Basler Leckerli czyli przepyszne pierniczki z Bazylei

14 grudnia 2017 przez Beata

 

Pierniczki z Bazylei uchodzą za jedne z najsmaczniejszych na świecie. Trudno się dziwić, skoro dodaje się do nich wręcz rozpustnej ilości miodu, migdałów i skórki z cytrusów. Naprawdę są przepyszne, w środku  lekko ciągnące i chrupiące z zewnątrz. Zróbcie je koniecznie, zwłaszcza, że wymagają dużego nakładu racy. Przepis znalazłam tutaj.

Składniki na 1 blaszkę:

  • 550 g mąki pszennej
  • 1 łyżka cynamonu
  • 1 łyżka przyprawy korzennej do piernika
  • 2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 500 g płynnego miodu*
  • 100 g drobnego cukru do wypieków
  • 500 g obranych migdałów, posiekanych
  • 100 g kandyzowanej skórki pomarańczowej lub cytrynowej
  • 2 łyżki cherry brandy lub likieru cytrynowego

Mąkę pszenną, cynamon, przyprawy korzenne, sodę oczyszczoną – przesiać do dużej misy miksera, odłożyć.

Miód i cukier umieścić w garnuszku i podgrzewać, do całkowitego rozpuszczenia się cukru. Lekko przestudzić. Dodać do przesianych składników razem z migdałami, skórką kandyzowaną i cherry brandy. Zmiksować, do otrzymania gładkiej lecz bardzo lepkiej masy (nie dosypywać mąki).

Dużą formę o wymiarach 35 x 35 cm wysmarować masłem, wyłożyć papierem do pieczenia. Przełożyć do niej ciasto. Pomagając sobie rękoma oprószonymi w mące rozłożyć ciasto w formie, równo, na grubość nie większą niż 1 cm (ciasto będzie klejące i ciężkie, więc nie będzie to łatwe ;-).

Piec w temperaturze 180ºC przez około 20 minut. Wyjąć, jeszcze ciepłe polukrować , ja zrobiłam lukier na bazie soku z cytryny. Jeszcze ciepłe pokroić na kwadraty.

Po wystygnięciu, przechowywać w szczelnej puszce z kawałkiem obranego jabłka lub kromką chleba, wymieniając jabłko od czasu do czasu.

 



Szynka peklowana na sucho-wyrób domowy

15 listopada 2017 przez Beata

Wędliny kupowane w sklepach to jeden z najbardziej rakotwórczych rodzajów  żywności. Mają one w składzie fosforany,przeciwutleniacze, wzmacniacze smaku,konserwanty, sztuczne aromaty i barwniki. Te dodatki powodują całą listę chorób, od alergii począwszy na nowotworach kończąc. Oczywiście nie wszystkie wędliny są tak szkodliwe, te produkowane bez chemii są w porządku, ale kosztują masę pieniędzy.

Razem z mężem  już od dłuższego czasu robimy wędliny domowe.Głównie są to wyroby przeznaczone na kanapki, takie jak szynki czy pasztety, ale od czasu do czasu nachodzi nas ochota domową białą kiełbasę. Niedawno zaczęliśmy nawet myśleć o zakupie wędzarnika. Żeby jeszcze tylko mieć więcej czasu na robienie tego wszystkiego!

Dzisiaj zapraszam  na domową szynkę peklowaną na sucho, a następnie pieczoną w piekarniku. Przepis jest banalnie prosty, a jej zrobienie zajmie Wam chwilę. Ja do większości wyrobów dodaję sól peklową, ponieważ zapobiega wytwarzaniu się jadu kiełbasianego, dzięki niej wędliny są dłużej zdatne do jedzenia i mają różowy kolor. No chyba że robię jakąś pieczeń, którą  w ciągu 2-3 dni zjadamy na kanapkach, wtedy o żadnej chemii nie ma mowy. Szynka z tego przepisu należy do wędlin bardziej suchych, ale my takie wolimy. Nie znoszę szynek naszprycowanych wodą, mokrych i śliskich w dotyku.

Składniki

1 kg surowej szynki- najlepiej zrazowa górna lub kwiatowa

17 g soli peklowej( upewnijcie się na opakowaniu, jaką ilość daje się na 1 kg)

5 ząbków czosnku

1 łyżka słodkiej papryki

1 łyżeczka papryki ostrej

1 łyżka ulubionej mieszanki ziół( bez soli) np transylwańskich, prowansalskich, dalmatyńskich  itd

Mięso umyć, a następnie osuszyć. Wszystkie przyprawy wymieszać razem, dodać zgnieciony czosnek i odrobinę wody, tak by powstała gęsta pastą. Tą mieszanką dokładnie natrzeć mięso. Następnie owinąć je kilkakrotnie folą spożywaczą, włożyć na talerz i wstawić do lodówki na 5 dni. Po tym czasie mięso wyjąć z folii, przełożyć do brytfanki, solidnie podlać wodą i piec w piekarniku ok 1,5 godziny w temp. 180 st. Wystudzić i kroić w plasterki.

 

Deska włoskich przekąsek

5 listopada 2017 przez Beata

Uwielbiam przyjmować gości. Często są to spotkania zaplanowane znacznie wcześniej, do których mogę się spokojnie przygotować, zdarza się jednak, że robimy z przyjaciółmi dosyć spontaniczną imprezę. Każdy coś wtedy przynosi: jakieś sałatki, dania ciepłe, ciasto. Ja najbardziej lubię przygotowywać przekąski. Zazwyczaj robię jakieś wymyślne, ale zdarza się, że nie mam na to czasu. Ostatnio furorę zrobiła wielka deska z   przekąskami w stylu włoskim, na której były sery, owoce, wędliny, warzywa, krakersy i różne pasty. Jej przygotowanie zajęło mi dosłownie chwilę, a efekt przerósł oczekiwania. Żeby wszystko naprawdę dobrze wyglądalo wyglądało, potrzebna Wam będzie duża deska lub wielka taca  i kilka niewielkich miseczek.

Składniki:

słoiczek dobrego pesto zielonego( najlepiej domowe, u mnie tym razem ze sklepu)

słoiczek dobrej pomidorowej pasty do bruschetty9 albo pasta domowa)

2 rodzaje krakersów

mini mozzarella- najlepiej z bazylią

ser typu gorgonzola

ser pleśniowy o ulubionym smaku

ser żółty w kawałku ( u mnie właściwie czerwony, bo z dodatkiem czerwonego pesto)

ulubione marynowane oliwki( u mnie z chilli i pomarańczą, przepis wrzucę wkrótce)

włoskie wędliny: prosciutto crudo i salami typu włoskiego ( u mnie dwa typy surowej szynki mini salami )

owoce: winogrona, melon, arbuz

suszone morele

pomidorki koktajlowe

świeże zioła: rozmaryn, tymianek, bazylia

Arbuz kroimy w cienkie plasterki. Melon częściowo  kroimy tak samo, a z reszty za pomocą specjalnego nożyka wykrawamy kuleczki. Do małych miseczek przekładamy pesto, oliwki, mozzarellę i pastę do bruschetty. Wszystkie składniki układamy na dużej desce. Posypujemy świeżymi ziołami do dekoracji.

 

 

Zapisz

Zębacz z czarną soczewicą

1 listopada 2017 przez Beata

Zębacz, inaczej wilk morski to jedna z najsmaczniejszych ryb. Jak sama nazwa mówi ma imponujące uzębienie i jest potwornie brzydki. Wygląda na agresora, ale należy do ryb bardzo spokojnych. W Polsce można go czasem kupić świeżego, mnie udało się to kilka razy  w Lidlu. Mięso zębacza jest bardzo delikatne i idealnie białe, zwarte. Ostatecznie możecie do tego przepisu wykorzystać inną białą rybę. Danie jest bardzo smaczne,zdrowe i ładnie wygląda. Wprawdzie czarna soczewica traci swój ciemny kolor podczas gotowania, ale i tak mamy ładny kontrast kolorystyczny między rybą i warzywami.

Składniki: dla 4 osób

4 filety z zębacza ( po ok 120 -130 g każdy)

1  nieduża cebula

2 marchewki

1 czerwona papryka

3 gałązki selera naciowego

2 ząbki czosnku

ulubiona mieszanka ziół ( u mnie transylwańskie)

masło

sól, pieprz

 

Rybę solimy, posypujemy pieprzem i odstawiamy na pół godziny do lodówki.

Soczewicę gotujemy do miękkości, uważając , by jej nie rozgotować.  Cebulkę siekamy drobno i podsmażamy na maśle, aż zrobi się miękka i lekko zrumieniona. Dodajemy do niej pokrojoną na niewielkie kawałki marchewkę, całość smażymy kilka minut, dodajemy pokrojoną dosyć drobno paprykę i seler naciowy,sól i pieprz, zioła oraz sprasowany czosnek. Całość dusimy ok 10 minut. Dodajemy soczewicę,mieszamy.

Rybę smażymy na oleju. Na talerz nakładamy soczewicę, na górze układamy rybę.Całość skrapiamy sokiem z cytryny i dekorujemy ( u mnie kwiaty ogórecznika i młode listki mangoldu)

 

 

 

Obłędnie pyszna sałatka z dwoma rodzajami dyni i boczkiem.

27 października 2017 przez Beata

Uwielbiam dynie za ich smak i za cudownie dekoracyjny wygląd. Na dodatek dynie są warzywem bardzo uniwersalnym, można z nich przygotować nie tylko zupy, placki czy sałatki, ale też słodkie wypieki i desery. No i są zdrowe- mają wiele mikroelementów, a przy tym niskokaloryczne. Ich smak jest zróżnicowany, jedne są lekko orzechowe i słodkie, inne bardziej wytrawne. Moje ulubione odmiany to delicata, butternut i hokkaido. W tym roku udało mi się wyhodować cztery rodzaje we własnym ogródku, ale kilkanaście innych kupiłam na sławnej farmie w Wawrzeńczycach. Dzisiaj zapraszam na znakomitą sałatkę do której użyłam butternut i delicaty. Butternut pokroiłam w kostkę, dosyć mocno przyprawiłam i w takiej formie upiekłam w piekarniku. Niewielką delicatę pokroiłam w krążki , upiekłam i posypałam czarnuszką. Dynie w połączeniu z jarmużem, boczkiem i granatem smakowały bosko, na dodatek sałatka cieszyła oczy. Bardzo polecam!

Składniki:

1/2 niezbyt dużej dyni butternut ( popularnie zwanej piżmową, ale to chyba błędna nazwa)

1 dynia delicata ( ostatecznie może być 1/2 małej hokkaido pokrojonej w paski , delicatę trudno kupić)

ok 40 dkg jarmużu

pestki z 1/2 granatu

główka czosnku

20 dkg boczku pokrojonego na kawałki

olej

przyprawy

Dynię butternut obieramy i kroimy w kostkę ok 2 cm. Mieszamy z przyprawami: solą, kuminem, zmieloną kolendrą  i chilli. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 st przez ok 15 minut. Będzie pyszna, zróbcie jej więcej, bo połowa zostanie zjedzona jeszcze przed zrobieniem sałatki. Dynię delicata kroimy w krązki, nie obieramy!, ma miękką skórkę, więc można ją jeśc. Pestki usuwamy. Dynię układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia, posmarowanym olejem. Pieczemy ok 15 minut w temp 18 st. Boczek kroimy na kawałki , smażymy i odkładamy na bok. Na wytopionym tłuszczu smażymy do chrupkości pokrojony w plasterki czosnek, nie bójcie się, że jest go za dużo. Wyjdą z niego pyszne chipsy. Gdyby tłuszczu było za mało, dodajcie oleju. Wyjmujemy czosnek, smażymy jarmuż, który solimy. Po ok 5 minutach dodajemy 1 łyżkę czarnuszki. Smażymy jeszcze dwie minuty, dodajemy  boczek i czosnek. Smażymy całość kolejne dwie minuty. Przekładamy na duży talerz, posypujemy dynią butternut, pestkami granatu , a na koniec układamy plasterki dyni delicata.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Farszynki mazurskie

16 października 2017 przez Beata

Dzisiaj zapraszam na pyszną, choć pracochłonną potrawę rodem z Warmii i Mazur, którą znalazłam na blogu u Kasi. To takie połączenie nadzienia  z pierogów mięsnych z ciastem na kluski śląskie.  Zresztą u mnie w domu czasami  też kluski smażymy, tak jak farszynki. Całość jest smaczna, ale bardzo kaloryczna. Do tej potrawy świetnie pasują sosy np ziołowy, czosnkowy czy grzybowy na ciepło.

Składniki:

* 1 kg ziemniaków (waga po obraniu)

* 2 jajka

* ok. 200 g mąki ziemniaczanej

* sól

Farsz:

* 400 g mięsa wieprzowego

* 2 ugotowane na twadro jajka

* 1 duża cebula

* 2 ząbki czosnku

* 2 łyżki masła

* 1 pęczek szczypiorku

* sól i pieprz do smaku

Dodatkowo:

* olej do smażenia

Dzień wcześniej gotujemy i ubijamy ziemniaki oraz gotujemy mięso w wodzie z dodatkiem włoszczyzny i soli. Na drugi dzień mięso mielimy, dodajemy do niego drobno posiekane jajka oraz szczypiorek, podsmażoną na maśle cebulę z czosnkiem i doprawiamy do smaku solą i pieprzem. Do ziemniaków dodajemy jajka, ok. 2/3 łyżeczki soli i mąkę. Wyrabiamy gładkie, nie klejące się do rąk ciasto. Jeśli trafimy na niezbyt mączne ziemniaki, może się okazać, że trzeba będzie dodać odrobinę więcej mąki. Ciasto powinno być dość elastyczne.

Masę ziemniaczaną i farsz dzielimy na 8 części. Z ciasta ziemniaczanego, na podsypanej mąką stolnicy, formujemy prostokąt, na środek którego nakładamy farsz. Boki ciasta zlepiamy ze sobą.

Tak przygotowane farszynki smażymy na średniej wielkości gazie do chwili, aż się zarumienią. Po zdjęciu z patelni odkładamy je na ręcznik papierowy by pozbyć się nadmiaru tłuszczu.

Kolorowy deser owocowy z chia

26 września 2017 przez Beata

 

Dzisiaj proponuję szybki i prosty przepis na zdrowy i smaczny deser, który na dodatek bardzo efektownie wygląda. Nie zawsze mamy czas na przygotowanie zdrowego jedzenia,tym razem wystarczy dosłownie 10 minut.

Składniki:

250 ml zmiksowanego ananasa

250 ml zmiksowanych brzoskwiń

250 ml zmiksowanych i przetartych przez sitko malin

9 łyżek nasion chia

do smaku: erytrol, ksylitol, stewia ewentualnie cukier

do  dekoracji świeże owoce i listki malin

Każde puree mieszamy z 3 łyżkami nasion chia i ewentualnie słodzimy do smaku. Odstawiamy na ok pół godziny, aż zacznie żelowac. Następnie delikatnie układamy warstwami w szklankach/lampkach do wina/ pucharkach tak, by kolory się nie wymieszały. Następnie wstawiamy do lodówki na minimum 3 godziny. Przed podaniem przybieramy  świeżymi owocami.

 

Kuchnia sycylijska – top 17

20 września 2017 przez Beata

Sycylia zawsze była raczej biedną wyspą, dlatego tutejsza kuchnia, choć przepyszna i bardzo zdrowa, nie należy do szczególnie wykwintnych. Proste dania są jednak tak rewelacyjne, że na zawsze zapadają w pamięć.

Przez ponad 300 dni w roku na Sycylii świeci słońce. To właśnie jemu tutejsze owoce i warzywa zawdzięczają pełnię smaku. Pomarańcze są niebywale aromatyczne i słodkie, cytryny smakują bosko, zupełnie inaczej niż te z supermarketu, melony pachną miodem, a z oliwek wytwarza się intensywną w smaku, doskonałą oliwę.  Jednak Sycylia to nie tylko potrawy dla wegetarian. Wody opływające w wyspę obfitują w ryby, stąd w menu  mamy nie tylko droższe mieczniki czy tuńczyki ale też małe, tanie rybki, które można kupić na każdym targu. W Syrakuzach kupiliśmy ich parę kilo i sami zrobiliśmy rybną ucztą z grilla. Smakowały bosko, choć nazw niektórych w ogóle nie znaliśmy.  Są i świetne owoce morza, jest i mięso znakomitej jakości, choć tego ostatniego nie jada się dużo.

Przez wieki, w wyniku podbojów, na Sycylii osiedlały się różne narody. Także im tutejsza kuchnia zawdzięcza swoje bogactwo. Potrawy różnią się w zależności od regionów, na zachodzie makaron często zastępowany jest kuskusem( to zasługa Arabów), na wschodzie , dzięki Grekom , znajdziecie więcej dań z mąki pełnoziarnistej, na południowym-wschodzie królują pomidorki z Pachino, w Marsali wyrabia się słynne na cały świat wino, którego używa się także do przygotowania potraw itd.

A co i kiedy jada przeciętny Sycylijczyk?

Śniadania właściwie nie jada, no bo powiedzcie sami, co to za śniadanie: kawa, a najlepiej kilka kaw i do tego ewentualnie rogalik? Niektórzy lubią  ochłodzić się rano, więc preferują lody podawane w … słodkich brioszkach. Lunch też nie imponuje, najczęściej są to przekąski tupu caponata ( duszone warzywa podawane zazwyczaj na zimno), marynowane w oliwie karczochy lub inne warzywa, sery, ryby, ewentualnie małe danie na ciepło np zapiekanka z bakłażana- parmigiana. Prawdziwa uczta zaczyna się wieczorem. Na kolację je się dużo i długo. Na początek idą przystawki: lekka sałatka, owoce morza itd. Potem pierwsze danie czyli jakiś makaron. Normalny człowiek w tym momencie miałby dosyć, ale dla Włochów to dopiero wstęp do całej uczty. Pora na konkrety czyli danie główne. Może być rybne albo mięsne. Do tego trochę warzyw. Wypełniaczy w postaci frytek , ryżu czy ziemniaków prawie w ogóle się tutaj nie jada. Za nami jakieś 4 tysiące kalorii, a to jeszcze nie koniec. Dobrze jest całość zagryźć pizzą i wykończyć deserem. Wszystko suto zapijamy winem i kawą. Taką kolację zafundowaliśmy sobie 23-go lipca, z okazji urodzin Michała, jeszcze 26-go ją trawiłam:)

A oto przysmaki, których warto spróbować na Sycylii.

1. Arancini– typowy sycylijski street food czyli kulki ryżowe wypełnione nadzieniem, panierowane i smażone w głębokim oleju. Mogą być paskudną bomba kaloryczną, która potrafi cały dzień zalegać w żołądku, ale czasami są poezją smaku. Zawsze kupujcie tylko te, które są smażone na poczekaniu. Jeśli arancini leżą dłużej, przechodzą olejem i robią się niesmaczne. Najpyszniejsze jedliśmy w Erice, tuż przy bramie prowadzącej do miasta. Wybór smaków ogromny, są nawet na słodko! Trzeba było poczekać 5 minut na usmażenie, ale warto!

2. Lody w słodkiej bułce. Niezły zapychacz, ale przepyszny. Ogólne wrażenie zależy nie tylko od smaku samych lodów, ale i bułeczki. Nie może to być wyrób z supermarketu, a prawdziwa, mięciutka brioszka. Najsmaczniejsze jedliśmy w Castellamare del Golfo na głównej ulicy.

3. Kanapka ze śledzioną czyli pane con la milza. Dosyć kontrowersyjny przysmak serwowany w Palermo. Śledzona smażona jest na oleju, a następnie wkładana do bułki. Całość bardzo tłusta. Mojej mamie smakowało, mnie tak sobie, reszta rodziny nie chciała nawet spróbować. Podroby nawet lubię, ale ten olej…O dziwo śledziona była mięciutka, podobna trochę w smaku do wątróbki.

4.Pasta alla Norma– makaron z sosem pomidorowym i bakłażanem posypany startą, wędzona ricottą. Bardzo smaczny. Zwróćcie uwagę na typowy dla Sycylii makaron, busiate. To takie śmieszne loczki, nie spotkałam go w żadnej innej części Włoch.

5 .Pasta con la sarde– rewelacyjny makaron z sardynkami, dzikim koprem i orzeszkami pinii. Specjalność okolic Trapani.

6. Panelle– cienkie placki z mąki z ciecierzycy, smażone i podawane najczęściej w bułce, często razem z krokietami ziemniaczanymi

7. Spagetti ale nero di sepia– makaron na czarno, barwiony atramentem z mątwy lub kałamarnicy, najczęściej z owocami morza, wyrazisty w smaku, pewnie nie wszystkim będzie odpowiadał

8. Canolli– sycylijskie ciasta z ciasta podobnego jak na faworki, nadziewane slodką ricotta, i kandyzowanymi owocami, bardzo dobre

9. Parmigiana di melanzane– bakłażan zapiekany z sosem pomidorowym i serem

10. Grilowany stek z miecznika– odkrycie tegorocznych wakacji, rewelacja

11. Sławne kanapki z targu w Syrakuzach, kupicie je na stoisku Caseificio Borderi. Sa ogromne i pyszne, bierzcie jedną na dwie osoby. Tak bogatego nadzienia nie widziałam jeszcze nigdy.

Tutaj zobaczycie jak, i z czym się je robi

12. Granita,  mrożony deser na bazie soków lub kawy, takie niby lody do picia, dla mnie zazwyczaj za słodka. Najbardziej popularny smak na Sycylii to właśnie kawa

13. Nie wiem czy to specjalność sycylijska, ale w restauracji w Fontane Bianche jedliśmy rewelacyjne malutkie roladki z kurczaka ze skórką pomarańczową, panierowane i smażone na oleju. Na zdjęciu wyglądają jak deser. Podawane są z kawałkami pomarańczy i polane sosem pieczeniowym.

14. Pizza. Dobra ale bez szału, zdecydowanie bardziej smakowała mi w Neapolu i w Rzymie. Może po prostu nie trafiliśmy na taką, która by nas zachwyciła. Ciekawa wersja to ta z sardynkami. Jest też specjalność o nazwie sfincione-, na grubym cieście, najczęściej z sosem pomidorowym, cebulą i anchovies.

15. Krem pistacjowy– mniam! Świetny dodatek do słodkich bułeczek, naleśników itd. Moim zdaniem najpyszniejszy jest wyjadany łyżeczką prosto ze słoika.

 

16.Kuskus z rybą lub owocami morza, specjalność Sycylii Zachodniej

17. Makarony z owocami morza lub rybami. To właśnie je najczęściej wybieraliśmy w restauracjach, wszystkie były znakomite. Na zdjęciu spagetti z małżami.

 

Włoskie lokale mają różne nazwy, to nie tylko restauracje, tak naprawdę zjeść można w wielu miejscach . Przedstawiam mały przewodnik:

Bar – napijecie się tutaj kawy i  zjecie ciastko, deser  bądź niewielką  przekąskę. Zasada jest taka, że najpierw płacimy, a potem jemy

Locanda- mała restauracja znajdująca się przy hotelu lub pensjonacie, najczęściej prowadzona przez rodzinę

Osteria– inaczej gospoda oferująca regionalne potrawy

Ristorante – czyli klasyczna  restauracja. W tego typu miejscach ceny są wyższe, a wystój bardziej elegancki.

Trattoria – jest to rodzaj rodzinnej restauracji, tu możemy mieć pewność, że za piecem nie stoi Chińczyk. Potrawy są tradycyjne, wystrój skromny, ceny niewysokie. To nasz ulubiony typ lokali we Włoszech.

Paninoteca– bar kanapkowy

Enoteca– winiarnia i sklep w jednym oferujący proste przekąski typu sery

Rosticceria- restauracja

Pizzeria – tego chyba nie trzeba tłumaczyć. Zazwyczaj serwuje sie tutaj też makarony.

Travola calda – coś pomiędzy sklepem a lokalem. Kanapki, pizza w kawałkach, dania na wynos itd

Panificio – rodzaj piekarni, w której znajdziecie nie tylko pieczywo, ale także pizzę, czy foccacię

Gelateria- lodziarnia

Pasticceria – cukiernia

Mercato – lokalny targ. Kupicie tu nie tylko owoce i warzywa, ale też proste dania typu street food

Pamiętajcie, że we Włoszech obowiązuje tzw. coperto czyli napiwek doliczany do rachunku za nakrycie stołu. Zazwyczaj jest wysoki i może wynieść nawet 4 euro od osoby, dlatego kawę, drobne przekąski i słodkości najlepiej jeść przy barze.

 

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz