i krętą drogą, to byliśmy w błędzie. Teraz naprawdę jest wąsko! .Na dodatek drewniana barierka pamięta pewnie czasy generała Franco, a w wielu miejscach w ogóle jej nie ma. Zazwyczaj na zakrętach albo nad urwiskami.

IMG_6732

IMG_6736

Wąska droga  zwęża się jeszcze bardziej, gdy rośnie na niej jakaś sosna, której nie wycięto, gdyż jesteśmy na terenie parku krajobrazowego. Momentami mam obawy czy się zmieścimy na szosie.Dobrze, że wypożyczyliśmy niezbyt duże auto.  Pełni wrażeń docieramy w końcu do hotelu. To był cudowny dzień.

Gran Canaria- północny-wschód

19 sierpnia 2016 przez Beata

IMG_6541

Północna Gran Canaria to zupełnie inne krajobrazy niż na południu. Jest znacznie bardziej zielono, prócz palm, kaktusów i różnych innych  sukulentów, rosną też kanaryjskie sosny, eukaliptusy, a miejscami nawet coś w rodzaju trawy. Na niewielkich tarasowych polach uprawia się rośliny użytkowe.

W części północno-wschodniej znajduje się sporo ładnych  wiosek i miast. My wycieczkę zaczęliśmy od największego krateru na wyspie czyli Caldera de Bandama o średnicy ponad 1000 m i głębokości ponad 200 m. Na dnie kaldery stoi niewielka biała zagroda. Mimo że wulkan jest wygasły, by do niej zejść, potrzebne jest specjalne pozwolenie.

IMG_6436

Następnie pojechaliśmy do Jardin de Canario czyli największego ogrodu botanicznego na Wyspach Kanaryjskich. Ogród powstał ponad 60 lat temu na stromych zboczach Wąwozu Guinguada. Posadzono w nim rośliny, które można na wyspach spotkać w naturze: gigantyczne kaktusy, palmy, sosny. Są też niewielkie jeziorka, malownicze zakątki, tajemnicze groty itd. Bardzo fajne miejsce! Mnóstwo zabawy i wygłupów, zwłaszcza że każdej rośliny można dotknąć, ale z pewnością nie w przypadku każdej jest to wskazane.

IMG_6466

IMG_6456

IMG_6480

IMG_6503

IMG_6501

IMG_6512

IMG_6483

Potem ruszyliśmy w góry, naszym celem było słynne miasteczko Teror, ale zatrzymaliśmy się w uroczej małej miejscowości Santa Brigida. Dobrze zrobiliśmy, bo ta ostatnia, choć zupełnie nieznana, okazała się zachwycająca. Kolorowe kanaryjskie domy, ładny kościół i przepiękny widok na dolinę, to jej największe atuty.

IMG_6527

IMG_6528

IMG_6529

IMG_6534

IMG_6526

W końcu dotarliśmy drogą o stu zakrętach do Teroru. Lokomotiv konieczny! Teror to miasteczko jak z widokówki, z pewnością jest ono kwintesencją kanaryjskiej architektury. Niewielka starówka skupiona jest przed Bazyliką Matki Boskiej Sosnowej, która jest dla Kanaryjczyków tym, czym dla Polaków Częstochowa. 8 września 1481 roku Matka Boska ukazała się ośmiu pasterzom. Po jej zniknięciu pasterze zobaczyli sosnę, a w niej figurkę Maryji. By upamiętnić tamte wydarzenia wybudowano bazylikę, najstarsza jej część pochodzi z XV wieku. Miasteczko jest urocze i przepięknie położone.

IMG_6551

IMG_6576

IMG_6558

IMG_6572

IMG_6567

IMG_6556

IMG_6579

Na końcu zatrzymaliśmy się na chwilę w Arucas. Piękna, gotycka katedra, prawda? Nic bardziej mylącego, katedra pochodzi z polowy XX wieku. W sumie nie mialabym nic przeciw temu, żeby kościoły wciąż budowano w tym stylu. Architektura współczesna do mnie nie przemawia.

IMG_6595

Wszędzie gdzie jedziemy, zadziwia mnie jedno. Gdzie są ludzie? Właściwie jest prawie pusto, co widać na zdjęciach. Mieszkańcy wysp na pewno akurat pracują, ale gdzie są przyjezdni? Czy wszyscy turyści przylatują tu tylko po to by leżeć na plaży i taplać się w  basenie? Gran Canaria naprawdę ma do zaoferowania znacznie więcej niż słońce i ,jak dla mnie wcale nie powalające na kolana, plaże.