Las Palmas

26 sierpnia 2016 przez Beata

IMG_6b406

Stolica Gran Canarii to jedyne większe miasto na wyspie. Mieszka w nim prawie 400 tysięcy ludzi czyli połowa wszystkich mieszkańców. Muszę przyznać, że Las Palmas mnie rozczarowało. Podczas wjazdu do centrum mija się koszmarnie brzydkie bloki z lat 70-tych, a dalej mamy jeszcze brzydszy port, w którym prócz kontenerowców  stoją platformy wiertnicze. Ogółem chaos.

Wiedziałam, że Las Palmas nie jest specjalnie piękne, ale liczyłam na to, że przynajmniej Vegeta, najstarsza dzielnica będzie interesująca. Nie była. Poza kilkoma ciekawszymi budynkami, w tym Muzeum Kolumba i Katedrą św. Anny nie widziałam nic ładnego. Na dodatek Vegeta jest raczej zaniedbana, wszędzie odrapane budynki i jak zwykle pustki. Nie ma ani mieszkańców ani turystów. Brakuje jej zupełnie atmosfery.

IMG_6375

IMG_6945

IMG_6936

Najbardziej w las Palmas podobał mi się  najstarszy w mieście hotel Catalina i otaczający go park z wieloma fontannami.

IMG_6983

IMG_7014

Ludzie w końcu się znaleźli, byli w Triana czyli dzielnicy handlowej. To dosyć przyjemne miejsce z dziesiątkami sklepów i kawiarenek.Milo jest usiąść w jednej z nich i zjeść takie cukiernicze cuda. Przepyszne!

IMG_6963

IMG_6959

Las Canteras z kolei to plaża typowo miejska. Jej największą zaletą jest długość, prawie 3 kilometry. Niestety otoczona jest brzydkimi budynkami z czasów generała Franco , które odbierają jej cały urok. Można znaleźć  tu kilka zabytkowych bbudynkow, niestety to nieliczne perełki. W internecie można przeczytać opinie, że Las Canteras ma biały piasek i błękitną lagunę i w ogóle jest zachwycającą plażą. . No, jeśli tak to ja jestem daltonistką. Według mnie piasek jest ciemnożółty, a woda raczej szarogranatowa.

IMG_7024

IMG_7038

IMG_7054

Kawałek za Las Canteras  , już na cyplu La Isleta , znajduje się  dzika plaża  z wysokimi falami. To mekka serferów.

IMG_6605

Las Palmas ma jeszcze dwie plaże,  jedną czarną, przy wjeździe do miasta , tuż przy autostradzie. Druga ma  piasek żółty, ale znajduje się tuż przy porcie, więc mamy  stąd „oszołamiający” widok na kontenerowce. W sumie obie niegodne uwagi.

Jeśli planujecie wyjazd na Gran Canarię i chcecie zobaczyć ładne i interesujące miejsca, to koniecznie wybierzcie się gdzieś dalej niż tylko do stolicy.

My jutro wracamy do kraju. Wakacje były  bardzo udane, ale najlepszym miejscem na świecie jest NASZ DOM.



Gran Canaria- część północno-zachodnia

24 sierpnia 2016 przez Beata

IMG_6795

Tym razem pojechaliśmy na północny-zachód wyspy. Najpierw autostradą na zachód, a następnie krętą drogą przez góry.

IMG_j6631

Po drodze, kilka kilometrów  za Mogan, minęliśmy  azulejos czyli kolorowe skały.

IMG_6772

Dalej droga wiedzie  wzdłuż oceanu, ale bardzo wysoko nad nim. Widoki są piękne, dostrzec można nawet  Teneryfę, która przy dobrej widoczności wydaje się być bardzo blisko.

IMG_6776

W końcu dojechaliśmy do Agaete i Puerto de las Nieves. To pierwsze miasto nie zrobiło na   nas większego wrażenia, za to  biało- błękitne Nieves jest całkiem ładne. Do niedawna słynęło one z Dedo de Dios czyli skały o nazwie Palec Boży. Niestety parę lat temu w wyniku erozji „palec” odpadł i pozostała zwyczajna skała.

IMG_6786

Później pojechaliśmy na przyjemny cypel Sardina del Norte z ładną latarnią morską.

IMG_64dd27

Kolejne miasta po drodze : np. Galdar czy  Guia nie wyróżniają się niczym szczególnym . Pomiędzy nimi znajduje się Cenobio de Valeron czyli największy kompleks grot skalnych na wyspie. Nie wiadomo do czego służyły, jedni uważają, że to były spichlerze, inni, że cele klasztorne.

Za to w ślicznym, wysoko położonym  Firgas znajdziecie  coś wyjątkowego. Środkiem miasteczka spływa kaskadowy strumyk, który ma symbolizować tutejszą wodę mineralną o właściwościach leczniczych. Z jego boku  ustawiono śliczne ławeczki pokryte ceramicznymi kafelkami, ręcznie malowanymi. Każda z nich symbolizuje inną gminę wyspy i przedstawia jej  najciekawsze miejsca. Nieco powyżej kaskady zaprezentowano wszystkie wyspy archipelagu, ukazując ich flagi, herby , symboliczne miejsca oraz ich trójwymiarowe modele . Bardzo ciekawy pomysł na rozpowszechnienie informacji na temat Wysp Kanaryjskich, a na dodatek  miasteczko zyskało na urodzie. Całość urocza!

IMG_6821

IMG_6816

IMG_6836

IMG_6839

IMG_6845

IMG_6824

Cumbre- najwyższe góry Gran Canarii

21 sierpnia 2016 przez Beata

IMG_6641

Po  obfitym obiedzie ( to błąd! ) ruszamy w Cumbre czyli wysokie góry położone w centralnej części wyspy. Przezornie z dziewczynami  bierzemy lokomoitiv, który ja , głupia,popijam piwem ( kolejny duuuży błąd). Przed nami droga o  długości 65 km ( w jedną stronę), jak informuje nawigacja, powinniśmy pokonać ją  w  niecałe dwie godziny. Zakręty rozpoczynają się jakieś 7 km za Maspalomas. Od samego patrzenia na trasę  wyświetloną przez GPS kręci mi się w głowie. Nie ma na czym skupić uwagi, bo otaczają nas łyse jak głowa filmowego Kojaka góry. Zakręt, przepaść, skała,  zakręt, przepaść i tak w kółko.IMG_6652

W końcu dojeżdżamy do malowniczo położonej wioski Tejeda. Idziemy na spacer, biorę jeszcze jeden lokomotiv i pomału mój żołądek się uspokaja.

IMG_6657

IMG_6663

Naszym celem jest Artenara, najwyżej położona wioska na Gran Canarii. Pokonujemy kolejny tysiąc zakrętów. Gdy tylko dojeżdżamy na miejsce , wpadamy w zachwyt. Co za  widok! Przed nami rozpościera się szeroki i  głęboki na kilkaset metrów kanion, aż zapiera dech w piersiach. Wioska też  jest oszołamiająca. Z jednej strony otacza ją urwisko, z drugiej zielony sosnowy las należący do rezerwatu przyrody Tamadaba. Nad miastem góruje figura Chrystusa niczym z Rio.No prawie.

gc271210_006artenara

Otacza nas niewiarygodna przestrzeń, wyżej nie ma już nic.

IMG_6680

IMG_6682

Wielu  mieszkańców  Atrenary żyje  w domach wydrążonych w skałach. Czasem przed wejściem jest niewielki taras, czasem mała przybudówka, wszystko zadbane i kolorowe.

IMG_6681

IMG_6704

IMG_6713

Jest nawet wydrążona w skale kaplica patronki miasta, Matki Boskiej Grotnej.

IMG_6685

IMG_6688

Uważa się ją także  za opiekunkę rowerzystów i muzyków.   Mamy niesamowite szczęście, trafiamy na święto patronki . Z tej okazji  odbywa nocny koncert artystów z całej wyspy, pokaz tańców ludowych, procesja , a nawet wyścig rowerowy. To ostatnie nie mieści mi się w głowie.  Rozumiem ścigających się kolarzy w Beskidach, Bieszczadach, nawet w Tatrach, ale nie  w Cumbre! Tutaj nawet trzy rowery  mają  problem jechać obok siebie, a co dopiero cały peleton. Na dodatek  droga pnie się czasem pod kątem 25 stopni. Nie mamy niestety okazji tego zobaczyć, bo wyścig odbył się wcześniej. To nic, właśnie zaczynają się koncerty. Na niewielkim placu głównym rozbrzmiewa tak piękna muzyka, że mam gęsią skórkę. Jest cudownie, chwilo trwaj! Rozważamy nawet z mężem czy nie zostać w Altenarze do późnej nocy, ale zwycięża rozsądek. Trzeba przecież wrócić do hotelu, a po ciemku to byłoby bardzo trudne. Na wąskich, krętych górskich drogach nie ma żadnych  latarni.

IMG_6722

IMG_6724

W końcu wracamy, ale inną drogą niż przyjechaliśmy. Poniżej Tejedy odbijamy w kierunku Mogan. Krajobraz zupełnie się zmienia, wszędzie rosną kanaryjskie sosny, jest bardzo zielono. Po drodze mijamy malownicze sztuczne zbiorniki. Jeszcze parę lat temu były to całkiem spore jeziora, ludzie biwakowali na ich brzegach. Obecnie poziom wody jest zastraszająco niski.

IMG_6729

Jest śliczne, ale droga przyprawia mnie prawie o palpitacje serca.   Jeśli wcześniej myśleliśmy, że jedziemy wąską i krętą drogą, to byliśmy w błędzie. Teraz naprawdę jest wąsko! .Na dodatek drewniana barierka pamięta pewnie czasy generała Franco, a w wielu miejscach w ogóle jej nie ma. Zazwyczaj na zakrętach albo nad urwiskami.

IMG_6732

IMG_6736

Wąska droga  zwęża się jeszcze bardziej, gdy rośnie na niej jakaś sosna, której nie wycięto, gdyż jesteśmy na terenie parku krajobrazowego. Momentami mam obawy czy się zmieścimy na szosie.Dobrze, że wypożyczyliśmy niezbyt duże auto.  Pełni wrażeń docieramy w końcu do hotelu. To był cudowny dzień.

Gran Canaria- północny-wschód

19 sierpnia 2016 przez Beata

IMG_6541

Północna Gran Canaria to zupełnie inne krajobrazy niż na południu. Jest znacznie bardziej zielono, prócz palm, kaktusów i różnych innych  sukulentów, rosną też kanaryjskie sosny, eukaliptusy, a miejscami nawet coś w rodzaju trawy. Na niewielkich tarasowych polach uprawia się rośliny użytkowe.

W części północno-wschodniej znajduje się sporo ładnych  wiosek i miast. My wycieczkę zaczęliśmy od największego krateru na wyspie czyli Caldera de Bandama o średnicy ponad 1000 m i głębokości ponad 200 m. Na dnie kaldery stoi niewielka biała zagroda. Mimo że wulkan jest wygasły, by do niej zejść, potrzebne jest specjalne pozwolenie.

IMG_6436

Następnie pojechaliśmy do Jardin de Canario czyli największego ogrodu botanicznego na Wyspach Kanaryjskich. Ogród powstał ponad 60 lat temu na stromych zboczach Wąwozu Guinguada. Posadzono w nim rośliny, które można na wyspach spotkać w naturze: gigantyczne kaktusy, palmy, sosny. Są też niewielkie jeziorka, malownicze zakątki, tajemnicze groty itd. Bardzo fajne miejsce! Mnóstwo zabawy i wygłupów, zwłaszcza że każdej rośliny można dotknąć, ale z pewnością nie w przypadku każdej jest to wskazane.

IMG_6466

IMG_6456

IMG_6480

IMG_6503

IMG_6501

IMG_6512

IMG_6483

Potem ruszyliśmy w góry, naszym celem było słynne miasteczko Teror, ale zatrzymaliśmy się w uroczej małej miejscowości Santa Brigida. Dobrze zrobiliśmy, bo ta ostatnia, choć zupełnie nieznana, okazała się zachwycająca. Kolorowe kanaryjskie domy, ładny kościół i przepiękny widok na dolinę, to jej największe atuty.

IMG_6527

IMG_6528

IMG_6529

IMG_6534

IMG_6526

W końcu dotarliśmy drogą o stu zakrętach do Teroru. Lokomotiv konieczny! Teror to miasteczko jak z widokówki, z pewnością jest ono kwintesencją kanaryjskiej architektury. Niewielka starówka skupiona jest przed Bazyliką Matki Boskiej Sosnowej, która jest dla Kanaryjczyków tym, czym dla Polaków Częstochowa. 8 września 1481 roku Matka Boska ukazała się ośmiu pasterzom. Po jej zniknięciu pasterze zobaczyli sosnę, a w niej figurkę Maryji. By upamiętnić tamte wydarzenia wybudowano bazylikę, najstarsza jej część pochodzi z XV wieku. Miasteczko jest urocze i przepięknie położone.

IMG_6551

IMG_6576

IMG_6558

IMG_6572

IMG_6567

IMG_6556

IMG_6579

Na końcu zatrzymaliśmy się na chwilę w Arucas. Piękna, gotycka katedra, prawda? Nic bardziej mylącego, katedra pochodzi z polowy XX wieku. W sumie nie mialabym nic przeciw temu, żeby kościoły wciąż budowano w tym stylu. Architektura współczesna do mnie nie przemawia.

IMG_6595

Wszędzie gdzie jedziemy, zadziwia mnie jedno. Gdzie są ludzie? Właściwie jest prawie pusto, co widać na zdjęciach. Mieszkańcy wysp na pewno akurat pracują, ale gdzie są przyjezdni? Czy wszyscy turyści przylatują tu tylko po to by leżeć na plaży i taplać się w  basenie? Gran Canaria naprawdę ma do zaoferowania znacznie więcej niż słońce i ,jak dla mnie wcale nie powalające na kolana, plaże.

 

 

Gran Canaria- wschód i południe

16 sierpnia 2016 przez Beata

IMG_6228

Południowa część wyspy jest bardzo sucha i w miejscach naturalnych  kompletnie pozbawiona roślinności, wygląda to  trochę jak po jakiejś katastrofie ekologicznej. Oczywiście w miastach jest zielono, kwitną kwiaty, rosną palmy i setki egzotycznych okazów flory, ale to wszystko codziennie jest podlewane. Poza miastami mam wrażenie, ze jestem w jednym wielkim kamieniołomie. Wśród tego księżycowego krajobrazu znajduję się urokliwe zielone wąwozy, malownicze wioski i zabytkowe miasta.

Na pewno najciekawsze z nich to Telde, a właściwie dwie jego dzielnice. Pierwsza z nich, Don Juan, jest dosyć znana. Jej centrum stanowi Plaza Don Juan z pięknym kościołem który ma fasadę z 1520 roku. Plac znajduje się w centrum zabytkowej starówki z tradycyjnymi kanaryjskimi białymi lub kolorowymi  domami.

IMG_6301

IMG_6308

IMG_6315

Jednak prawdziwy skarb Telde kryje się kilkaset metrów dalej. Mam na myśli niezwykle urokliwą dzielnicę San Francisco, o istnieniu  której  większość przybywających do miasta turystów nie ma pojęcia. Spacer po San Francisco  to jak podroż w czasie. Labirynt wąskich, wybrukowanych uliczek, śliczne białe domki, tajemnicze zaułki, niewielkie place, mały kościołek, to wszystko tworzy idylliczną atmosferę. Miejsce absolutnie konieczne do zobaczenia na Gran Canarii

IMG_6333

IMG_6316

IMG_6329

IMG_6330

IMG_6332

Wspomniałam o surowych górach, ale jeszcze nic nie napisałam o ślicznych, bardzo zadbanych wioskach jakie znajdziemy w tym rejonie Pierwsza to  elegancka  Santa Lucia z ładnym niewielkim parkiem i tradycyjną zabudową.

IMG_6234

IMG_6231

Druga, która zwróciła moją uwagę  jest mniej okazała, ale bardziej autentyczna.  Temisas, bo niej mowa, ma tarasową zabudowę, gdzieniegdzie rozpadające się stare domy i niesamowita atmosferę. Nie znajdziecie tu żadnych sklepów, jest mała piekarnia, jeszcze mniejszy bar i niewielki kościółek. Są i opuszczone ogrody , w których wciąż rosną drzewa  mangowe. Temisas  została uznana przez Rząd Wysp Kanaryjskich za Tradycyjną Osadę Kanaryjską.

IMG_6345

IMG_6340

A na zakończenie podróży po wschodniej części wyspy perełka przyrodnicza czyli zachwycający wąwóz Guayadeque. Zadziwiające, mimo że opisywany i polecany jest w każdym przewodniku, świeci pustkami. Guayadeque to jeden z najciaśniejszych wąwozów na Gran Canarii, ma ponad 12 kilometrów, ale spokojnie, prawie całą tę trasę można przejechać samochodem. Na dnie doliny dominuje cień, dlatego jest w niej niezwykle zielono. Po drodze znajduje się parę barów, kaplica, parę domów wykutych w skałach i niewielkie muzeum. Na końcu wąwozu znajduje się mała osada, w której wciąż mieszkają ludzie, głównie starsi. Choć do cywilizacji daleko, mają prąd, anteny satelitarne, na nawet garaże. Życie toczy się normalnym rytmem, pranie się suszy, miniaturowy ogródek na skale trzeba podlać, nakarmić kury. Miłośnicy odpoczynku w odosobnionych miejscach mogą   tu nawet  wynająć komfortowy apartament, wykuty w skale oczywiście.

IMG_6196

IMG_6208

IMG_6199

IMG_6210

IMG_6193

Poza tym w tej części wyspy nie ma zbyt wielu atrakcji. Południe, prócz opisanego wcześniej Puerto Mogan tez nie powala na kolana. Wszystkie wakacyjne miasteczka podporządkowane zostały masowej turystyce i są w zasadzie bardzo do siebie podobne.  Na pewno na tym tle wyróżnia się jeszcze Amfi del Mar czyli skupisko hoteli i plaża uważana za najładniejszą na wyspie. Faktycznie plaża, mimo że znajduje się w otoczeniu apartamentowców jest  bardzo ładna. 28 lat temu Bjorn Lyng, milioner z Norwegii postanowił zainwestować w przemysł turystyczny. Znalazł miejsce na swoje hotele, ale nie było tam plaży. Piasek z Sahary uznał za zbyt żółty i gruboziarnisty , wydobywany z dna oceanu przy Wyspach Kanaryjskich za zbyt szary, więc sprowadził go z Bahamów. Dzięki temu powstała biała 300- metrowa plaża i błękitna laguna.  Poznaliśmy tutaj  Polkę, która od lat mieszka na wyspie i  pracuje w hotelu Amfi,  opowiedziała nam o twórcy tego miejsca. Podobno był wspaniałym człowiekiem , swoich pracowników traktował z niezwykłym szacunkiem, pamiętał o ich urodzinach, sprzątaczki traktował na równi z sekretarkami. Niestety, po jego śmierci w 2006 roku kompleks przeszedł w ręce kilkuosobowej spółki i wszystko zmieniło się na gorsze.

IMG_6294

IMG_6291

Warto tu przyjechać nie tylko po to, by zjechać z urwiska  przeszkloną windą i poleżeć na plaży.  Niewiele osób wie, że na terenie hotelu, z zachodniej strony znajduje się piękny ogólnodostępny ogród z fontannami i sadzawkami. Całkiem spory, miło się po nim spaceruje wśród egzotycznych roślin. Jest i sztuczna wyspa w kształcie serca, przystań dla jachtów, centrum handlowe, liczne restauracje i bary. Mnie się Amfi podoba nie  tylko względu na plażę, ale i  na  zieleń, której tu naprawdę nie brakuje.

IMG_6276

IMG_6286

Na dzisiaj to wszystko, jutro ruszamy do stolicy.

IMG_6299

 

 

 

Gran Canaria – moc wrażeń na początek

14 sierpnia 2016 przez Beata

IMG_6054

Od wczoraj  jesteśmy na Gran Canarii. A niewiele brakowało, żeby nas nie było, nie tylko  tutaj, ale w ogóle. Podczas koszmarnego lądowania  w porywistym wietrze, zaczęło nami rzucać  na wszystkie strony. Nie dało się utrzymać maszyny nad pasem startowym. W   ostatniej chwil,  kilkanaście metrów od ziemi,   pilot poderwał  samolot i odlecieliśmy  na drugi krąg. Gdyby mu się nie udało, rozbilibyśmy się. Wszyscy w samolocie krzyczeli, a potem, przy drugiej próbie podejścia do lądowania, mimo że też trzęsło niemiłosiernie, panowała grobowa cisza. Pewnie pasażerowie , tak jak ja, modlili się i w myślach żegnali ze światem. Na szczęście udało się, jesteśmy. Wciąż w lekkiej histerii i z trzęsącymi się rękami, ale cali i zdrowi. Chyba jeszcze długo będziemy dochodzić do siebie. Nie uwierzycie, ale jeszcze w powietrzu,  liczyłyśmy z Martą wszystkie  nasze loty i doszłyśmy do wniosku, że jak dotychczas nie mieliśmy  żadnych negatywnych doświadczeń związanych z podróżowaniem samolotem. No cóż, lot 38 dostarczył nam wrażeń …Mam   świadomość, że pilot uratował nam życie. Chyba nikt z pasażerów mu nawet nie podziękował, ale wszyscy  byliśmy w kompletnym szoku. Wśród łez, uścisków  i  dziękczynnych modłów  drżącym głosem powtarzaliśmy : już dobrze, żyjemy.

Dzisiaj już nieco ochłonęliśmy i ruszyliśmy na zwiedzanie wyspy.  Wypożyczyliśmy samochód na całe 14 dni, bo nie wyobrażamy sobie siedzenia w jednym miejscu. Mamy zamiar nie tylko zobaczyć największe atrakcje, ale dotrzeć do miejsc, w których turyści nie bywają.

IMG_6028

Na początek poszła najbliższa okolica. Jesteśmy  na południu,  w Maspalomas. Największą  atrakcją tego miejsca są ruchome wydmy, naprawdę spektakularne. Można się na nie wspiąć, sturlać z nich, podglądać  ptaki nad słonym jeziorem, które, podobnie jak część wydm, stanowi rezerwat przyrody. Kapitalne miejsce. Oczywiście można się też wykąpać w oceanie,  całkiem  ciepłym, a w pobliżu latarni morskiej zaskakująco spokojnym.

IMG_6038

IMG_6042

IMG_6044

IMG_6043

Maspalomas wygląda jak Sahara i wielu filmach wydmy odegrały taką rolę. Brakuje tylko wolno posuwającej się karawany…

IMG_6057

Miedzy wydmami znajduje się  plaża  dla naturystów, ale golasy nic sobie nie robią z wydzielonego terytorium i chodzą wszędzie. Jeśli myślicie, ze można zobaczyć jakieś „ ciacho,” to od razu mówię, że nic z tego. Średnia wieku 65, a wagi 105. Nie wstawię żadnej fotki,bo jeszcze zostanę oskarżona o szerzenie pornografii.

Po południu pojechaliśmy do urokliwego Puerto Mogan. Kiedyś była to rybacka wioska, a obecnie jest to najładniejsze wakacyjne miasteczko  na Gran Canarii.  Nie ma tutaj wysokich hoteli, a wszystkie apartamenty utrzymane są w tym samym stylu. Na dodatek Puerto Mogan tonie w kwiatach, ma śliczny port,  ładne kanały  i  mosty. Bardzo nam się spodobało i na pewno pojedziemy tam jeszcze  na wieczorny spacer.

IMG_6121

IMG_6129

IMG_6086
IMG_6127

IMG_6107

IMG_6136

IMG_6137

Potem zajrzeliśmy do enklawy dla bogaczy czyli Pasito Blanco. To przyjemne miejsc położone jest tylko 5 kilometrów od Maspalomas, ale niewiele osób o nim wie, dlatego panuje tam cisza i spokój. Tym bardziej, że na teren  osiedla samochodami mogą wjeżdżać  tylko jego mieszkańcy. Zostawiliśmy więc auto  na drodze dojazdowej i poszliśmy na spacer. Pasito jest ładne i o dziwo, całkiem gustowne. Ma śliczny  port, piękne ogrody i oferuje dużo cienia.   Zafascynowała nas zielona trawa, której na wyspie suchej jak rodzynki  nie ma prawie wcale. Zaczęliśmy się nawet z Arturem zastanawiać, ile rocznie kosztuje utrzymanie tych trawników, gdy Julka oznajmiła: zobaczcie ta trawa jest  sztuczna! Faktycznie, co najmniej połowa okazała się plastikowa…Tak czy inaczej warto tu przyjechać, odpocząć od tłumów turystów.

IMG_6141

IMG_6148

IMG_6147

IMG_6154
IMG_6160

IMG_6161

Sztuczna trawa

IMG_6164

IMG_6167

A na zakończenie dnia daliśmy się zrobić w balona.  Z naszego hotelu widać w oddali kościół,  atrakcyjny, biały, w kanaryjskim stylu. Trochę mnie to dziwiło, bo nie słyszałam o żadnych zabytkowych kościołach w okolicy Maspalomas. Pojechaliśmy go zobaczyć z bliska i ku naszemu zdziwieniu na miejscu okazało się, że to …hotel.Znajduje się w Meloneras, gdzie można zobaczyć sporo hoteli o nietypowej architekturze.

IMG_6172

Jutro wybieramy się w głąb wyspy.

 

Dżem z mirabelek ( bez drylowania)

12 sierpnia 2016 przez Beata

IMG_5971

W naszym ogródku rośnie jedna mirabelka. Mąż od dawna chce ją ściąć, bo jak mówi  robi bałagan i jest brzydka, ale ja ją lubię. Po pierwsze daje dużo cienia, a po drugie mamy mirabelki! Tych malutkich śliwek kupić już dzisiaj prawie nie można, wprawdzie często  rosną dziko, niestety zazwyczaj  przy ruchliwych drogach. Póki co drzewo u nas zostaje.

Dżem z mirabelek jest pyszny, kwaśno- słodki. Oczywiście drylowanie tych malutkich owoców byłoby koszmarem, więc radzę sobie bez tego. Po prostu ugotowane śliwki przecieram przez niezbyt drobne sito, pestki na nim zostają, a cala reszta trafia do garnka. Ten dżem robię z dodatkiem żelfiksu, mirabelki zawierają mało pektyn i kiepsko żelują. Dżem jest świetny, ale podczas gotowania trzeba uważać, łatwo się przypala, więc wymaga częstego mieszania. Mój nieco się skarmelizował, dlatego ma kolor pomarańczowy zamiast żółtego.

3 kg mirabelek

1 kg cukru

3 opakowania żelfiksu 3:1

Mirabelki płuczemy i przebieramy odrzucając te z brązowymi plamkami. Wkladamy do garnka i wstawiamy na piec. Gotujemy wolno, często mieszając. Mniej więcej po 40 minutach śliwki staną się miękkie i niektóre pestki zaczną z nich wypadać. Wtedy pora na przecieranie przez sitko. Gdy już pozbędziemy się pestek, stawiamy śliwki ponownie na piecu, dodajemy cukier, zagotowujemy i dodajemy żelfiks zgodnie z przepisem na opakowaniu. Gorący dżem przelewamy do wyparzonych słoików. Pasteryzujemy pól godziny w wodzie albo w piekarniku nagrzanym do 30 stopni. Polecam te drugą metodę, jest zupełnie bezproblemowa. Ja już żadnych przetworów nie pasteryzuję w wodzie.

Kalafior pieczony z ananasem

11 sierpnia 2016 przez Beata

IMG_5942

Uwielbiam takie dania! Mnóstwo warzyw,  wyraziste przyprawy, a do tego pyszny sos. Coś wspaniałego. Przepis znalazłam w książce Jamiego Oliwera. Bardzo sobie cenię jego kuchnię, jest zdrowa, niezbyt kaloryczna i niezwykle smaczna. Tym razem zaintrygowało mnie połączenie kalafiora z ananasem i muszę przyznać, że to absolutny strzał w dziesiątkę. Fantastyczne, lekkie, wakacyjne danie. Jak to w indyjskich daniach bywa, lista składników jest dosyć długa, ale potrawa bardzo prosta do wykonania.

4-5 porcji

2 kalafiory

mały ananas

po  1 łyżce gorczycy i kopru włoskiego

1 puszka ciecierzycy-400 g

30 g migdałów w płatkach

sól i pieprz do smaku

 

sos:

łyżeczka kurkumy

1 łyżeczka curry

1/2 pęczka kolendry

kawałek imbiru-ok 3 cm

1 cytryna

2 łyżki chatneyu z mango lib innego

200 g jogurtu naturalnego

11 papryczka chilli

do podania placki chapatti albo ryż

Piekarnik nagrzać do 200 st. kalafiory pokroić na duże różyczki, gotować w posolonej wodzie ok 6-8 minut. odcedzić, wrzucić do brytfanki.Ananas obrać i pokroić na kawałki o boku ok 3 cm. dodać do kalafiorów, doprawić koprem i gorczycą.Piec pod przykryciem ok 30 minut. Po tym czasie dodać ciecierzyce i migdały,doprawić solą i pieprzem, przemieszać i piec odkryte jeszcze ok 10 minut.

Sos:

Kurkumę i curry podpiec na suchej patelni. Przesypać do blendera, dodać chutney, sok z cytryny, drobno starty imbir, połowę kolendrę r i jogurt,  zmiksować na gładką masę. Kalafior posypać drobno posiekaną chilli i resztą kolendry. Podawać z sosem i plackami chapatti albo ryżem.