Polędwiczka w sosie z pieczonej papryki

30 kwietnia 2017 przez Beata

Bardzo lubię polędwiczkę wieprzową, bo jest nie tylko smaczna, ale bardzo  szybko się ją przygotowuje. Dzisiaj polecam ją w przepysznym sosie z  papryką. Mimo iż najpierw trzeba opiec papryki w piekarniku i obrać je ze skórki, zrobienie tej pysznej potrawy nie zajmnie Wam dużo czasu, a efekt zachwyci całą rodzinę.

Składniki:

3 papryki czerwone

2 polędwiczki wieprzowe

śmietana kremówka-  200 ml

2 cebule

olej

Przyprawy: papryka słodka, sól, pieprz, czosnek granulowany

 

Papryki włożyć do piekarnika i piec w temp 210 stopni, aż skórka zrobi się prawie czarna ( ok 20 minut). Wyjąć, rzełożyć do woreczka i zostawić do wystudzenia. Następnie obrać ze skórki i pokroić na paski. Mięso oczyścić, pokroić na plastry, przyprawić. Cebulę pokroić na półplasterki. Przełożyć do rondelka , dodać olej  i poddusić przez kilka  minut. Dodać mięso, smażyć ok 10 minut, aż mięso lekko się zrumieni. Dolać ok 1/2 szklanki wody i paprykę. Dusić na małym ogniu aż papryka zmięknie. Pod koniec dodać śmietanę. Gotowe.

 



Egzotyczny koktajl z imbirem i kurkumą

27 kwietnia 2017 przez Beata

 

Lubicie kurkumę? My bardzo! Zjadamy ją wręcz w ilościach hurtowych. To jedna z najzdrowszych przypraw , ma silne działanie przeciwzapalne i przeciwnowotworowe, wspomaga metabolizm, poprawia pracę trzustki i wątroby. Ma tylko jedną drobną wadę, kurkumina jest słabo przyswajalna, ale łatwo można to zmienić, dodając do potraw z kurkumą szczyptę czarnego pieprzu. Ja używam jej  do zup, mięs, deserów albo robię „złote mleko”. A dzisiaj zapraszam na pyszny , energetyzujący koktajl  owocowy z kurkumą i imbirem.

Składniki :

1/2 świeżego, obranego i pokrojonego w kostkę ananasa

2 banany

1/2 l świeżo wyciśniętego soku z pomarańcz

1 łyżeczka kurkumy

1 łyżeczka startego imbiru.

Wszystkie składniki wrzucić do blendera i zmiksować. Gdyby  napój był za gęsty , dodajcie więcej soku lub wodę.

Wielkanoc na Słowacji

18 kwietnia 2017 przez Beata

Tegoroczne święta spędziliśmy u naszych południowych sąsiadów, na Słowacji. Mam wrażenie, że to bardzo niedoceniany przez Polaków kraj, którzy głównie kojarzą go z dobrymi trasami narciarskimi i Tatrami. Tymczasem to niewielkie państwo ma bardzo wiele do zaoferowania. Przede wszystkim cudowne góry, nie tylko Tatry. My byliśmy w Liptowie i na Orawie i tamtejsze krajobrazy są po prostu urzekające. Po drugie zamki! Największe wrażenie robią romantyczne ruiny położone nad urwiskami albo na skałach,   ale  te pięknie odremontowane też prezentują się imponująco. Jeśli do tego dodamy niskie ceny, sympatycznych mieszkańców, z którymi bez problemu można dogadać się po polsku i  niewielką odległość, to otrzymamy kraj godny uwagi o każdej porze roku. Oto co nam się najbardziej spodobało w północno-zachodniej Słowacji:

1 Zamek Orawski

Szczęki nam po prostu opadły. Zamek z XIII wieku położony jest malowniczo na szczycie 110- metrowej skały nad rzeką  i naprawdę robi piorunujące wrażenie. W kolejnych wiekach dobudowywano do niego „niższe piętra”, które i tak są wysoko w górze. Trudno się dziwić, że  nigdy nie został zdobyty. Jeśli tu kiedyś będziecie, koniecznie wybierzcie się na zwiedzanie z przewodnikiem, którzy oprowadzi Was po wnętrzach wszystkich pieter i … balkonach nie budzących zaufania. W 1921 roku nakręcono tutaj głośny film Nosferatu- symfonia grozy, w późniejszych latach wiele innych filmów, miedzy innymi jeden z odcinków Janosika, który tak na marginesie był słowackim a nie polskim zbójnikiem.

 

2. Wioska Cicmany

Położona na styku Małej Fatry i Gór Strażowskich  wioska Cicmany słynie z niezwykłych chat malowanych w białe wzory. Zwyczaj zdobienia domów nie jest szczególnie stary, ma niewiele ponad 100 lat. Wszystko zaczęło się od bielenia narożnych belek w celu ochrony przed wilgocią, zajmowały się tym kobiety.  Jakoś tak wyszło, że w końcu zaczęły tworzyć różne wzory, a następnie pokrywać nimi całe domy. Dzięki temu w Cicmany można się poczuć jak w krainie domków z piernika. Wioska jest przeurocza!

3. Wodospad Lucky

Nie jest szczególnie imponujący, na Słowacji znajdziemy wiele wyższych i  szerszych, w końcu jest ich tam ponad 200, ale to przyjemne miejsce i uwaga… można się w nim kąpać na własną odpowiedzialność. Teraz w kwietniu, mimo słonecznej pogody chętnych do kąpieli nie było. My też nie skorzystaliśmy, może innym razem.

4 Tatralandia

Wiem, nie jestem oryginalna, ale na basenach, zjeżdżalniach i w termalnych źródłach spędziliśmy cudowny dzień. Muszę przyznać , że żaden park wodny w Polsce Tatralandii  nie dorównuje. Atrakcji nie sposób zliczyć. Największe wrażenie zrobiła na nas fala do nauki serfowania. Bardzo polecam, świetna zabawa dla całej rodziny. Wybaczcie jekość zdjęcia, było robione telefonem

5. Wioska Vilkolinec

Położona wysoko na  stokach Małej Fatry wioska to żywy skansen wpisany na listę UNESCO. Już sam dojazd do niej stanowi atrakcję, musimy bowiem skorzystać  z wąskiej, stromej szosy, na której dwa samochody mogą minąć się tylko w niektórych miejscach. Vilkoliniec powstał w XIX wieku, ale do dzisiaj mieszkają tu ludzie. Wioska jest prześliczna,kolorowa i sielska. Wydaje się zupełnie odcięta od świata i tak właściwie jest. Wokół nie ma nic tylko góry.

6. Jedzenie w lokalnych restauracjach.

Koniecznie spróbujcie słowackiej kuchni! Bardzo polecam ich zupy, w tym szczególnie czosnkową. Świetne są też dania regionalne np . gulasz z dziczyzny czy kluseczki z bryndzą i boczkiem. Ceny , choć w euro, są przyjazne dla kieszeni. Do tego dobre, tanie  piwo!

 

My byliśmy na Słowacji tylko 4 dni. To stanowczo za mało, żeby poznać przynajmniej jeden region, dlatego zamierzamy tam wrócić, pochodzić górskimi szlakami, zobaczyć więcej zamków i koniecznie spędzić dzień w Tatralandii.

 

Smażona kapusta pak choi po tajsku

9 kwietnia 2017 przez Beata

Pak choi stała się w Polsce powszechnie dostępna. Można kupić ja w Lidlu i wielu supermarketach, ale na razie nie jest zbyt popularna. Większość osób po prostu nie wie, jak ją jeść. Na surowo, jak zieloną sałatę? A może poddać duszeniu jak kapustę? Popytałam wśród znajomych i okazało się, że nikt pak choi nie kupuje,  właśnie z tego powodu. Pomyślałam, że przyda się jakiś przepis na blogu. Oczywiście tę małą, śliczną kapustkę można jeść i na surowo tak jak kapustę pekińską i na ciepło. Najpyszniejsze są grube, chrupiące łodygi. Dzisiaj zapraszam na tajskie, proste danie, które może być dodatkiem do obiadu albo lekką przekąską.

Składniki dla 2 osób:

3 kapusty pak choi

5 cm imbiru, obranego i drobno posiekanego

2 ząbki czosnku przeciśnięte przez praskę

1 papryczka chilli drobno pokrojona( możecie usunąć pestki jeśli nie lubicie pikantnych dań, ja daję całą)

1 łyżka sosu sojowego

1 łyżeczka sosu rybnego( opcjonalnie)

sezam( u mnie biały i czarny)

2 łyżki oleju, najlepiej sezamowego

sól, pieprz

Na oleju podsmażamy czosnek i imbir, dodajemy pokrojoną na kawałki pak choi i pozostałe składniki. Smażymy całość ok 3- 4 minuty.Gotowe.

Książki dla dzieci w wieku 6-8 lat

19 marca 2017 przez Beata

Ostatnio prawie wszystkie blogerki kulinarne, które mają dzieci w wieku przedszkolnym lub wczesnoszkolnym zamieszczają wpisy na temat wartościowych książek dla młodych czytelników, więc wręcz nie wypada żebym ja , matka trojga , nie napisała nic  na ten temat. Wprawdzie starsza dwójka( student i tegoroczna maturzystka) już dawno wyrosła z tego typu lektur, ale Julka dopiero rozwija swoją pasję czytelniczą, więc mogę powiedzieć, że jestem w tym temacie na bieżąco.

Oczywiście dzieci mają różny gust, jedne wolą książki przygodowe, inne fantastyczne a jeszcze inne naukowe. W większości przypadków odmienne lektury spodobają się dziewczynkom i chłopcom,  trudno więc polecić jakiś jeden kanon. U nas sprawa jest dosyć oczywista, Julka lubi mądre historie, najlepiej zabawne, z życia wzięte. Uwielbia też historie o wróżkach. Baśni nie znosi, a na całą, typowo dziewczęcą, serię o Martynce obie mamy jakąś alergię. Owszem ilustracje są w niej piękne, ale język pochodzi chyba z lat dwudziestych ubiegłego wieku!. Na dodatek wszystko strasznie wyidealizowane i patetyczne! Brrr…

Dzisiaj chciałam polecić Wam kilka książek, które Julka wprost uwielbia i choć z niektórych trochę już wyrosła, wciąż lubi do nich wracać.

1.Seria G. Kasdepke  o uczuciach czyli „Kocha, lubi , szanuje”, „Tylko bez całowania”, „Horror czyli skąd się biorą dzieci” i ” Drużyna pani Miłki”.

W sumie to książki dla przedszkolaków, ale z pewnością spodobają dzieciom nieco starszym. Bohaterowie to grupa bystrych 6- latków i ich wychowawczyni , nieco rozmarzona ale pełna świetnych pomysłów pani Miłka.  Przyznam, że ta seria skradła serca całej nasze rodzinie. W mądry i przystępny sposób w dwóch pierwszych pozycjach autor mówi o uczuciach takich jak wstyd, gniew, zazdrość czy nuda , a na dodatek podsuwa dzieciom i dorosłym pomysły, jak sobie z nimi radzić. W części pt:” Horror czyli … ” poruszony zostaje temat ciąży pani Miłki . Dzieci najpierw zastanawiają się, co połknęła ich wychowawczyni , a potem snują domysły na temat skąd się biorą dzieci. Może kupuje się je na allegro? Oczywiście w końcu pojawia się  wyjaśnienie, które kolegom z grupy przekazuje rezolutny Bodzio. Chłopczyk   tłumaczy wszystko bez skrępowania,  w bardzo prosty sposób. Skrepowani są jedynie dorośli, na przykład dyrektorka przedszkola. Nie wszystko wyjaśnione jest dokładnie, to my rodzice powinniśmy wytłumaczyć naszym pociechom całą resztę spraw związanych z seksualnością, ciążą i porodem.  W ostatniej części pani Miłka się martwi, czy zdąży porozmawiać z dziećmi przed porodem o takich uczuciach jak szacunek czy odwaga. Lektura całego cyklu zapewni dzieciom  sporo rozrywki, sama chwilami   zaśmiewałam się do łez.

2. Scherrer: Mała Nina.

Tą książeczkę kupiłyśmy właściwie przypadkiem. Julka dostała bon do Matrasa. Przypomniało nam się o nim podczas zakupów, a że miałam go w portfelu , weszłyśmy do księgarni. Mała Nina od razu wpadła nam w ręce, spodobał nam się opis z okładki. Nina ma 8 lat i mieszka w Niemczech, jej rodzice są rozwiedzeni. Do klasy chodzi z muzułmanami i ewangelikami, sama ma wkrótce przystąpić do sakramentu komunii. Jest samodzielna, ale przede wszystkim jest normalnym, nie  jakimś wyidealizowanym dzieckiem. Dostaje słabe oceny, gubi różne rzeczy, zdarza jej się kłamać, a przy tym jest inteligentna i ma bujną wyobraźnię. Przygotowania do pierwszej komunii sprawiają, że dziewczynka zaczyna stawiać mnóstwo pytań, nie zawsze wygodnych dla dorosłych. Książka wywołała mały skandal, bo jest w niej opis hostii, która zostaje  przydepnięta butem. Oczywiście rozległy się głosy oburzenia, była nawet jakaś petycja, żeby wycofać ją z rynku i inne tego typu bzdury. Rozumiem, że uczucia religijne niektórych osób mogły zostać obrażone, ale nie zapominajmy, że bohaterka to jedynie 8- letnia dziewczynka, która wyniosła hostię z kościoła, bo chciała mieć Boga w domu. Jak dla mnie książka jest urocza, będziecie pękać ze śmiechu, ale też ocierać łzy wzruszenia. Bardzo polecam.

3.Mira Lobe : Babcia na jabłoni.

To opowieść o chłopcu, który nie ma prawdziwej babci, obie nie żyją. Ale od czego jest wyobraźnia? Andi wymyśla więc sobie  babcię zupełnie niezwykłą, taką która mieszka na drzewie, poluje na tygrysy, ma magiczny samochód. Jest  zupełnie szalona i na wszystko chłopcu pozwala. Dzięki niej Andi przeżywa niezwykłe przygody, ale to tylko wyobraźnia…Mimo że bohaterem jest chłopak, ta zabawna książka z pewnością spodoba się również dziewczynkom. to piękna historia o przyjaźni i niesieniu bezinteresownej pomocy.Pojawi się też w końcu prawdziwa babcia, ale nie chcę zdradzać szczegółów.

4. Grzegorz Kasdepke : Rózga.

Kornel ma 8 lat, mieszka z mamą i jej przyjacielem, Witkiem, którego nie znosi. Marzy o psie, ale gdy o niego prosi, dostaje jedynie smycz. Musi trzy razy dziennie wychodzić z niewidzialnym psem na spacer i karmić go. To taki sprawdzian odpowiedzialności, jeśli Kornel przejdzie go pozytywnie, być może Witek zgodzi się na prawdziwego psa. Chłopczyk jest uparty i postanawia przetrwać całą próbę, nadaje nawet swojemu „psu” imię, Rózga. Spacery ze smyczą stają się przyczyną kpin ze strony kolegów, ale też okazją do zawarcia przyjaźni z sympatycznym starszym panem. To najkrótsza z proponowanych przeze mnie książek,  za to najbardziej wzruszająca. Cudowna.

5. Seria Disneya o wróżkach.  Egmont.

Zdecydowanie dla dziewczynek. Julka nie przepada za księżniczkami, ale Dzwoneczek i całe towarzystwo z Przystani Elfów to jej bezgraniczna miłość. Każda książeczka z serii poświęcona jest innej wróżce, dzięki czemu mamy okazję poznać bliżej nie tylko bohaterki pięknych filmów o Dzwoneczku, ale też zupełnie inne postacie. Jak to w świecie wróżek,  przygoda goni przygodę. Cała seria jest pięknie wydana i ma śliczne ilustracje.

6. Mizielińscy:Mapy i Mapownik wydawnictwa Dwie Siostry.

New York Times umieścił  Mapy- niezwykłą książkę polskich autorów na liście sześciu najciekawszych książek dla dzieci  wydanych w 2013 roku. To  nie tylko zbiór zwykłych map, ale wspaniałe opowieści o różnych zakątkach świata. Dzięki nim dziecko  poznaje również kulturę i historię. A  Mapownik to taki blok z różnymi zadaniami, który  pozwala  na przykład tworzyć wymyślone kraje. Gwarantowana zabawa i nauka na długie tygodnie.

Teraz zapytacie, czy Julka te wszystkie książki przeczytała sama? Nie, większość przeczytała jej Marta albo ja. U Julki z czytaniem to różnie bywa, czasem brakuje jej zapału, czasem narzeka, że litery są za małe, a ona właśnie jest zmęczona. Ale zazwyczaj jak już zacznie czytać, to nie potrafi skończyć. Zdarza się, że po 45 minutach trzeba jej wyrywać książkę z ręki. Najważniejsze żeby rozwijać w dzieciach pasję czytania, podsuwać im różne lektury, nie tylko te, które znamy ze swojego dzieciństwa. Jest  wiele świetnych nowych książek dla młodych czytelników, ale prawda jest też taka, że w księgarniach można znaleźć sporo szmiry. Dominują baśnie  w różnych wersjach albo książki z bohaterami znanymi z filmów animowanych. Jeśli zupełnie nie wiecie, co kupić dziecku, zaufajcie dobrym wydawnictwom  takim jak Dwie Siostry czy Czarna Owieczka. Bierzcie w ciemno każdą ich książkę, wszystkie są mądre i przepięknie wydane.

Domowa uprawa kiełków w słoiku

13 marca 2017 przez Beata

Wiosna to czas, kiedy zazwyczaj brakuje nam witamin, dlatego właśnie w tym okresie  warto zająć się domową uprawą kiełków, które są prawdziwą bombą witaminową. Zapytacie, po co uprawiać kiełki w domu, skoro w każdym sklepie można je  kupić? Po pierwsze będzie taniej. Zakup nasion kiełków, nawet tych bio, to koszt kilku złotych, mniej więcej tyle, ile kosztuje 50 g w sklepie, ale  z jednej paczki wychodzi ich znacznie więcej. Najtańsze nasiona kosztują mniej niż 2 zł.  Po drugie mamy pełną kontrolę nad całym procesem uprawy, jednym słowem wiemy, co jemy. W końcu rzecz najważniejsza: nasze kiełki będą idealnie świeże, prosto z uprawy trafią na talerze. No i  mamy niemal nieograniczone możliwości w kwestii wyboru smaku. W jednym tylko sklepie doliczyłam się kilkunastu różnych rodzajów nasion.

Sam proces domowej uprawy jest banalnie prosty i nie zajmie Wam więcej niż dwie minuty dziennie. W zamian dostaniecie superfood, tak bogaty w dobroczynne składniki , jak nic innego. Kiełki mają 40 razy więcej witamin i minerałów niż ich dorosłe odpowiedniki. U nas kiełki jemy cały rok. Są świetne na kanapki, do posypania zup, sałatek,do koktajli, a Julka te domowe  je same, tak po prostu wyjada je ze słoika.

No to do rzeczy:

Potrzebny będzie nam litrowy słoik, gaza, gumka recepturka i nasiona kiełków. Najpierw należy namoczyć kiełki na noc. Wsypujemy do wyparzonego wcześniej wrzątkiem słoika nasiona , najlepiej pół paczki ,i zalewamy słoik do pełna chłodną wodą. Ja używam wodę z filtra.  Na górę zakładamy gazę i owijamy ją gumką tak, by dobrze się trzymała. Na drugi dzień rano wylewamy wodę, bez zdejmowania gazy, przepłukujemy nasionka ,, a następnie słoik stawiamy oparty o coś  po skosie ( u mnie o talerzyk, co widać na zdjęciach), aby  reszta wody sobie odpływała. takie przepłukiwanie robimy naszym kiełkom minimum dwa razy dziennie. Trzeba tylko pamiętać, by za każdym razem woda mogła odpływać, inaczej kiełki nam zgniją. Po dwóch- trzech dniach nasz słoik zapełni się kiełkującymi  roślinkami, to znak, że pora na degustację.  I już, to cała robota. Prawda, że łatwo?

 

PS. Słoik na zdjęciach był pełny kiełków, ale zanim wpadłam na pomysł, żeby je sfotografować, zjedliśmy połowę.

 

Zupa krem z pasternaku

9 marca 2017 przez Beata

Zapraszam na przepyszną zupę z pasternaku. Nie licząc czasu gotowania, zrobicie ją dosłownie w chwilę. Pasternak to takie trochę zapomniane warzywo, ostatnio jednak wraca do łask. I bardzo dobrze, bo jest znakomite. Łatwo pomylić go z pietruszką, ale jest od niej trochę krótszy i grubszy , korzeń ma bardziej żółty, a w smaku jest łagodniejszy i bardziej słodki. Stanowi cenne źródło błonnika, magnezu,potasu, a także witamin – głównie C i z grupy B. Mimo sporej zawartości węglowodanów (18 g), 100 gramów pasternaku dostarcza nam jedynie 55 kalorii. Tak więc dzisiejsza zupa jest niskokaloryczna , ale sycąca.  Oczywiście możecie go zastąpić korzeniem pietruszki, ale zupa będzie wtedy miała bardziej wyrazisty smak.

Składniki ( dla 4 osób)

600 g pasternaku

200 ml słodkiej śmietanki

1 łyżka soku z cytryny

szczypta gałki muszkatałowej

płatki chilli

imbir- spory kawałek , u mnie ok 7 cm

1 litr bulionu

sól, pieprz

Obrany pasternak gotujemy  razem z posiekanym imbirem w bulionie do miękkości. Dodajemy śmietankę,  przyprawy i sok z cytryny , miksujemy na gładką zupę. Gdyby była za gęsta dolewamy wody. Na   końcu posypujemy płatkami chilli. Podajemy z razowym chlebem.

Cytrynowa pasta z sera feta

21 lutego 2017 przez Beata

Dzisiaj zapraszam na wspaniałą śródziemnomorską pastę na bazie sera feta. Smakuje jak greckie wakacje! Polubią ją wszyscy, nawet Ci, którzy za fetą nie przepadają. Świetnie pasuje do ciemnego chleba, grzanek albo sama. Latem będzie bosko smakować z grilowanym chlebkiem pita. Jej zrobienie zajmie Wam 3 minuty. Inspirację znalazłam tutaj.

Składniki:

200 g dobrego sera feta

2 łyżki soku z cytryny

skórka starta z jednej cytryny( bio lub porządnie wyszorowanej)

1 łyżka posiekanych liści mięty

ok 50 ml dobrej oliwy

2 zgniecione ząbki czosnku

czerwony pieprz lub płatki chilli do smaku

1 łyżka posiekanej natki pietruszki

Wszystkie składniki włożyć do miski i całość rozgnieść widelcem tak, by składniki się połączyły. Ostawić do lodówki na co najmniej godzinę.