Kuchnia sycylijska – top 17

20 września 2017 przez Beata

Sycylia zawsze była raczej biedną wyspą, dlatego tutejsza kuchnia, choć przepyszna i bardzo zdrowa, nie należy do szczególnie wykwintnych. Proste dania są jednak tak rewelacyjne, że na zawsze zapadają w pamięć.

Przez ponad 300 dni w roku na Sycylii świeci słońce. To właśnie jemu tutejsze owoce i warzywa zawdzięczają pełnię smaku. Pomarańcze są niebywale aromatyczne i słodkie, cytryny smakują bosko, zupełnie inaczej niż te z supermarketu, melony pachną miodem, a z oliwek wytwarza się intensywną w smaku, doskonałą oliwę.  Jednak Sycylia to nie tylko potrawy dla wegetarian. Wody opływające w wyspę obfitują w ryby, stąd w menu  mamy nie tylko droższe mieczniki czy tuńczyki ale też małe, tanie rybki, które można kupić na każdym targu. W Syrakuzach kupiliśmy ich parę kilo i sami zrobiliśmy rybną ucztą z grilla. Smakowały bosko, choć nazw niektórych w ogóle nie znaliśmy.  Są i świetne owoce morza, jest i mięso znakomitej jakości, choć tego ostatniego nie jada się dużo.

Przez wieki, w wyniku podbojów, na Sycylii osiedlały się różne narody. Także im tutejsza kuchnia zawdzięcza swoje bogactwo. Potrawy różnią się w zależności od regionów, na zachodzie makaron często zastępowany jest kuskusem( to zasługa Arabów), na wschodzie , dzięki Grekom , znajdziecie więcej dań z mąki pełnoziarnistej, na południowym-wschodzie królują pomidorki z Pachino, w Marsali wyrabia się słynne na cały świat wino, którego używa się także do przygotowania potraw itd.

A co i kiedy jada przeciętny Sycylijczyk?

Śniadania właściwie nie jada, no bo powiedzcie sami, co to za śniadanie: kawa, a najlepiej kilka kaw i do tego ewentualnie rogalik? Niektórzy lubią  ochłodzić się rano, więc preferują lody podawane w … słodkich brioszkach. Lunch też nie imponuje, najczęściej są to przekąski tupu caponata ( duszone warzywa podawane zazwyczaj na zimno), marynowane w oliwie karczochy lub inne warzywa, sery, ryby, ewentualnie małe danie na ciepło np zapiekanka z bakłażana- parmigiana. Prawdziwa uczta zaczyna się wieczorem. Na kolację je się dużo i długo. Na początek idą przystawki: lekka sałatka, owoce morza itd. Potem pierwsze danie czyli jakiś makaron. Normalny człowiek w tym momencie miałby dosyć, ale dla Włochów to dopiero wstęp do całej uczty. Pora na konkrety czyli danie główne. Może być rybne albo mięsne. Do tego trochę warzyw. Wypełniaczy w postaci frytek , ryżu czy ziemniaków prawie w ogóle się tutaj nie jada. Za nami jakieś 4 tysiące kalorii, a to jeszcze nie koniec. Dobrze jest całość zagryźć pizzą i wykończyć deserem. Wszystko suto zapijamy winem i kawą. Taką kolację zafundowaliśmy sobie 23-go lipca, z okazji urodzin Michała, jeszcze 26-go ją trawiłam:)

A oto przysmaki, których warto spróbować na Sycylii.

1. Arancini– typowy sycylijski street food czyli kulki ryżowe wypełnione nadzieniem, panierowane i smażone w głębokim oleju. Mogą być paskudną bomba kaloryczną, która potrafi cały dzień zalegać w żołądku, ale czasami są poezją smaku. Zawsze kupujcie tylko te, które są smażone na poczekaniu. Jeśli arancini leżą dłużej, przechodzą olejem i robią się niesmaczne. Najpyszniejsze jedliśmy w Erice, tuż przy bramie prowadzącej do miasta. Wybór smaków ogromny, są nawet na słodko! Trzeba było poczekać 5 minut na usmażenie, ale warto!

2. Lody w słodkiej bułce. Niezły zapychacz, ale przepyszny. Ogólne wrażenie zależy nie tylko od smaku samych lodów, ale i bułeczki. Nie może to być wyrób z supermarketu, a prawdziwa, mięciutka brioszka. Najsmaczniejsze jedliśmy w Castellamare del Golfo na głównej ulicy.

3. Kanapka ze śledzioną czyli pane con la milza. Dosyć kontrowersyjny przysmak serwowany w Palermo. Śledzona smażona jest na oleju, a następnie wkładana do bułki. Całość bardzo tłusta. Mojej mamie smakowało, mnie tak sobie, reszta rodziny nie chciała nawet spróbować. Podroby nawet lubię, ale ten olej…O dziwo śledziona była mięciutka, podobna trochę w smaku do wątróbki.

4.Pasta alla Norma– makaron z sosem pomidorowym i bakłażanem posypany startą, wędzona ricottą. Bardzo smaczny. Zwróćcie uwagę na typowy dla Sycylii makaron, busiate. To takie śmieszne loczki, nie spotkałam go w żadnej innej części Włoch.

5 .Pasta con la sarde– rewelacyjny makaron z sardynkami, dzikim koprem i orzeszkami pinii. Specjalność okolic Trapani.

6. Panelle– cienkie placki z mąki z ciecierzycy, smażone i podawane najczęściej w bułce, często razem z krokietami ziemniaczanymi

7. Spagetti ale nero di sepia– makaron na czarno, barwiony atramentem z mątwy lub kałamarnicy, najczęściej z owocami morza, wyrazisty w smaku, pewnie nie wszystkim będzie odpowiadał

8. Canolli– sycylijskie ciasta z ciasta podobnego jak na faworki, nadziewane slodką ricotta, i kandyzowanymi owocami, bardzo dobre

9. Parmigiana di melanzane– bakłażan zapiekany z sosem pomidorowym i serem

10. Grilowany stek z miecznika– odkrycie tegorocznych wakacji, rewelacja

11. Sławne kanapki z targu w Syrakuzach, kupicie je na stoisku Caseificio Borderi. Sa ogromne i pyszne, bierzcie jedną na dwie osoby. Tak bogatego nadzienia nie widziałam jeszcze nigdy.

Tutaj zobaczycie jak, i z czym się je robi

12. Granita,  mrożony deser na bazie soków lub kawy, takie niby lody do picia, dla mnie zazwyczaj za słodka. Najbardziej popularny smak na Sycylii to właśnie kawa

13. Nie wiem czy to specjalność sycylijska, ale w restauracji w Fontane Bianche jedliśmy rewelacyjne malutkie roladki z kurczaka ze skórką pomarańczową, panierowane i smażone na oleju. Na zdjęciu wyglądają jak deser. Podawane są z kawałkami pomarańczy i polane sosem pieczeniowym.

14. Pizza. Dobra ale bez szału, zdecydowanie bardziej smakowała mi w Neapolu i w Rzymie. Może po prostu nie trafiliśmy na taką, która by nas zachwyciła. Ciekawa wersja to ta z sardynkami. Jest też specjalność o nazwie sfincione-, na grubym cieście, najczęściej z sosem pomidorowym, cebulą i anchovies.

15. Krem pistacjowy– mniam! Świetny dodatek do słodkich bułeczek, naleśników itd. Moim zdaniem najpyszniejszy jest wyjadany łyżeczką prosto ze słoika.

 

16.Kuskus z rybą lub owocami morza, specjalność Sycylii Zachodniej

17. Makarony z owocami morza lub rybami. To właśnie je najczęściej wybieraliśmy w restauracjach, wszystkie były znakomite. Na zdjęciu spagetti z małżami.

 

Włoskie lokale mają różne nazwy, to nie tylko restauracje, tak naprawdę zjeść można w wielu miejscach . Przedstawiam mały przewodnik:

Bar – napijecie się tutaj kawy i  zjecie ciastko, deser  bądź niewielką  przekąskę. Zasada jest taka, że najpierw płacimy, a potem jemy

Locanda- mała restauracja znajdująca się przy hotelu lub pensjonacie, najczęściej prowadzona przez rodzinę

Osteria– inaczej gospoda oferująca regionalne potrawy

Ristorante – czyli klasyczna  restauracja. W tego typu miejscach ceny są wyższe, a wystój bardziej elegancki.

Trattoria – jest to rodzaj rodzinnej restauracji, tu możemy mieć pewność, że za piecem nie stoi Chińczyk. Potrawy są tradycyjne, wystrój skromny, ceny niewysokie. To nasz ulubiony typ lokali we Włoszech.

Paninoteca– bar kanapkowy

Enoteca– winiarnia i sklep w jednym oferujący proste przekąski typu sery

Rosticceria- restauracja

Pizzeria – tego chyba nie trzeba tłumaczyć. Zazwyczaj serwuje sie tutaj też makarony.

Travola calda – coś pomiędzy sklepem a lokalem. Kanapki, pizza w kawałkach, dania na wynos itd

Panificio – rodzaj piekarni, w której znajdziecie nie tylko pieczywo, ale także pizzę, czy foccacię

Gelateria- lodziarnia

Pasticceria – cukiernia

Mercato – lokalny targ. Kupicie tu nie tylko owoce i warzywa, ale też proste dania typu street food

Pamiętajcie, że we Włoszech obowiązuje tzw. coperto czyli napiwek doliczany do rachunku za nakrycie stołu. Zazwyczaj jest wysoki i może wynieść nawet 4 euro od osoby, dlatego kawę, drobne przekąski i słodkości najlepiej jeść przy barze.

Na moim drugim blogu: lubimy podróżować, już wkrótce przeczytacie, gdzie można zjeść opisane powyżej potrawy. Podam dokładne adresy i wrzucę fotki z restauracji, barów itd

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz



Pyszne muffinki kokosowo malinowe

18 września 2017 przez Beata

Zapraszam na pyszne muffinki kokosowe z malinami i kremem. Prawdę mówiąc nawet bez niego smakują świetnie, ale czy nie wyglądają ślicznie z białym kremem i maliną na górze?

Składniki na 12 sztuk:

150 g masła miękkiego

1 szklanka cukru

1 szklanka mąki pszennej

1/2 szklanki mąki ziemniaczanej

3 jajka

1 łyżeczka proszku do pieczenia

1/2 łyżeczki sody

cukier waniliowy

3/4 szklanki kokosu

maliny 3-4 do jednej muffinki

Wszystkie składniki z wyjątkiem malin lekko zmiksować, do połączenia. Przełożyć do formy na muffinki wyłożonej papilotkami. Do każdej muffinki włożyć 3-4 maliny. Piec ok. 18 minut w temp. 180 stopni- stopień wypieczenia sprawdzić patyczkiem

Krem

250 ml śmietany kremówki

1 serek mascarpone

2 łyżki cukru pudru

Wszystkie składniki umieścić w misie i ubijać do zgęstnienia. Wyłożyć na muffinki, udekorować malinami

Chłodnik najlepszy

7 września 2017 przez Beata

Dzisiaj zapraszam na jeszcze jedną typowo letnią potrawę czyli chłodnik na bazie zsiadłego mleka lub kefiru. Podobno najbliższy weekend ma być ciepły i słoneczny, będzie więc świetną okazją, by smaczną zjeść zimną zupę. Mój chłodnik jest bogaty w dodatki, bo bardzo lubię, gdy jest w nim dużo do chrupania. Łatwo go przygotować i jest bardzo zdrowy!

Już wkrótce zapraszam do poczytania o pysznej i zdrowej  kuchni sycylijskiej.  A jeśli chcecie się dowiedzieć, jakie jest najpiękniejsze miasteczko na Sycylii, zajrzyjcie TUTAJ.

Składniki:

pęczek botwinki  z buraczkami

posiekany koperek- 2 łyżki+ kilka gałązek do dekoracji koperku

4 ogórki zielone gruntowe pokrojone w plasterki

1l kefiru lub zsiadłego mleka

1 kalarepka pokrojona w kosteczkę

pęczek rzodkiewki pokrojonej na plasterki

sól,pieprz

jajka na twardo

ser feta

Z botwinki obciąć buraki, obrać je, pokroić w kostkę i gotować ( najlepiej w bulionie)aż będą miękkie. Pod koniec gotowania włożyć liście botwinki, kilka zostawić do dekoracji. Całość odcedzić, wystudzić. Zsiadłe mleko wlać do garnka, dodać ugotowane buraczki, botwinkę, koperek, ogórki, kalarepkę, rzodkiewki. Całość doprawić do smaku solą i pieprzem. Przelać do miseczek, na górze ułożyć jajka i posypać pokruszoną fetą. Zupę podawać mocno schłodzoną i przybraną gałązkami koperku i małymi świeżymi listkami botwinki.

Arbuzada na pożegnanie lata

5 września 2017 przez Beata

Od wczoraj do pracy chodzę w rajstopach, dla mnie oznacza to, że lato się skończyło. Prognozy pogody też nie dają nadziei na powrót ciepłych i słonecznych dni. O 19 30 jest już ciemno. A pomidory na targu zaczynają drożeć…Zbliża się jesień niestety, a tak by się chciało zatrzymać lato jeszcze na trochę. Dobrze że wciąż jeszcze można kupić arbuzy, brzoskwinie czy maliny. Cieszmy się nimi, bo za chwilę się skończą, a na kolejne przyjdzie nam czekać wiele miesięcy.

Dziś na pocieszenie arbuzada czyli  lemoniada z arbuzem. Jest pyszna, nieprzesłodzona i poprawia humor. Spróbujcie!

Składniki na ok 3 porcje:

1 kg arbuza , obranego i bez pestek

1/2 cytryny

1/2  limonki

liście mięty

miód do smaku

Arbuz miksujemy i przelewamy do dzbanka. Dodajemy pokrojone w plasterki cytrusy, dosładzamy do smaku modem. Ja nie słodziłam, bo mój arbuz był bardzo słodki. Podajemy z dużą ilością lodu i listkami mięty.

 

Hummus doskonały

1 września 2017 przez Beata

Lubicie hummus? Ja uwielbiam i mogłabym jeść go codziennie. Hummus może być pozbawioną smaku i zapachu breją albo prawdziwą poezją smaku. Nigdy nie kupujcie go marketach. Znam kilka osób, które po spróbowaniu hummusu znanej marki specjalizującej się w produktach rybnych stwierdziły, że więcej tego paskudztwa nie zjedzą. Zrobienie pysznej pasty z ciecierzycy w domu nie jest trudne, ale trzeba przestrzegać paru zasad, by była naprawdę smaczna. No i konieczny jest niezawodny przepis. Ja korzystam z receptury ze znanej krakowskiej hummusowni A mama musi. Ich humusy są po prostu idealne. Jak będziecie na krakowskim Kazimierzu zajrzyjcie tam koniecznie! Bardzo polecam wypróbowanie różnych wariantów smakowych.  A póki co zróbcie porcję w domu.

– 20 dag suszonej ciecierzycy (namoczonej przez noc)

– 10 dag pasty tahini (ziarna sezamu zmielone z olejem sezamowym, oliwą i wodą, można ją kupić zrobić własnoręcznie – przepis poniżej

– 2 zmiażdżone ząbki czosnku

– oliwa extra vergin

– 2 łyżki soku z cytryny

– zmielony kumin- do smaku , ja daję ok pół płaskiej łyżeczki

– woda

– sól morska

Namoczoną wcześniej ciecierzycę odcedź i gotuj około 2 godzin na małym ogniu. Dodaj do niej łyżeczkę soli morskiej. Gdy będzie zupełnie miękka, tzn da się łatwo rozcierać w palcach, odcedź i zmiksuj w blenderze. Dodaj pastę tahini, czosnek, sok z cytryny i oliwyę ( ok 2 łyżki), jeśli trzeba, dodaj nieco wody źródlanej, ja zazwyczaj dodaję 2 łyżki. Na końcu dodaj uprażony, zmielony kumin. Hummus możesz przechowywać w lodówce trzy dni.

Wersje smakowe:

czosnkowa- dodaj małą  główkę czosnku upieczonego w piekarniku( w folii)

pomidorowa-dodaj kilka pomidorów suszonych

paprykowa- z upieczoną wcześniej w piekarniku papryką, obraną ze skórki

pikantna- z płatkami chilli

Pasta tahini:

10 czubatych łyżek ziaren sezamu

2 łyżki oliwy extra vergin lub innego oleju

2 łyżki oleju sezamowego

woda źródlana

Aby przygotować około szklanki pasty, upraż na patelni sezam wsypując go na suchą, rozgrzaną patelnię. Cały czas mieszając podgrzewaj go, aż lekko się zarumieni i zacznie intensywnie pachnieć. Uważaj, aby go nie przypalić, bo będzie gorzki i niejadalny. Przesyp do miseczki, ostudź. Wsyp do blendera i stopniowo dodając olej i oliwę, zmiksuj na jednolitą masę. Jeśli będzie za gęsta (ma mieć konsystencje gęstego ciasta na naleśniki) dodaj wodę.Ja zazwyczaj dodaję kilka łyżek.  Gotową pastę możesz przechowywać kilkanaście dni w słoiku w lodówce.

Tort malinowo-jagodowy

23 sierpnia 2017 przez Beata

Od jakiegoś czasu głównie podróżujemy. Zaraz po powrocie  z Sycylii ( relacja tutaj) przepakowaliśmy się i pojechaliśmy w Bieszczady. Dopiero od tygodnia jesteśmy u siebie. Usiłuję teraz ogarnąć tysiąc spraw równocześnie: generalne porządki w domu, który nie był sprzątany przez miesiąc, doprowadzenie ogródka do stanu używalności, robienie przetworów( ostatnio przerobiłam 30 kg pomidorów) i prowadzenie dwóch blogów. Nie najlepiej mi idzie, bo doba jest za krótka. Za to dzisiaj mam dla Was przepis na pyszny i bardzo efektowny tort. Zróbcie go koniecznie teraz, póki są świeże maliny,  z jagodami pewnie będzie już problem, ale możecie zastąpić je borówką amerykańską. Wbrew pozorom tort robi się szybko i prosto. Wystarczy jednego dnia upiec biszkopt, a drugiego przełożyć go dżemem  i śmietaną z owocami. No i na koniec ładnie ozdobić. Może spróbujecie go upiec na koniec wakacji?

 

Składniki na biszkopt: tortownica o śr 24 cm   ( pieczemy dzień wcześniej)

  • 7 jajek w temp. pokojowej
  • 1 szklanka drobnego cukru do wypieków
  • 1 szklanka mąki pszennej tortowej
  • 1/3 szklanki mąki ziemniaczanej

Dno tortownicy wykładamy papierem do pieczenia, boków niczym nie smarujemy, inaczej ciasto opadnie. Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni. Żółtka oddzielamy od białek. Białka ubijamy na pianę, a następnie stopniowo dodajemy cukier,, ciągle ubijając. Następnie, miksując dodajemy po jednym żółtku . Odstawiamy mikser i dodajemy po łyżce obie przesiane mąki, ale ciasto mieszamy już tylko szpatułką. Robimy to bardzo delikatnie! Gotową masę przelewamy do tortownicy. Pieczemy ok 35- 40 minut. Odstawiamy i dopiero następnego dnia wyjmujemy z formy i robimy tort.

Masa śmietankowa:

500 ml śmietany kremówki 36%

500 g serka mascarpone

1 cukier waniliowy

6 łyżek cukru pudru

Wszystkie składniki wkładamy do miski i ubijamy do momentu aż powstanie gęsty krem.

Dodatkowo:

1 słoik dżemy do przełożenia( malinowy lub truskawkowy)

ok 25 dkg maln

ok 25 dkg jagód

migdały w płatkach

Krem śmietankowy dzielimy na 3 części. Do jednej dodajemy 2/3 malin, do drugiej 2/3 jagód. Resztę owoców zostawiamy do dekoracji. Biszkopt przekrawamy na 3 części. Możecie go nasączyć, ale ja w przypadku kremów na bazie śmietany tego nie robię. Na pierwszy blat wykładamy połowę dżemy i  jeden krem, na to dajemy drugi blat, resztę dżemu i drugi krem. Tort smarujemy z góry i boków pozostałym kremem , tym bez owoców. Dekorujemy boki zrumienionymi płatkami migdałów, a górę tortu ozdabiamy owocami.

Ważna uwaga!

Jeśli chcecie, by owoce na górze tortu dłużej zachowały świeżość i lepiej się trzymały, zanurzcie je na chwilę w galaretce przygotowanej na połowie wody podanej w przepisie.

Tort przechowujemy w lodówce. Podajemy po co najmniej 5 godzinach od przygotowania.

 

Pozdowienia z Sycylii

23 lipca 2017 przez Beata

Tegoroczne wakacje spędzamy na Sycylii. Zaczęło się nie najlepiej, bo od otaczających nas pożarów. Jeśli macie ochotę poczytać o tej pięknej wyspie, to zapraszam na LUBIMY PODRÓŻOWAĆ.

Galette z nektarynkami,malinami i lawendą

19 lipca 2017 przez Beata

Dawno nie jadłam ciasta, które tak bardzo by mi smakowało, właściwie to cała rodzina się nim zachwyciła. Zjedliśmy je niemal całe na raz.Przepis jest niezwykle prosty, nawet nie trzeba mieć żadnej formy do pieczenia. Skorzystałam z przepisu na nie, który kiedyś podała Dorota na Moich Wypiekach, ale zrobiłam inne nadzienie. Spód to ciasto kruche z dodatkiem kefiru, dzięki któremu staje się niezwykle elastyczne. Świetnie się z nim pracuje. Nadzienie to szczyt prostoty: obrane i pokrojone na plasterki nektarynki,trochę malin i kwiaty lawendy. Całość obłędna!

Składniki:

  • 240 g mąki pszennej
  • 140 g masła, schłodzonego
  • szczypta soli
  • 3 łyżki cukru pudru
  • 80 ml maślanki/kefiru, zimnego

Nadzienie

  • 5 nektarynek obranych i pokrojonych na plasterki
  • ok 25 malin
  • kilka gałązek kwiatów lawendy

Wszystkie składniki na kruchy spód posiekać nożem, następnie wyrobić i szybko zagnieść . Z ciasta uformować kulę, owinąć ją folią spożywczą, schłodzić w lodówce przez 30 – 60 minut minut. Dużą blachę wyłożyć papierem do pieczenia.Schłodzone ciasto rozwałkować na grubość 3 – 4 mm na kształt koła( nie musi być idealne) , delikatnie podsypując mąką. Przenieść na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Nektarynki ułożyć na cieście ok 3 cm od brzegu  tak, by plasterki ciasta lekko na siebie zachodziły. Rozłożyć maliny i kwiaty lawendy. Następnie brzegi ciasta założyć do środka, lekko je zlepiając (by nie odkleiły się podczas pieczenia). Ciasto na brzegach można posmarować roztrzepanym jajkiem.Piec w temperaturze 200 stopni C przez około 35 – 40 minut, do ładnego zrumienienia.

Przy okazji zapraszam na mój drugi blog. Poczytajcie o przeuroczym hiszpańskim miasteczku Cadaques . Zapraszam na lubimy podróżować