Teneryfa i przypomnienie o trwającym konkursie

27 lipca 2010 przez Beata

Nawet najdłuższe podróże, gdy się kończą, wydają się zbyt krótkie. Nasze wakacje na Teneryfie trwały trzy tygodnie. Dopiero niedawno wróciliśmy, a już tęsknimy za wyspą, w której zakochaliśmy się kilka lat temu, podczas pierwszej podróży na Wyspy Kanaryjskie.

Są tacy, którzy Teneryfę uwielbiają, są i tacy, którzy jej nie lubią. Jeśli zdecydujemy się na pobyt w hotelu, w którymś z hałaśliwych wakacyjnych miasteczek na południu, a nasze zwiedzanie ograniczy się do wycieczki na wulkan Teide i do Loro Parku, na pewno nie będziemy zachwyceni. Wyspa, chociaż niezbyt duża, jest bardzo różnorodna, i żeby docenić jej piękno trzeba odwiedzić różne zakątki: dziewicze lasy wawrzynowe w górach Anaga ,które wyglądają jak z baśni, są gęste, bardzo wilgotne pełne mgieł i tajemnic. Koniecznie trzeba zobaczyć nieziemsko piękną dolinę Orotawy, dziki przylądek Punta Teno( dojeżdża się na niego drogą, nad którą wznosi się kilkusetmetrowa skalna ściana, wszędzie znaki ostrzegające przed spadającymi odłamkami skalnymi, wjazd tylko na własną odpowiedzialność, adrenalina gwarantowana) .

Wejść na Montana Roja- czeroną górę stojącą samotnie na brzegu oceanu, zajrzeć do którejś z prawie nietkniętych przez turystykę rybackich wiosek, jak choćby La Caleta,

wyruszyć na pieszą wędrówkę chociaż jednym ze szlaków na Teide, zobaczyć plaże czarne, żółte i czerwone. Ale też koniecznie odwiedzić sławne i naprawdę niezwykłe zoo-Loro Park i poszaleć w Siam Parku pełnym wodnych atrakcji ( polecam zjazd do basenów z rekinami i falę wysoką na kilka metrów!)

Nie da się tego zrobić na zorganizowanych wycieczkach, trzeba wypożyczyć auto i ruszyć na zwiedzanie wyspy. My, podczas naszych dwóch pobytów na Teneryfie, zrobiliśmy ponad 3500 km!
Przed wyjazdem mieliśmy trochę obaw, jak Julka zniesie daleką podróż, długi lot samolotem i czy na miejscu uda się przy niej zobaczyć coś więcej niż plaże. Okazało się, że nasza córeczka to urodzona podróżniczka. Samolotem była zachwycona, a jeśli chodzi o zwiedzanie wyspy, to udało nam się zobaczyć nawet więcej niż mieliśmy w planie.


Nie obyło się bez małych problemów, bo cała trójka naszych dzieci złapała anginę. Na szczęście infekcja była łagodna i krótkotrwała.


Prócz tych wszystkich atrakcji, dane nam było przeżyc jeszcze jedną: byliśmy na Teneryfie gdy Hiszpania weszła do finału MŚ w piłce nożnej! To była noc!! Żałujemy tylko, że finał oglądaliśmy już w domu .

A teraz trochę o jedzeniu.

Kuchnia Wysp Kanaryjskich nie należy do szczególnie wyrafinowanych, jest prosta, pożywna, ale bardzo smaczna. Główny produkt to mąka gofio z prażonych ziaren kukurydzy, prosa i jęczmienia. Kiedyś piekło się z niej chleb, dodawało do zup, dań mięsnych a nawet deserów. Dzisiaj używają jej głównie mieszkańcy maleńkich wiosek, ale w niektórych restauracjach można spróbować dań z dodatkiem gofio.

Mnie zachwyciła różnorodność ziemniaków, kanaryjczycy używają tylu odmian, że nie sposób zliczyć!
Najpopularniejsza przekąska to papas arrugadas czyli ziemniaki w pomarszconej skórce, podawane z sosem mojo, zielonym lub czerwonym. Mojo to też kanaryjski specjał z papryki, peperoni, oliwy, czosnku i przypraw.
Prawdziwe kanaryjskie specjały, za niewielką cenę, można zjeść w głębi wyspy, w którymś z małych , niepozornych lokali dla miejscowej ludności. Chociaż jest wyjątek- restauracja El Gomero w Las Americas. Stołują się w niej taksówkarze i policjanci( tuż obok jest posterunek). Lokal jest skromny, ale można tu zjeść fantastyczne miejscowe potrawy za przyzwoitą cenę. Gorąco polecam!
Ryby i owoce morza zawsze najsmaczniejsze są w rybackich wioskach, takich jak Los Abrigos czy La Caleta.
A na deser polecam wybrać się do Buenavista del Norte. Tu ma swoją cukiernię mistrz Teobaldo Mendez, zdobywca wielu międzynarodowych nagród. Do wyboru mamy nie tylko tradycyjne kanaryjskie wypieki, ale i znane na całym świecie ciasta, takie jak opera czy brownie, a nawet przepyszne ,delikatne musy – mnie zachwycił o smaku mojito !


Znany smakołyk z Teneryfy to słodka masa bienmesabe, z miodu, migdałów i żółtek- trochę jak lemon curd. Wspaniała do deserów, słodkiego pieczywa czy do wyjadania prosto ze słoika.


Ach, już zaczęłam tęsknić za Teneryfą! To idealne miejsce na wakacje z małymi dziećmi; jest ciepło, ale nie ma męczących upałów, jest dosyć egzotycznie, ale wciąż jest się w UE, a to ważne np. gdy chodzi o wizytę u lekarza pediatry – w państwowych ośrodkach się nie płaci, wystarczy mieć EKUZ.
No i ta różnorodność krajobrazów!! Wulkan, dzikie góry, zielone doliny, wysokie skalne urwiska i wąwozy, jałowe pustkowia, wilgotne  lasy, z niezwykłymi, powyginanymi drzewami, plaże w kilku kolorach( żółte niestety są sztuczne), przejrzysty ocean, a wokół wyspy delfiny!
Z pewnością jeszcze nie raz pojedziemy na Teneryfe!


A na zakończenie dzisiejszego wpisu chciałam przypomnieć o trwającym konkursie. Szczegóły w poprzednim wpisie. Zapraszam do udziału!

Konkurs !!!

24 lipca 2010 przez Beata

Podobno najlepsi szefowie kuchni to mężczyźni, jednak ja sama znam niewielu facetów, którzy potrafią i lubią gotować. Wyjątkami są  mój tata i brat!

Niestety u mnie w domu panuje dosyć tradycyjny podzial ról w tej kwestii. Owszem mąż lubi obierać jarzyny i czasami pomaga w ich krojeniu, potrafi ugotować rosół i zrobić leczo, ale to właściwie wszystko. A syn ogranicza się głównie do wpadania do kuchni z pytaniem ” Kiedy obiad i co na niego będzie?”

A tak miło byłoby mieć czasem wolny wieczór i zjeść na przykład sałatkę przygotowaną przez któregoś z moich mężczyzn!

Firma Knorr przygotowała kampanię Wielkie chrupanie, która ma na celu zachęcenie wszystkich, a zwłaszcza mężczyzn, do robienia i jedzenia sałatek. Wystarczy przecież kilka minut i kilka sładników, by wyczarować kolację, która zachwyci każdą kobietę!

Zadanie konkursowe polega na tym, by napisć do swojego mężczyzny krótki list, w którym postaracie się zachęcić go do większego zaangażowania w przygotowywanie zdrowych i smacznych posiłkow, zwłaszcza sałatek.

Forma listu jest zupełnie dowolna, może to być teks zabawny, może poważny, a nawet moze być rymowany.

Listy proszę zamieszczac pod dzisiejszym wpisem w formie komentarzy. Konkurs potrwa od dzisiaj do  soboty 31 lipca do północy. Wyniki ogłoszę 1 sierpnia.

Nagroda to zestaw produktów firmy Knorr i kompet pięknych pojemniczków na przyprawy

Blog „po remoncie”

23 lipca 2010 przez Beata

Serdecznie witam po długiej przerwie. Poprzedni wpis zamieściłam pięć tygodni temu! Najpierw byliśmy na wakcjach, a po powrocie zdecydowałam, że pora na zmiany na blogu. Mam nadzieję, że nowa szata graficzna bloga Wam się podoba. Autorem zmian jest mój syn Michał.

Nowy adres mojego bloga to

lubie.gotowac.com

Obiecuję w najbliższym czasie nadrobić przerwę w blogowaniu częstymi wpisami. Nazbierało się sporo przepisów, które czekają na  publikację.

A już jutro zapraszam do udziału w konkursie!!!!

Poweselnie i urlopowo

15 czerwca 2010 przez Beata

Jak w kilu słowach opisać chwile, które na zmianę wyciskały z oczu łzy radości i łzy wzruszenia ? Jak opisać dzień niczym  z bajki ?  Szczęście Pary Młodej, szampańską zabawę do 9 rano? Było tak pięknie, że aż nie do wiary. Nawet pogoda dopasowała się do radosnej atmosfery i przez cały dzień świeciło słońce!

Niech się Ani i Krzysiowi wszystko tak wspaniale  w życiu układa i niech zawsze słońce dla Nich świeci!

A my wyjeżdżamy na zasłużony odpoczynek. Do zobaczenia za miesiąc!

Lawendowe ciasteczka i weselne przygotowania

8 czerwca 2010 przez Beata

Ciasteczka upiekłam kilka dni temu, kiedy jeszcze było szaro i padał deszcz. Wniosły do  domu powiew lata i uświadomiły nam, że zaraz po weselu mojego brata wyjeżdżamy na długie, egzotyczne wakacje. Czas tak szybko biegnie! Na dodatek majowa aura  zupełnie nie kojarzyła się z nadchodzącym latem, no i nagle okazało się, że nie mamy sandałów, spodenek, kremów z filtrem itd. A wyjazd tuż, tuż…

Jak dobrze, że w końcu wyszło słońce i zrobiło się ciepło! Tylko gdy myślę o  tysiącach ludzi, którzy wciąż walczą  z powodzią, wakacyjny nastrój pryska. Pechowa  ta wiosna dla Polski…

Ciasteczka ( z przepisu Doroty) były przepyszne! Julka nie mogła się od nich wprost oderwać! Trochę się bałam czy ta lawenda jej nie uczuli, ale nic się nie wydarzyło. Kruche, pachnące ciastka zjedliśmy błyskawicznie!

A w toku przygotowywania weselnych niespodzianek dla mojego brata, powstały takie zdjęcia z udziałem Julki i mojego chrześniaka, Kubusia! :

Składniki:

  • 210 g masła (w pokojowej temp.)
  • 3/4 szklanki cukru pudru
  • 1 żółtko
  • szczypta soli
  • 1 łyżka suszonych kwiatków lawendy (lub 2 łyżki świeżych)
  • otarta skórka z cytryny lub 1 łyżka soku z cytryny
  • 1,5 szklanki mąki
  • 3 łyżki mąki ziemniaczanej

Wszystkie składniki zagnieść, podzielić na 2 części. Z każdej uformować wałek grubości około 3 – 3,5 cm, owinąć folią, włożyc do lodówki na 2 h (można trzymać w lodówce do 3 dni).
Schłodzone ciasto wyjąć, pokroić na 5 – 7 mm plasterki (jeśli będą trochę niekształtne, nie martwić się – podczas pieczenia kształt się wyrówna). Ja zamiast kółeczek wycięłam foremką kwiatuszkiPiec około 12 – 14 minut w temperaturze 170ºC (zostawiać odległość pomiędzy ciastkami – powiększają się na boki). Studzić na kratce.

Juleczka ma już roczek!

1 czerwca 2010 przez Beata

Trudno mi  w to uwierzyć, ale nasza Juleczka ma już roczek! A wydaje się, że tak niedawno przyszła na świat…
Od paru tygodni sama chodzi, ma 9 zębów- komplet jedynek, dwójek i … jedną czwórkę Bardzo dużo mówi jak na roczne dziecko. Jest wesoła, towarzyska, bardzo lubi inne dzieci. No i ma charakterek, to trzeba przyznać!
Uwielbia nosić opaski, czapeczki, buty( czyli buji jak sama mówi), a ostatnia jej fascynacja to okulary przeciwsłoneczne. Gdybyśmy jej pozwolili chodziłaby w nich cały dzień! Jak przystało na prawdziwą kobietkę lubi się przebierać, więc w sklepach nie ma żadnych problemów z mierzeniem ubrań czy butów, nawet jeśli trwa to bardzo długo.
Odkąd nauczyła się mówić „da” czyli daj, głośno domaga się wszystkiego, co chce dostać. Potrafi powtarzać „da” dziesiątki razy, tak ze brzmi to w końcu  jak seria z karabinu maszynowego. A gdy nie reagujemy albo mówimy, że nie wolno, zaczyna bezłzowo płakać albo z jękiem rozpaczy powtarza: „nie, nie, nie” czyli ” nie chcą mi tego dać”! Jest ruchliwa i ciekawa świata. Zapytana czy będzie grzeczna z rozbrajającą szczerością odpowiada” NIE!” . Chociaż tak naprawdę jest grzeczna i bardzo pogodna.
Rok temu, swoim przyjściem na świat, zrobiła nam rodzicom, Martusi i Michałowi wspaniały prezent z okazji Dnia Dziecka!

A z okazji tego pięknego święta naszym nastolatkom, Martusi i Michałowi oraz mojemu  starszemu chrześniakowi, Łukszowi życzę  żeby życie nieustannie Was zachwycało i przynosiło same przyjemne niespodzianki.

Maluszkom czyli Juleczce i mojemu młodszemu chrzśniakowi, Kubusiowi, który swój pierwszy Dzień Dziecka spędza w szpitalu :( , życzę samych beztroskich dni, kolorowych snów i dużo zdrowia!

PS. Aga myślimy o Was ciągle i trzymamy kciuki. Za parę godzin będzie po wszystkim, a w czwartek już beztrosko  będziemy świętować!

Kolorowe wafelki

31 maja 2010 przez Beata

Bardzo efektowne, smaczne wafelki, choć niestety dosyć pracochłonne. Ślicznie wyglądają i na pewno tak wyglądem jak i smakiem zachwycą głównie dzieci.

Składniki:

1 paczka grubych wafli

1 opakowanie galaretki wiśniowej

Składniki kremu:

2 szklanki mleka

4 łyżki kaszy manny

kostka masła

mała paczka cukru waniliowego

1,5 szklanki cukru pudru

3 opakowania galaretek: czerwona, zielona i żółta

Przygotowanie:

Kaszę mannę zalać mlekiem, odstawić na 10 minut i ugotować. Masło zmiksować z cukrem pudrem, cukrem waniliowym i osudzoną kaszą. Krem podzielić na 4 części. Każdą z trzech  galaretek rozpuścić w 250 ml  wody, ostudzić i połączyć z 1/3 ilości kremu. Galaretkę wiśniową rozpuścić w 250 ml wody i zostawić do wystudzenia. Blachę wielkości wafli wyłożyć folią aluminiową, ułożyć na niej 1 wafel. Na górę nałożyć pierwszy krem, na to wylać lekko tężejącą galaretkę wiśniową. Wstawić do lodówki aż stężeje. Na galaretkę wyłożyć kolejny krem, na to wafel, w końcu trzeci krem i znowu wafel. Całośc przykryć papierem śniadanioym, obciążyć np. deską do krojenia i wstawić na noc do lodówki. Następnego dnia kroić na małe kawałki. Przechowywać w lodówce.

Ciasto z rabarbarem i zaproszenie na blog mojego ( już żonatego!) brata

25 maja 2010 przez Beata

No i stało się!  Ania i Krzysztof (czyli Olo) są już małżeństwem. W przepięknej, bajkowej wręcz scenerii, wzięli cichy, skromny, romantyczny ślub. Było tak, jak sobie wymarzyli: bez „musimy”, „trzeba” i „tak wypada”. Bez pośpiechu, bez  napięcia  i bez tysięcy zbędnych ceregieli, które z ceremonii ślubnych coraz częściej robią spektakl na miarę kiczu roku. Było pięknie i z miłością. Oczywiście weselna feta ich nie minie, już zbieramy siły na zabawę w Zakopanym . Tak się tylko  zastanawiam, czy prócz wieczorowych sandałków nie kupić sobie  zimowych botków?  Skoro w maju w Tatrach było zupełnie biało, to chyba nie ma co liczyć na lepszą pogodę w czerwcu. Może załapiemy się na jakiś kulig z pochodniami?

Relację z niezwykłego ślubu Ani i Ola możecie przeczytać na blogu, który prowadzą Zapraszam na  stronę http://namaste.rocoeg.com/

A jakby było mało dobrego, chciałam jeszcze polecić pyszne ciasto z rabarbarem. Najlepsze ze wszystkich rabarbarowych jakie jadłam. Trochę pracochłonne jak na cisto z owocami, ale warte każdej poświęconej mu minuty. Z przepisu Beaty, która na swojej stronie czaruje takimi smakołykami i zdjęciami tak cudownymi, że  patrząc na nie kiedyś w końcu się chyba zapomnę i zacznę lizać ekran.

Ciasto rabarbarowe

na tortownicę o średnicy 20-22 cm

na ‘sos’ rabarbarowy :
ok. 150 g rabarbaru
20 g cukru
otarta skórka z 1 pomarańczy

Rabarbar umyć, osuszyć, pokroić, przełożyć do rondelka, dodać cukier i gotować na wolnym ogniu do miękkości; następnie zmiksować i przełożyć na sito do ewentualnego odsączenia, musi bowiem być dosyć gęsty (‘sos’ możemy przygotować np. dzień wcześniej i umieścić go na noc w lodówce).

na kruszonkę :
50 g zimnego masła
50 g cukru
35 g mąki
35 g drobno zmielonych migdałów

Wszystkie składniki dokładnie ‘posiekać’ lub rozetrzeć palcami aż powstanie kruszonka. Pozostawić w chłodnym miejscu.

na ciasto :
ok. 250 g rabarbaru
130 g mąki
70 g drobno zmielonych migdałów
1 łyżeczka proszku do pieczenia
60 g miękkiego masła
135 g cukru
2 jajka
3 łyżki kwaśnej śmietany
otarta skórka z 1 cytryny
½ strartego ‘ziarenka’ tonki (możemy zastąpić wanilią lub cukrem waniliowym)
+ 3 łyżki ‘sosu’ rabarbarowego

Piekarnik rozgrzać do 180°.
Rabarbar umyć, osuszyć i pokroić.
Mąkę wymieszać z migdałami i proszkiem. Masło utrzeć z cukrem, następnie dodawać po jednym jajku i dalej miksować, aż masa będzie jednolita. Dodać otartą skórkę z cytryny, stratą tonkę oraz połowę mąki, dobrze wymieszać, a następnie – ciągle miksując – dodać śmietanę oraz resztę mąki. Przelać ciasto do natłuszczonej i lekko wysypanej mąką tortownicy. Na wierzch nałożyć 3 łyżki ‘sosu’ rabarbarowego i lekko wmieszać je w ciasto (jak przy pieczeniu zebry np.). Następnie posypać ciasto pokrojonym rabarbarem i posypać kruszonką. Piec ok. 55 minut (lub do suchego patyczka). Pozostawić na kilka-kilkanaście minut w ciepłym piekarniku, a następnie wystudzić na kratce.

EDYCJA

‘sos’ rabarbarowy powinien być naprawdę dobrze odsączony, by nie zrobił się zakalec; możemy ewentualnie wymieszać go wcześniej z odrobiną ciasta lub dodać nieco więcej mąki, jeśli ciasto wydaje nam się zbyt ‘luźne’; jeśli zaś nasz ‘sos’ jest dosyć wolgotny, możemy dodać nieco mniej pokrojonego rabarbaru na wierzch

Tartaletki z kremem patissiere i owocami

19 maja 2010 przez Beata

To jedne z moich ulubionych ciastek. Można zakochać się w tym smaku. Połączenie kruchego ciasta, waniliowego kremu i świeżych owoców daje absolutnie doskonały efekt. Dla takich tartaletek warto nawet nawet na jeden dzień zrezygnować z diety.

Przepis na ciasto kruche:

40 dkg mąki

20 dkg masła

18 dkg cukru pudru

1 mały cukier waniliowy

1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia

1 jajko

1 żółtko

Z podanych składników zagnieść ciasto. Wyłożyć nim posmarowane masłem i oprószone mąką foremki do tartaletek. Piec około 15 minut w piekarniku nagrzanym do 180 st. (do zrumienienia).

Krem patissiere (przepis ze strony Moje Wypieki) :

  • 600 ml mleka
  • laska wanilii, przekrojona wzdłuż
  • 6 dużych żółtek
  • 100 g cukru
  • 40 mąki pszennej
  • 40 g skrobi ziemniaczanej
  • 20 ml likieru (Grand Marnier, Brandy, Kirsch), niekoniecznie

W większym garnuszku zagotować mleko z ziarenkami wanilii. Doprowadzić do wrzenia i natychmiast odstawić na bok.

Cukier utrzeć z żółtkami do białości (ja robię to mikserem koncówką do ubijania białek), wsypać wymieszane mąki i dalej miksować, aż do uzyskania gładkiej pasty.

Pastę wlać do ugotowanego mleka, wymieszać do rozpuszczenia grudek. Postawić na palnik (średnia moc) i zagotować, cały czas mieszajac drewnianą łyżką. Od momentu zagotowania gotować około 1 mm, mieszajac, aż krem zgęstnieje. Zdjąć z palnika i wmieszać likier (niekoniecznie). Ostudzić, mieszając, bo lubi się formować ‘kożuch’.

Krem wykładamy do upieczonych i wystudzonych tartaletek, na górze układamy świeże owoce.

O Karolku

8 maja 2010 przez Beata

Ostatnio coraz mniej na moim blogu przepisów, są jednak sprawy ważniejsze niż dobre jedzenie.

Dzisiaj chciałam opowiedzieć Wam o kimś niezwykłym. O 12-letnim wspaniałym chłopcu. Nieuleczalnie chorym.

Karolek cierpi na bardzo, bardzo rzadką genetyczną chorobę o nazwie trudnej do wymówienia: zespół ataksja-teleangiektazja. Dotychczas nie wynaleziono na nią lekarstwa. Wraz z upływem czasu choroba się pogłębia, ale przecież jest NADZIEJA. Może uda się wynaleźć lekarstwo, które pozwoli Karolkowi wrócić do zdrowia, albo przynajmniej spowolni postęp choroby.

Zajrzyjcie proszę na stronę Karolka.http://karolpecherz.pl/ Obejrzyjcie koniecznie poruszające filmy, które znajdziecie w Menu głównym , w kategorii: Karolek w mediach. Jeśli możecie, pomóżcie finansowo. Jeśli nie, zostawcie komentarz albo wpiszcie się do Księgi Gości .Słowo otuchy czy sympatii to często więcej niż pieniądze.

Mam do Was jeszcze jedną, ogromną prośbę. Karolek zbiera breloczki do kluczy. Uwielbia je i każdy nowy okaz w kolekcji to dla Niego powód do radości i szczęścia. Tak pomyślałam, że byłoby cudownie gdyby na Dzien Dziecka dostał breloczki pocztą. To nie muszą być rzeczy nowe. Te stare, wrzucone gdzieś do szuflady i już niepotrzebne nadają się znakomicie.    Jeśli macie oczotę i  chwilę czasu, wyślijcie je Karolkowi. Adres znajdziecie na jego stronie w menu głównym, w kategorii : kontakt.Jeszcze raz podaję adres strony

http://karolpecherz.pl/

Bardzo Wam dziękuję!!!