Życie bez glutenu – wyznania bardzo osobiste

24 lipca 2015 przez Beata

Nie jestem osobą wylewną, nie mam zwyczaju opowiadać o swoich problemach nawet bliskim osobom, nowe znajomości traktuję z dystansem, a pewne tematy są dla mnie zawsze tabu. Zwłaszcza, gdy chodzi o moje zdrowie. Po prostu nie lubię opowiadać o swoich dolegliwościach ani tym bardziej martwić bliskich. Dzisiejszy wpis będzie wiec bardzo osobisty i uwierzcie mi, wiele czasu minęło, żebym zdobyła się na napisanie o tym wszystkim.

Jak pewnie wiecie, jestem, a raczej byłam na diecie bezglutenowej.

Problemy trawienne  rozpoczęły się  prawie 6 lat temu, tuz po urodzeniu Julki. Zaparcia na zmianę z trwającymi kilka dni biegunkami, koszmarne,skurczowe bóle brzucha, czasem tak sile, że nie potrafiłam się wyprostować,  chodziłam zgięta z bólu jak staruszka, bolesne wzdęcia( 6 tabletek espumisanu dziennie nie pomagało), do tego  przelewania w brzuchu tak głośne, że wszyscy w towarzystwie je słyszeli i kłucia w lewym boku na wysokości pępka Jako że jestem raczej odporna na lekarzy i lekarstwa, na wadze nie traciłam, nie krwawiłam z przewodu pokarmowego,   po raz pierwszy poszłam do lekarza dopiero, gdy do moich problemów dołączyły się koszmarne bóle żołądka, czyli po wielu miesiącach. Gastroskopia  wykazała nadżerkowe zapalenie żołądka. Dieta, a przede wszystkim tabletki controloc pomogły na żołądek, ale problemy jelitowe nie znikły, wręcz przeciwnie, nasiliły się. Na dodatek pojawiły się problemy skórne, z którymi nigdy wcześniej nie miałam do czynienia. Numerem jeden okazały się swędzące, czerwone ślady pojawiające się po najmniejszym dotknięciu skóry. Po wizycie u dermatologa okazało się, że jest to dermografizm czerwony, czyli pokrzywka zaliczana do chorób autoimmunologicznych, nieuleczalna.  Julce bardzo się to spodobało, ciągle pytała czy może narsować mi na udzie serduszko albo gwiazdkę.  Trudno, uznałam, że trzeba jakoś z tym żyć. Mąż żartował, że musi być odtąd bardzo grzeczny, bo jeśli tylko podrapię się po plecach i zadzwonię na niebieską linię, wszyscy uznają, że mnie biczował. Na dodatek zaczęły pojawiać się inne problemy skórne nie związane z chorobą.  Tak mijały lata. Z derografizem nauczyłam się funkcjonować( co 2- 3 dni brałam telfast), ale  problemy jelitowe stawały się coraz bardziej dokuczliwe. W końcu popadłam w psychiczne przygnębienie i zaczęłam szukać pomocy u lekarzy. Cztery wizyty u gastrologów w ciągu trzech miesięcy( jeden  lekarz z nfz, trzech prywatnych) nie wniosły niczego nowego. Wszyscy orzekali, że cierpię na zespół jelita drażliwego. Dla mnie to żadna diagnoza, bo niby z jakiego powodu mam ten zespół i jak się to leczy?Kiedy, gastrolodzy nie wiedzą, co powiedzieć,  diagnozują zespół jelita drażliwego Usłyszałam, że nie tego się nie leczy, a jedynie łagodzi środkami typu debridat.

Wtedy zaczęłam szukać pomocy na różnych forach w internecie, próbowałam nawiązać kontakt z osobami, które miały te same dolegliwości. I tak przyszło olśnienie! A może szkodzi mi gluten?

Pod koniec października ubiegłego roku odstawiłam wszelkie produkty zbożowe i nagle poczułam się zdrowym człowiekiem. Mniej więcej po tygodniu od wyeliminowania zbóż z diety  moje problemy jelitowe zupełnie znikły, a dermografizm stał się na tyle mało uciążliwy, że zaczęłam brać jedną tabletkę na 7- 10 dni.

Spokojnie mijały miesiące. W tym czasie schudłam parę kilo. Nie chciało mi się  piec dla siebie bezglutenowego chleba, więc rzadko jadłam pieczywo, makarony i dania mączne nigdy mnie specjalnie nie kręciły, nie miałam więc na nie najmniejszej ochoty. Tak sobie błogo żyłam, aż do Wielkiej Soboty tego roku. Wielkanoc zawsze spędzamy u moich rodziców, ale w sobotę robimy w domu taką prawie świąteczną, wypasioną kolację. Była chałka, baba drożdżowa i inne pyszności. Zjadłam i ja, bo pomyślałam,że parę dni z glutenem mi nie zaszkodzi. Problemy zaczęły się po około trzech godzinach. Biegunka i ból brzucha taki, jak przy najgorszej jelitówce.  W ruch poszły medykamenty: stoperan, espumisan, iberogast, controloc  i verdin complexx. Jakoś przetrwałam Wielkanoc u rodziców, chociaż glutenu już nie tknęłam.

W lipcu tego roku, tuż przed wyjazdem do Włoch, postanowiłam zrobić eksperyment czyli po trochu wprowadzać gluten do mojej diety.  Miałam ochotę na prawdziwą włoską pizzę, a na dodatek nie chciałam komplikować życia sobie i moim bliskim na wakacjach.  Do tego czasem słyszałam, że to jakieś dziwactwo odstawić gluten po tym jak się go jadło przez czterdzieści lat i nie szkodził. Sama zaczęłam mieć w końcu wątpliwości, może sama wmawiam sobie te problemy?Jakieś dwa tygodnie przed wyjazdem zaczęłam stopniowo wprowadzać gluten do mojej diety. Zaczęłam od centymetra kwadratowego chleba, ilość tę codziennie zwiększałam. Spektakularnych sensacji zdrowotnych nie było, wydawało mi się nawet na początku, że jest całkiem ok, łagodne wzdęcia i pobolewania brzucha uznałam za prawie normalne. Niestety, po miesiącu  jedzenia zbóż wszystkie wcześniejsze problemy powróciły. Bez tabletek na dermografizm nie jestem w stanie wytrzymać więcej niż trzy dni, a bóle brzucha budzą mnie nawet w nocy. Mniej dokuczliwym skutkiem są dodatkowe centymetry w pasie, wyglądam jak w piątym miesiącu ciąży. Wracam więc do diety bezglutenowej, na której czuję się zdrowo i lekko.

I tu parę uwag dla osób, które borykają się z problemami jelitowymi, a wciąż słyszą jedynie, że to zespół jelita drażliwego, nietolerancja laktozy albo inne dolegliwości, które nie mają związku z rzeczywistością. Zróbcie sobie tygodniową próbę i odstawcie wszelkie produkty zawierające gluten. Po tym czasie powinniście odczuć znaczną poprawę, jeśli jej nie ma , przyczyn dolegliwości należy szukać gdzie indziej.

Jeszcze jedna uwaga, niektórzy uważają, że jeśli przejdą z produktów glutenowych na ich bezglutenowe zamienniki, to schudną. Niestety, tak to nie działa. Mąka ryżowa, kukurydziana czy inna bezglutenowa tuczy tak samo. Jeśli chcemy żyć zdrowiej,  ograniczyć gluten w naszej diecie,  a przy tym zgubić parę kilo, musimy zmniejszyć znacząco ilość węglowodanów, nawet jeśli pochodzą z produktów bezglutenowych. To oznacza prawie całkowitą rezygnację z pieczywa, makaronów itd, nawet jeśli  nie zawierają glutenu.

Polecam świetną książkę:Dieta bez pszenicy ( Davis William), która dała mi wiele do myślenia nie tylko w kwestii mojego odżywiania , ale i całej mojej rodziny.

Ja mam wrażenie, że lekarze w Polsce nie mają w większości pojęcia, o co chodzi z tym glutenem, łatwiej im zapisać jakieś medykamenty, niż zastanowić się nad problemem i poszukać jego przyczyn. Dieta bezglutenowa to wciąż dla nich wiedza tajemna, żaden z czterech gastrologów, których odwiedziłam, nawet mi jej nie  zasugerował.

Nie zniechęcacie się słowami: gluten nie może szkodzić, skoro bez problemu tolerowaliście go przez wiele lat. Może. Celiakia czyli nietolerancja glutenu diagnozowana jest u dzieci w pierwszych latach życia, nadwrazliwość na gluten u osób dorosłych między 35 a 45 rokiem życia. Częściej u kobiet. Przyczyny nie są znane, ale niektórzy lekarze sugerują, że winne mogą być zmiany hormonalne. Coś w tym chyba jest, bo moje problemy zaczęły się po ciąży z Julką.

Bez glutenu da się żyć i powiem Wam, że to całkiem fajne życie!



Bajeczne kotlety z cukinii, puree z marchewki i cukinia smażona z mięta i chilli

24 lipca 2015 przez Beata

 

IMG_0898

Cały obiad z własnego ogródka. No prawie cały, bo pieczarki i kiełki kupiłam w sklepie, a suszone grzyby miałam jeszcze z ubiegłorocznych zbiorów. Same warzywa, prawdziwa uczta dla wegetarian i wszystkich, którzy, tak jak my,  po prostu lubią lekkie, bezmięsne  dania idealne na upały.IMG_0926

Ciepło lato i codzienne, obfite podlewanie ogródka przyczyniło się do bardzo obfitych plonów.  O cukiniach już pisałam, ale także wiele innych warzyw jest gotowych do zbiorów. Marchewka zaszalała i ma już korzenie 10-cio centymetrowe. Po raz pierwszy kupiłam nasiona na taśmie i powiem Wam, że to był strzał w dziesiątkę. Marchew jest dorodna i nie wymagała przerywania. Szpinak właśnie cały zjedliśmy, wczoraj posiałam nowy. Papryczki chilli maja już sporo owoców i jeszcze więcej kwiatów. Co roku sieję je z nasion , staram się zawsze, żeby to były rożne gatunki. Na razie owocują tylko te klasyczne długie chilli, liczę ze i inne odmiany wkrótce wydadzą owoce. U taty w Wiśle pięknie zaowocowało  już czarne , małe chilli, a przecież klimat w górach jest znacznie chłodniejszy.  Za kilka dni zbierzemy pierwsze pomidory, od których aż uginają się gałęzie. Mirabelka też już cudnie żółciutka. Ach, no i nie uwierzycie, ale nasza maleńka figa, która rośnie w donicy, ma jeden owoc!

IMG_0919

Pewnie teraz myślicie, że jestem właścicielką niezłych hektarów, niestety, nasz ogród ma tylko 250 m kwadratowych, nad czym bardzo ubolewam, bo chętnie uprawiałabym  warzywa i owoce na znacznie większym terenie. Kiedyś sadziliśmy głównie rośliny ozdobne, od paru lat nasz ogródek przechodzi metamorfozę, posadziliśmy 5 krzewów porzeczek, 6 malin, morelę, brzoskwinię i jabłoń.  Mamy śliwkę mirabelkę, cukinie, dynie,poziomki, marchew, pory,sałatę, rukolę, czarną rzepę, kapustę pak choi, jarmuż, szpinak mnóstwo papryczek chilli, bakłażany tajskie, które pięknie kwitną, czy zaowocują , to się okaże i całe mnóstwo  i ziół. A jeszcze zostało miejsce na kwiaty, tuje, funkie w kilku odmianach, cudnie kwitnące clematisy, datury i oleandry,małe poletko lawendy i mój ukochany wiąz „Camperdownii”, który tworzy cudowny parasol . Jest i oczko wodne, wielki grill i pawilon ogrodowy :) Na trawnik tez starczyło miejsca. IMG_0843

Nasi przyjaciele i rodzina zawsze zachwycają się mikroklimatem panującym na naszym ogródku.  U nas zawsze jest o kilka stopni cieplej niż wszędzie wokół. Ogródek leży na południowej stronie i jest otoczony wysokim murem, dzięki temu często zdarza się , że grillujemy  w krótkich spodenkach i koszulkach z krótkim rękawem, a gdy wychodzimy na drugą stronę domu, ubieramy bluzy i dżinsy.

IMG_0934

Uwielbiam nasz ogródek, nie wyobrażam sobie życia bez kawałka ziemi, w której mogę grzebać :)

No i właśnie dzięki zbiorem z naszego małego poletka powstał wczorajszy obiad. Mówię Wam, niebo w gębie! Niewielki wysiłek, a rodzina zachwycona. Julka nie mogła się oderwać od cukiniowych kotletów z sosem grzybowym!

IMG_0904

Na początek przepis na kotlety;

Składniki

70 dkg cukinii

1 szklanka czerwonej soczewicy

4-5 łyżek płatków ryżowych

sól, pieprz

2 ząbki czosnku

1 łyżka ziół prowansalskich

1 jajko

opcjonalnie 1 łyżka mąki pszennej

Cukinię ścieramy na tarce o drobnych oczkach, odstawiamy na 10 minut i odsączamy na sitku.

Soczewicę gotujemy w osolonej wodzie aż do miękkości( potrwa to ok 10 minut), odsączamy na sitku i rozgniatamy na papkę. Dodajemy do cukinii, mieszamy całość z przyprawami, jakiem i płatkami ryżowymi. Gdyby masa była za rzadka dodajemy jeszcze płatki albo mąkę. Formujemy zgrabne, niezbyt grube kotlet i smażymy na niewielkiej ilość oleju  .

Sos grzybowy:

30 dkg pieczarek drobno pokrojonych

1 mała cebulka

łyżka masła

150 ml śmietany kremówki

sól, pieprz

1 łyżka suszonych i zmielonych w młynku na proszek grzybów

Na maśle podsmażamy drobno pokrojoną cebulkę, dodajemy pieczarki, całość dusimy kilka minut. Dodajemy śmietanę, przyprawy i proszek grzybowy. Gotujemy ok 10 minut. Sosem polewamy kotlety.

IMG_0906

Puree z marchewki:

6 dużych marchewek

1 łyżka masła

1 łyżeczka kuminu mielonego

1/2 łyżeczka mielonego imbiru

1 łyżka miodu

sól, pieprz

Marchewkę gotujemy do miękkości, miksujemy na dosyć gładka masę.Dodajemy przyprawy i  podsmażamy  parę minut na maśle.

m

 

Smażona cukinia z chilli i mięta

3 cukinie pokrojone na kawałki

2 ząbki czosnku drobno posiekane

1 drobno posiekana papryczka chilli

garść posiekanych liści mięty

1 łyżeczka ziół prowansalskich

sól, pieprz

oliwa

Cukinię podsmażamy na oliwie, dodajemy pozostałe składniki i całość smażymy przez ok 10 minut.

Danie przybrałam kiełkami cebuli, szpinakiem i liśćmi oraz kwiatami nasturcji, które są przepyszne.

 

Tarta z kwiatami cukinii

22 lipca 2015 przez Beata

IMG_0842

W kompostowniku i kilku  wielkich pojemnikach posadziłam parę odmian cukinii i dynie, plony przeszły moje najśmielsze oczekiwania. Co tydzień zbieram kilka kilogramów cukinii. Na dynie przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać, ale niewielkich owoców jest już sporo. Ubocznym , choć bardzo smacznym, produktem są kwiaty, które jemy w najróżniejszej postaci. Tak dynie jak i cukinie mają kwiaty żeńskie, z których wyrastają warzywa i męskie, z których nic nie wyrośnie. Te drugie idealnie nadają się do smażenia, nadziewania, na rozmaite tarty,a nawet do makaronów. Kwiaty trzeba rozchylić i wyciąć pręciki, sprawdzić czy nie ma w nich jakiś mieszkańców, a potem można wykorzystać do różnych potraw. U nas były już nadziewane ricottą i smażone w cieście do temupry. Ostatnio zrobiłam z nimi  pyszną, szybką tartę na francuskim cieście. Niewiele roboty, a efekt gwarantowany. Polecam!

IMG_0864n

Składniki:

Gotowe ciasto francuskie na maśle

250 g sera ricotta

2 jajka

starty parmezan

1 czerwona cebula

2 młode cukinie

kilkanaście kwiatow cukinii lub dynii

świeży tymianek

suszone oregano

sól, pieprz

IMG_0873m

Formę wyłożyć ciastem francuskim. Ciasto nakłuć widelcem i podpiec przez 10 minut w temp. 180  Ricottę zmiksować z jajkami, oregano, tymiankiem, solą i pieprzem. wyłożyć na podpieczony spód. Cebulkę pokroić na cienkie plasterki, ułożyć na cieście. Na górze ułożyć cukinię pokrojoną na plasterki, kwiaty cukinii, posypać startym parmezanem i gałązkami tymianku. Piec ok 25 minut w temp180 st.

IMG_0892

IMG_0838

 

Libreria Acqua Alta w Wenecji- jedna z najpiękniejszych księgarń na świecie

14 lipca 2015 przez Beata

 

IMG_0758

Jeśli kochacie książki i stare, klimatyczne  antykwariaty, musicie kiedyś zajrzeć do księgarni Acqua Alta w Wenecji. Na wielu portalach dotyczących literatury można przeczytać, że jest to najpiękniejsza księgarnia na świecie. Czy najpiękniejsza to rzecz gustu, na pewno najbardziej niezwykła, jaką widziałam. Nie jest łatwo do niej trafić, gdyż leży na uboczu głównych atrakcji miasta, ale na pewno warto nadłożyć drogi.

Miejsce jest magiczne. Nie liczcie na to, że znajdziecie tu książki skatalogowane według autorów, w Acqua Alta  panuje artystyczny nieład, woluminy leżą jedne na drugich, półki aż uginają się od ich ciężaru. Część książek znajduje się w umywalkach, wannach, a nawet w gondoli. Można znaleźć pozycje całkiem nowe, ale większość to wydania sprzed wielu lat. Bardzo sympatyczny i towarzyski właściciel chętnie opowiada o najcenniejszych książkach i oprowadza po księgarni.

Miejsce jest także niezwykłe pod względem architektonicznym, to nie jedna czy dwie duże sale, ale cały szereg małych pomieszczeń wyłożonych książkami pod sufit. Ciekawostką są tez schody  zbudowane z książek, które prowadzą do małego punktu widokowego. Schody zostały zrobione z książek zniszczonych podczas powodzi, niestety acqua alta czyli wysoka woda już wiele razy zniszczyła cudowny księgozbiór. Dodatkową atrakcją są koty wylegujące się na półkach, wszystkie były bezdomne, przygarnął je właściciel.

To jedna z niewielu księgarń w Wenecji,prawie wszystkie zostały zamknięte. Turyści chętniej kupują kiczowate pamiątki niż książki. Jeśli będziecie w Acqua Alta kupcie jakiś drobiazg, tak by miejsce mogło się utrzymać. Ja upolowałam parę gazet kulinarnych z ciekawymi przepisami sprzed kilku lat.

Liberia Acqua Alta :Sestiere Castello, 5176/B, 30122 Venezia, Włochy

IMG_0713

IMG_0715

IMG_0720

IMG_0729

IMG_0760

IMG_0723

IMG_0714

Chioggia

12 lipca 2015 przez Beata

DSCF6069

 

Chioggia, mniej okazała siostra Wenecji, to pełne uroku miasteczko położone nad kanałami. Słynie z ryb, które dostarczane są  do całego regionu Veneto i nazwisk Boscolo i Tiozzo , które nosi prawie 1/4 mieszkańców. Większość pięknych budynków wznosi się nad głównym kanałem – Canale Vena. Śliczne miejsce, pełne urokliwych kawiarni i restauracji. Warto tu przyjechać na kilkugodzinną wycieczkę.

We Włoszech znaleźliśmy się dosyć nieoczekiwanie. Na dłuższy urlop wyjeżdżamy dopiero w sierpniu, ale pomyśleliśmy, że fajnie byłoby pojechać z moimi rodzicami na kilka dni nad polskie morze. Z paru dni nad Bałtykiem zrobił się tydzień nad Adriatykiem, na dodatek w  licznej, bo aż 10-cio osobowej grupie rodzinnej:)

Plaża, słońce, leniwe spacery, włoskie lody, wino, capuccino i dużo leniuchowania, czego chcieć więcej?

DSCF6066

DSCF6080

DSCF6095

DSCF6092

DSCF6091

DSCF6084

DSCF6070

Tort „Wakacje”- przepis

28 czerwca 2015 przez Beata

IMG_0580

Zawsze mi się wydawało, ze upieczenie piętrowego tortu to arcytrudna sztuka, która na dodatek wymaga specjalnych akcesoriów kuchennych. Teraz już wiem, że to całkiem łatwe i każdy, kto piecze tradycyjne jednopiętrowe torty, poradzi sobie bez problemu. Nie ma też potrzeby kupowania drogich gadżetów, jedyne co wam będzie potrzebne to podkładka tekturowa pokryta warstwą nieprzepuszczjąca wilgoci np taka:

indeks

 

Do tego potrzebne będą słomki do napojów, te o szerszej średnicy.

Ciasto jest oczywiście dosyć czasochłonne,  dlatego najlepiej rozłożyć sobie pracę na dwa dni. Pierwszego dnia pieczemy krązki biszkoptowe, drugiego robimy krem, składamy tort i dekorujemy go.

Przejdźmy do szczegółów:

Robimy dwa biszkopty, ja  skorzystałam z przepisu Doroty na biszkopt rzucany.

Biszkopt 1, o średnicy 28 cm:

8 jajek

300 ml cukru

300 ml mąki pszennej

100 ml maki ziemniacznej

 

Białka oddzielić od żółtek, ubić na sztywną pianę (uważając, by ich nie ‚przebić’). Pod koniec ubijania dodawać partiami cukier, łyżka po łyżce, ubijając po każdym dodaniu. Dodawać po kolei żółtka, nadal ubijając.

Do masy jajecznej wsypać przesianą mąkę. Delikatnie wymieszać do przy pomocy szpatułki lub rózgi kuchennej, by składniki się połączyły. Składniki wmieszane szpatułką spowodują, że biszkopt będzie bardzo puszysty i wypełni formę wyrastając do wysokości jej boków. Wymieszanie składników szpatułką jest również metodą najbezpieczniejszą, nie należy mieszać przy pomocy miksera.

Tortownicę o średnicy 23 cm wyłożyć papierem do pieczenia (samo dno), nie smarować boków. Delikatnie przełożyć ciasto, wyrównać. Piec w temperaturze 160 – 170ºC przez około 35 – 40 minut lub do tzw. suchego patyczka.

Gorące ciasto wyjąć z piekarnika, z wysokości około 30 – 40 cm upuścić je (w formie) na podłogę, wystudzić w temperaturze pokojowej. Wystudzony, przekroić na 3 blaty.

Biszkopt o śr 18 cm

3 duże jajka

0,5 szklanki cukru( 125 ml)

0,5 szkl. maki pszennej

40 ml maki ziemniaczanej

Białka oddzielić od żółtek, ubić na sztywną pianę (uważając, by ich nie ‚przebić’). Pod koniec ubijania dodawać partiami cukier, łyżka po łyżce, ubijając po każdym dodaniu. Dodawać po kolei żółtka, nadal ubijając.

Do masy jajecznej wsypać przesianą mąkę. Delikatnie wymieszać do przy pomocy szpatułki lub rózgi kuchennej, by składniki się połączyły. Składniki wmieszane szpatułką spowodują, że biszkopt będzie bardzo puszysty i wypełni formę wyrastając do wysokości jej boków. Wymieszanie składników szpatułką jest również metodą najbezpieczniejszą, nie należy mieszać przy pomocy miksera.

Tortownicę o średnicy 23 cm wyłożyć papierem do pieczenia (samo dno), nie smarować boków. Delikatnie przełożyć ciasto, wyrównać. Piec w temperaturze 160 – 170ºC przez około 25 minut lub do tzw. suchego patyczka.

Gorące ciasto wyjąć z piekarnika, z wysokości około 30 – 40 cm upuścić je (w formie) na podłogę, wystudzić w temperaturze pokojowej. Wystudzony, przekroić na 3 blaty.

Teraz musimy przygotować podkładkć pod mniejsze ciasto, w związku z czym wycinamy z niej koło o średnicy 19 cm.

Gdy już mamy upieczone biszkopty robimy krem( najlepiej kolejnego dnia). Właściwie sprawdza się wszystkie kremy maślane, budyniowe i na bazie serka mascarpone. Jeśli zdecydujecie się na bitą śmietanę, dodajcie do niej żelatyny, bez niej śmietana będzie za miękka i tort może się zapadać.   Ja zrobiłam ptasie mleczko z dodatkiem pokrojonych żelków miśków Haribo. Podaję przepis:

1 litr smietany kremówki

3 łyzki cukru pudru

1 opakowanie żelków- miśków

2 galaretki o dowolnych  smakach( u mnie malinowa i brzoskwiniowa)

Każdą galaretkę rozpuszczamy w 250 ml wody ,studzimy i czekamy, aż zacznie lekko zastygać. Zelki kroimy na pół i dzielimy na dwie porcje.

Ubijamy śmietanę, dodajemy cukier puder

Dzielimy śmietanę na dwie porcje: większą i mniejszą   Do każdej porcjii osobno dodajemy jedną  galaretkę miksując przy tym na najniższych obrotach.  Teraz każdą masę  dzielimy na trzy części.

Większy biszkopt przekładamy 2/3 masy , do której dodajemy połowę żelków. Słomki( 7 sztuk) docinamy na wysokość ciasta i jedną wbijamy w sam srodek, a pozostałe wokół niej. Teraz na środu naszego tortu ukladamy przycięta podkladkę. Mniejszy tort układamy na niej , przekładając go drugiej 2/3 masy z dodatkiem żelków. Teraz pozostałymi masami ( bez żelków)smarujemy tort z zewnątrz, wyrównując go przy tym.

Pozostaje już tylko dekoracja. Ja użyłam do niej masy cukrowej, z której Marta zrobiła pszczółki, kwiatki i liście,gotowych dekoracji cukierniczych , malin, poziomek i borówek amerykanskich, oraz listków melisy i kwiatków: lawendy i bratków. Jeśli chcecie, by owoce użyte do dekoracji długo zachowały świeżość zanurzcie je na chwilę w galaretce rozpuszczonej w 200 ml wody. Dzięki temu będa się też lepiej trzymać tortu. Świeze kwiatki i liście układamy na torcie przed samym podaniem.

 

 

 

 

 

Tort „Wakacje”

26 czerwca 2015 przez Beata

IMG_0581

Tort „Wakacje”upieczony został na zakończenie  pierwszego etapu edukacji  dla Julki i całej grupy przedszkolaków. W założeniu miał być kolorowy, radosny, owocowo- kwiatowy i taki był.  Dzieci były zachwycone, wychowawczyni wzruszona. Nie obyło się bez łez.

Nie znoszę rozstań, pożegnań, zwłaszcza, gdy kończy się coś naprawdę dobrego. Cóż, dzieci rosną tak szybko, mamy je tylko na chwilę, a potem puszczamy w świat. Piszę to i z perspektywy matki i nauczycielki. Pożegnanie kolejnych maturzystów  czy gimnazjalistów jest dla mnie chwilą zawsze bardzo wzruszająca. Na szczęście Ci ostatni zazwyczaj kontynuują naukę w naszym liceum, co nie zmienia faktu, że chwila rozstania i tak nadejdzie.

Za dwa miesiące Julka pójdzie do szkoły. Kiedy tych sześc lat minęło? Wciąż mi się wydaje taka malutka, a od września ruszy z tornistrem na plecach po nową życiową przygodę. Co pozostaje nam rodzicom, nauczycielom i wychowawcom? Dać dzieciom korzenie i skrzydła!

IMG_0578

Po przepis na tort zapraszam już jutro, a teraz biegnę do pracy wręczyć moim uczniom świadectwa i pożegnać Ich przed wakacjami.

Kapias- Ogrody do Zwiedzania- Goczałkowice

19 czerwca 2015 przez Beata

IMG_0465

Z Siemianowic do Goczałkowic jest około 40 kilometrów, kilka razy w roku przez Goczałkowice jeździmy do Wisły, a mimo to nigdy wcześniej  nie byliśmy w Ogrodach Kapias, a nawet o nich nie słyszeliśmy. Miejsce jest zachwycające. Pierwsze, niewielkie  ogrody założone zostały w 1979 roku, od tamtej pory rozrosły się nieprawdopodobnie. Cały teren dzieli się na dwie części: starą i nową, a te z kolei na malownicze zakątki o wdzięcznych nazwach np ogród zachodzącego słońca, włoskie patio, cieniste wzgórze, labirynt itd. Przygotujcie się kilkugodzinny spacer, bo każde miejsce jest urocze. Wszędzie można odpocząć na ślicznych ławeczkach, w bajecznych altanach czy nad malowniczymi stawami, a dzieci z pewnością zechcą poszaleć  na placu zabaw czy przejść labirynt, w którym naprawdę można się zgubić. Na miejscu jest też elegancka restauracja, bar szybkiej obsługi, lodziarnia. Można za niewielkie pieniądze zjeść smaczny obiad, napić się kawy czy piwa. No i jest wielkie centrum ogrodnicze, fantastycznie zaopatrzone. Dla mnie, miłośniczki ogrodnictwa, to najlepsze miejsce na zakupy, jakie dotychczas w Polsce widziałam. Wstęp do samych ogrodów jest bezpłatny.

My wybraliśmy się tam sporą ekipą, bo aż 13-osobową. Pogoda była cudowna, wiec udało nam się spędzić w Ogrodach Kapias bardzo miły dzień. Bardzo, bardzo polecam!!!

Lokalizacja
ulica św. Anny 4
43-230 Goczałkowice-Zdrój

Kontakt

: +48 667 777 292
: sklep@kapias.pl
: www.kapias.pl
Dostępność
: cały rok
IMG_0403
IMG_0513
IMG_0407
IMG_0416
IMG_0432
IMG_0440
IMG_0451
IMG_0411
IMG_0459
IMG_0478
IMG_0469
IMG_0485
IMG_0521
IMG_0533
IMG_0500