Książki dla dzieci w wieku 6-8 lat

19 marca 2017 przez Beata

Ostatnio prawie wszystkie blogerki kulinarne, które mają dzieci w wieku przedszkolnym lub wczesnoszkolnym zamieszczają wpisy na temat wartościowych książek dla młodych czytelników, więc wręcz nie wypada żebym ja , matka trojga , nie napisała nic  na ten temat. Wprawdzie starsza dwójka( student i tegoroczna maturzystka) już dawno wyrosła z tego typu lektur, ale Julka dopiero rozwija swoją pasję czytelniczą, więc mogę powiedzieć, że jestem w tym temacie na bieżąco.

Oczywiście dzieci mają różny gust, jedne wolą książki przygodowe, inne fantastyczne a jeszcze inne naukowe. W większości przypadków odmienne lektury spodobają się dziewczynkom i chłopcom,  trudno więc polecić jakiś jeden kanon. U nas sprawa jest dosyć oczywista, Julka lubi mądre historie, najlepiej zabawne, z życia wzięte. Uwielbia też historie o wróżkach. Baśni nie znosi, a na całą, typowo dziewczęcą, serię o Martynce obie mamy jakąś alergię. Owszem ilustracje są w niej piękne, ale język pochodzi chyba z lat dwudziestych ubiegłego wieku!. Na dodatek wszystko strasznie wyidealizowane i patetyczne! Brrr…

Dzisiaj chciałam polecić Wam kilka książek, które Julka wprost uwielbia i choć z niektórych trochę już wyrosła, wciąż lubi do nich wracać.

1.Seria G. Kasdepke  o uczuciach czyli „Kocha, lubi , szanuje”, „Tylko bez całowania”, „Horror czyli skąd się biorą dzieci” i ” Drużyna pani Miłki”. W sumie to książki dla przedszkolaków, ale z pewnością spodobają dzieciom nieco starszym. Bohaterowie to grupa bystrych 6- latków i ich wychowawczyni , nieco rozmarzona ale pełna świetnych pomysłów pani Miłka.  Przyznam, że ta seria skradła serca całej nasze rodzinie. W mądry i przystępny sposób w dwóch pierwszych pozycjach autor mówi o uczuciach takich jak wstyd, gniew, zazdrość czy nuda , a na dodatek podsuwa dzieciom i dorosłym pomysły, jak sobie z nimi radzić. W części pt:” Horror czyli … ” poruszony zostaje temat ciąży pani Miłki . Dzieci najpierw zastanawiają się, co połknęła ich wychowawczyni , a potem snują domysły na temat skąd się biorą dzieci. Może kupuje się je na allegro? Oczywiście w końcu pojawia się  wyjaśnienie, które kolegom z grupy przekazuje rezolutny Bodzio. Chłopczyk   tłumaczy wszystko bez skrępowania,  w bardzo prosty sposób. Skrepowani są jedynie dorośli, na przykład dyrektorka przedszkola. Nie wszystko wyjaśnione jest dokładnie, to my rodzice powinniśmy wytłumaczyć naszym pociechom całą resztę spraw związanych z seksualnością, ciążą i porodem.  W ostatniej części pani Miłka się martwi, czy zdąży porozmawiać z dziećmi przed porodem o takich uczuciach jak szacunek czy odwaga. Lektura całego cyklu zapewni dzieciom  sporo rozrywki, sama chwilami   zaśmiewałam się do łez.

2. Scherrer: Mała Nina. Tą książeczkę kupiłyśmy właściwie przypadkiem. Julka dostała bon do Matrasa. Przypomniało nam się o nim podczas zakupów, a że miałam go w portfelu , weszłyśmy do księgarni. Mała Nina od razu wpadła nam w ręce, spodobał nam się opis z okładki. Nina ma 8 lat i mieszka w Niemczech, jej rodzice są rozwiedzeni. Do klasy chodzi z muzułmanami i ewangelikami, sama ma wkrótce przystąpić do sakramentu komunii. Jest samodzielna, ale przede wszystkim jest normalnym, nie wyidealizowanym dzieckiem. Dostaje słabe oceny, gubi różne rzeczy, zdarza jej się kłamać, a przy tym jest inteligentna i ma bujną wyobraźnię. Przygotowania do pierwszej komunii sprawiają, że dziewczynka zaczyna stawiać mnóstwo pytań, nie zawsze wygodnych dla dorosłych. Książka wywołała mały skandal, bo jest w niej opis hostii, która zostaje  przydepnięta butem. Oczywiście rozległy się głosy oburzenia, była nawet jakaś petycja, żeby wycofać ją z rynku i inne tego typu bzdury. Rozumiem, że uczucia religijne niektórych osób mogły zostać obrażone, ale nie zapominajmy, że bohaterka to jedynie 8- letnia dziewczynka, która wyniosła hostię z kościoła, bo chciała mieć Boga w domu. Jak dla mnie książka jest urocza, będziecie pękać ze śmiechu, ale też ocierać łzy wzruszenia. Bardzo polecam.

3.Mira Lobe : Babcia na jabłoni. To opowieść o chłopcu, który nie ma prawdziwej babci, obie nie żyją. Ale od czego jest wyobraźnia? Andi wymyśla więc sobie  babcię zupełnie niezwykłą, taką która mieszka na drzewie, poluje na tygrysy, ma magiczny samochód. Jest  zupełnie szalona i na wszystko chłopcu pozwala. Dzięki niej Andi przeżywa niezwykłe przygody, ale to tylko wyobraźnia…Mimo że bohaterem jest chłopak, ta zabawna książka z pewnością spodoba się również dziewczynkom. to piękna historia o przyjaźni i niesieniu bezinteresownej pomocy.Pojawi się też w końcu prawdziwa babcia, ale nie chcę zdradzać szczegółów.

4. Grzegorz Kasdepke : Rózga. Kornel ma 8 lat, mieszka z mamą i jej przyjacielem, Witkiem, którego nie znosi. Marzy o psie, ale gdy o niego prosi, dostaje jedynie smycz. Musi trzy razy dziennie wychodzić z niewidzialnym psem na spacer i karmić go. To taki sprawdzian odpowiedzialności, jeśli Kornel przejdzie go pozytywnie, być może Witek zgodzi się na prawdziwego psa. Chłopczyk jest uparty i postanawia przetrwać całą próbę, nadaje nawet swojemu „psu” imię, Rózga. Spacery ze smyczą stają się przyczyną kpin ze strony kolegów, ale też okazją do zawarcia przyjaźni z sympatycznym starszym panem. To najkrótsza z proponowanych przeze mnie książek,  za to najbardziej wzruszająca. Cudowna.5. Seria Disneya o wróżkach.  Egmont. Zdecydowanie dla dziewczynek. Julka nie przepada za księżniczkami, ale Dzwoneczek i całe towarzystwo z Przystani elfów to jej bezgraniczna miłość. Każda książeczka z serii poświęcona jest innej wróżce, dzięki czemu mamy okazję poznać bliżej nie tylko bohaterki pięknych filmów o Dzwoneczku, ale też zupełnie inne postacie. Jak to w świecie wróżek,  przygoda goni przygodę. Cała seria jest pięknie wydana i ma śliczne ilustracje.6. Mizielińscy:Mapy i Mapownik wydawnictwa Dwie Siostry. New York Times umieścił  Mapy- niezwykłą książkę polskich autorów na liście sześciu najciekawszych książek dla dzieci  wydanych w 2013 roku. To  nie tylko zbiór zwykłych map, ale wspaniałe opowieści o różnych zakątkach świata. Dzięki nim dziecko  poznaje również kulturę i historię. A  Mapownik to taki blok z różnymi zadaniami, który  pozwala  na przykład tworzyć wymyślone kraje. Gwarantowana zabawa i nauka na długie tygodnie.

Teraz zapytacie, czy Julka te wszystkie książki przeczytała sama? Nie, większość przeczytała jej Marta albo ja. U Julki z czytaniem to różnie bywa, Czasem brakuje jej zapału, czasem narzeka, że litery są za małe, a ona właśnie jest zmęczona. Ale zazwyczaj jak już zacznie czytać, to nie potrafi skończyć. Zdarza się, że po 45 minutach trzeba jej wyrywać książkę z ręki. Najważniejsze żeby rozwijać w dzieciach pasję czytania, podsuwać im różne lektury, nie tylko te, które znamy ze swojego dzieciństwa. Jest  wiele świetnych nowych książek dla młodych czytelników, ale prawda jest też taka, że w księgarniach można znaleźć sporo szmiry. Jeśli zupełnie nie wiecie, co kupić dziecku, zaufajcie dobrym wydawnictwom  takim jak Dwie siostry czy Czarna Owieczka. Bierzcie w ciemno każdą ich książkę, wszystkie są mądre i przepięknie wydane.



Domowa uprawa kiełków w słoiku

13 marca 2017 przez Beata

Wiosna to czas, kiedy zazwyczaj brakuje nam witamin, dlatego właśnie w tym okresie  warto zająć się domową uprawą kiełków, które są prawdziwą bombą witaminową. Zapytacie, po co uprawiać kiełki w domu, skoro w każdym sklepie można je  kupić? Po pierwsze będzie taniej. Zakup nasion kiełków, nawet tych bio, to koszt kilku złotych, mniej więcej tyle, ile kosztuje 50 g w sklepie, ale  z jednej paczki wychodzi ich znacznie więcej. Najtańsze nasiona kosztują mniej niż 2 zł.  Po drugie mamy pełną kontrolę nad całym procesem uprawy, jednym słowem wiemy, co jemy. W końcu rzecz najważniejsza: nasze kiełki będą idealnie świeże, prosto z uprawy trafią na talerze. No i  mamy niemal nieograniczone możliwości w kwestii wyboru smaku. W jednym tylko sklepie doliczyłam się kilkunastu różnych rodzajów nasion.

Sam proces domowej uprawy jest banalnie prosty i nie zajmie Wam więcej niż dwie minuty dziennie. W zamian dostaniecie superfood, tak bogaty w dobroczynne składniki , jak nic innego. Kiełki mają 40 razy więcej witamin i minerałów niż ich dorosłe odpowiedniki. U nas kiełki jemy cały rok. Są świetne na kanapki, do posypania zup, sałatek,do koktajli, a Julka te domowe  je same, tak po prostu wyjada je ze słoika.

No to do rzeczy:

Potrzebny będzie nam litrowy słoik, gaza, gumka recepturka i nasiona kiełków. Najpierw należy namoczyć kiełki na noc. Wsypujemy do wyparzonego wcześniej wrzątkiem słoika nasiona , najlepiej pół paczki ,i zalewamy słoik do pełna chłodną wodą. Ja używam wodę z filtra.  Na górę zakładamy gazę i owijamy ją gumką tak, by dobrze się trzymała. Na drugi dzień rano wylewamy wodę, bez zdejmowania gazy, przepłukujemy nasionka ,, a następnie słoik stawiamy oparty o coś  po skosie ( u mnie o talerzyk, co widać na zdjęciach), aby  reszta wody sobie odpływała. takie przepłukiwanie robimy naszym kiełkom minimum dwa razy dziennie. Trzeba tylko pamiętać, by za każdym razem woda mogła odpływać, inaczej kiełki nam zgniją. Po dwóch- trzech dniach nasz słoik zapełni się kiełkującymi  roślinkami, to znak, że pora na degustację.  I już, to cała robota. Prawda, że łatwo?

 

PS. Słoik na zdjęciach był pełny kiełków, ale zanim wpadłam na pomysł, żeby je sfotografować, zjedliśmy połowę.

 

Zupa krem z pasternaku

9 marca 2017 przez Beata

Zapraszam na przepyszną zupę z pasternaku. Nie licząc czasu gotowania, zrobicie ją dosłownie w chwilę. Pasternak to takie trochę zapomniane warzywo, ostatnio jednak wraca do łask. I bardzo dobrze, bo jest znakomite. Łatwo pomylić go z pietruszką, ale jest od niej trochę krótszy i grubszy , korzeń ma bardziej żółty, a w smaku jest łagodniejszy i bardziej słodki. Stanowi cenne źródło błonnika, magnezu,potasu, a także witamin – głównie C i z grupy B. Mimo sporej zawartości węglowodanów (18 g), 100 gramów pasternaku dostarcza nam jedynie 55 kalorii. Tak więc dzisiejsza zupa jest niskokaloryczna , ale sycąca.  Oczywiście możecie go zastąpić korzeniem pietruszki, ale zupa będzie wtedy miała bardziej wyrazisty smak.

Składniki ( dla 4 osób)

600 g pasternaku

200 ml słodkiej śmietanki

1 łyżka soku z cytryny

szczypta gałki muszkatałowej

płatki chilli

imbir- spory kawałek , u mnie ok 7 cm

1 litr bulionu

sól, pieprz

Obrany pasternak gotujemy  razem z posiekanym imbirem w bulionie do miękkości. Dodajemy śmietankę,  przyprawy i sok z cytryny , miksujemy na gładką zupę. Gdyby była za gęsta dolewamy wody. Na   końcu posypujemy płatkami chilli. Podajemy z razowym chlebem.

Cytrynowa pasta z sera feta

21 lutego 2017 przez Beata

Dzisiaj zapraszam na wspaniałą śródziemnomorską pastę na bazie sera feta. Smakuje jak greckie wakacje! Polubią ją wszyscy, nawet Ci, którzy za fetą nie przepadają. Świetnie pasuje do ciemnego chleba, grzanek albo sama. Latem będzie bosko smakować z grilowanym chlebkiem pita. Jej zrobienie zajmie Wam 3 minuty. Inspirację znalazłam tutaj.

Składniki:

200 g dobrego sera feta

2 łyżki soku z cytryny

skórka starta z jednej cytryny( bio lub porządnie wyszorowanej)

1 łyżka posiekanych liści mięty

ok 50 ml dobrej oliwy

2 zgniecione ząbki czosnku

czerwony pieprz lub płatki chilli do smaku

1 łyżka posiekanej natki pietruszki

Wszystkie składniki włożyć do miski i całość rozgnieść widelcem tak, by składniki się połączyły. Ostawić do lodówki na co najmniej godzinę.

 

Klopsy z bobu z ziołowo- miętowym sosem

10 lutego 2017 przez Beata

Ostatnio rozmyślałam nad tym, jak bardzo w ciągu ostatniego pół roku zmieniła się nasza dieta. Kiedyś jedliśmy mięso pięć razy w tygodniu, teraz dwa to maksimum. Dawniej wydawało mi się, ze przygotowanie dań  bezmięsnych jest bardzo czasochłonne, teraz przekonałam się, że jest dokładnie na odwrót. Najszybciej wychodzą mi obiady wegetariańskie. I takie ostatnio najbardziej lubię.  Jak ten dzisiejszy: rewelacyjne kotlety z bobu i świetna kapusta kiszona zrobiona wg tego przepisu. Rodzina była dzisiejszym obiadem zachwycona. Najlepszą rekomendacją niech będzie fakt, że 8-letnia Julka powiedziała: pyszne i poprosiła o dokładkę.  Pulpety podałam z kapitalnym sosem na bazie jogurtu, dużo w nim ziół i mięty, która nie narzuca się smakiem, ale jest przyjemnie wyczuwalna. Pulpety na pewno wejdą do naszego menu na stałe, zwłaszcza że mam jeszcze kilka kilo zamrożonego bobu. 

Przy okazji robienia dzisiejszych zdjęć przekonałam się, że sprzęt ma znaczenie. Pisałam niedawno, że nasza lustrzanka( 11-letni Canon EOS 350) zepsuła się , gdy byliśmy w Rzymie. Nie było sensu już jej naprawiać, bo po wycenie w serwisie okazało się, że to poważna i droga sprawa. Zdecydowaliśmy się więc na zakup nowego aparatu. Pozostaliśmy wierni Canonowi i wybraliśmy model EOS 760 d, przy okazji kupiliśmy stałoogniskowy obiektyw Canon EF 50 mm,f 1,8. Dotychczas mieliśmy tylko obiektyw 18-135, f 3,5-5,6 , też z Canona. Fajnie się sprawdzał w fotografii plenerowej, ale był zbyt ciemny , dlatego robione nim zdjęcia potraw nigdy nie wychodziły dobrze. Teraz wreszcie sama jestem zadowolona ze swoich zdjęć kulinarnych. Nie dosyć, że wychodzą jasne, mają piękne kolory, to nie musiałam do ich robienia używać statywu, choć w kuchni było zupełnie szaro. Dobry sprzęt to jednak podstawa w fotografii kulinarnej.

Składniki: na 8 kotletów

600 g ugotowanego al dente i obranego bobu

1 jajko

1/2 pęczka koperku drobno posiekanego

1/2 pęczka pietruszki drobno posiekanej

1 zgnieciony ząbek czosnku

1 łyżka tartej bułki

sól, pieprz do smaku

do panierowania: jajko, bułka tarta

Wszystkie składniki  z wyjątkiem koperku i pietruszki zblendować na gładką masę. Dodać zioła i uformować zgrabne kotlety. Obtoczyć je w jajku i bułce tarce, smażyć na oleju po kilka minut z każdej strony. Podawać  z pysznym zielonym sosem

Sos- przepis

400 ml jogurtu naturalnego

pół pęczka koperku

pół pęczka zielonej pietruszki

kilka gałązek mięty

1 ząbek czosnku zgnieciony

sól, pieprz

Wrzucić zioła do blendera, dodać czosnek i 100 ml jogurtu. Zmiksować na gładką masę. Dodać resztę jogurtu, wymieszać łyżką i doprawić do smaku. Jeśli od razu wlejemy do blendera cały jogurt , sos zrobi się bardzo rzadki.

Gdzie i co jeść w Rzymie

5 lutego 2017 przez Beata

Rzym to bardzo popularny kierunek podróży. Bilety lotnicze można kupić w promocji za ok 100 zł, a dwuosobowy pokój w  tanim hotelu kosztuje ok 800-900 zł za tydzień. To oczywiście ceny spoza sezonu wakacyjnego. Stołowanie się w rzymskich restauracjach, podobnie zresztą jak w całych Włoszech,  nie należy niestety do tanich przyjemności. Na szczęście jest kilka miejsc, gdzie można zjeść pysznie i nie stracić przy tym majątku. Wybaczcie jakość zdjęć, ale robiłam je kamerą, nasza lustrzanka na początku wyjazdu odmówiła współpracy.

1.Restauracja Carlo Menta, via della Lungareta 101, Zatybrze

Kultowe miejsce. Rewelacyjne włoskie  jedzenie i bardzo niskie ceny ( lasagne 5 e, odjazdowe  penne carlo menta 5 e,minestrone 5 e, saltimbocca 5 e). Zawsze pełne turystów z całego świata i Włochów. Pamiętajcie, że we Włoszech dolicza się coperto czyli opłatę za jedzenie przy stoliku, w Carlo Menta jest to 1,5 e od osoby.

 

2.Trattoria Luzzi, Via di S. Giovanni in Laterano, 88, koło Koloseum

Niewiarygodne, że w centrum miasta, tuż obok Koloseum można znaleźć świetną  restaurację z tak niskimi cenami.Pyszna domowa kuchnia, na dodatek nie płaci się tutaj coperto. A Ceny! Zobaczcie sami! Dodam jeszcze , że litr świetnego wina kosztuje tu zaledwie 4 euro.

3. Rzymska antyczna pizza pinse

Niezbyt duża, robiona na grubym cieście. Podobno najlepsza w Pinsere na via Flavia. My tam nie dotarliśmy, ale pinse można kupić niemal wszędzie . Cena ok 4-5 euro.

4.Panino czyli grube, wielkie kanapki

Można kupić je wszędzie, choć najsłynniejsze są te z Likeat ( Corso Vittorio Emanuele II, 310). Cena, ok 4-5 euro, może wydawać się wysoka, ale panini są naprawdę wielkie i wystarczają za cały obiad. Wybór dodatków ogromny, najpopularniejsze są z porchettą.

5. I suppli, Via di S. Francesco a Ripa, 137

Niepozorny bar z daniami na wynos. Przebojem są suppli czyli ryżowe kulki nadziewane mięsem i sosem pomidorowy. Pyszne , choć bardzo sycące. Julka powiedziała, że smakują jak pomidorowa z ryżem. Cena 1,20 e. W barze można też kupić arancini( 1,40E ), pizzę w kawałkach i inne przekąski. Dwa arancini w zupełności zastąpią obiad.

6. Gelateria  Fassi Via Principe Eugenio, 65

Pyszne, ogromne lody z najstarszej włoskiej wytwórni. Bardzo duży wybór smaków, do tego lodowe desery. Wszystko smakuje bosko. Ceny bardzo umiarkowane- średnia porcja ( 3 smaki) 2 euro, bita śmietana gratis.

7. Gelateria Fatamorgana , via delli Zingari 5, ale jest też w innych miejscach w Rzymie

Słynie z rewelacyjnych naturalnych lodów  w oryginalnych połączeniach smakowych np. czekoladowo- tabakowe, o smaku baklawy , gruszki w winie itd. Mój absolutny numer jeden to lody o smaku białej czekolady z płatkami róż i fiołków. Jak na Włochy gałki są tu raczej małe.Wybaczcie z wrażenia zapomniałam zrobić zdjęcia.

8. Piwo Birra Moretti  w wersji regionalnej

Są cztery rodzaje do wyboru, najlepsze moim zdaniem jest sycylijskie z dodatkiem aromatu kwiatów pomarańczy. To nie jest piwo słodkie w rodzaju shandy, ale i tak określiłabym je jako „kobiece”.

9. Kawa, kawa, kawa

Wszędzie jest pyszna i niedroga.. Najtańsze cappuccino piliśmy za 0, 80 e.

Rzymskie fontanny

27 stycznia 2017 przez Beata

O rzymskich fontannach można by napisać pokaźny przewodnik,  w końcu jest ich 470!  Są przepiękne i wszechobecne. Jedne strzelają wysoko w gorę  jak te na placu św. Piotra, inne spadają w hałaśliwych,spienionych kaskadach  jak sławna di Trevi, jeszcze inne szumią cichutko delikatną strugą jak Mascherone na via Giulia. Niektóre są ogromne i spektakularne, dla przykładu Aqua Felice wygląda jak fasada kościoła, ale niektóre są bardzo  skromne, choć urocze, jak śliczna Baraccia na Placu Hiszpańskim. Nie ma właściwie zakątka w Rzymie, którego nie ożywiałby miarowy szum wody.

Dzisiaj zapraszam do obejrzenia najpiękniejszych, moim zdaniem, fontann rzymskich.

Di Trevi- Jedna z najsłynniejszych i najbardziej spektakularnych fontann  na świecie.  Ma 49 metrów szerokości i 29 wysokości. Projekt Nicolo Salviego zaaprobował papież Klemens XII w 1735 roku, budowę zakończono 40 lat później, już po śmieci projektanta.  W centralnej części, pod łukiem triumfalnym, znajduje się Neptun i dwa Trytony prowadzące konie. Ogromny zbiornik, do którego woda wpada wieloma strugami symbolizuje morze. Di Trevi to królowa rzymskich fontann, trzeba przyznać, ze jest niezwykle fotogeniczna. Codziennie tysiące turystów wrzucają do niej monety, by , zgodnie z legendą, powrócić kiedyś do Wiecznego Miasta. Codziennie też, z wyjątkiem niedziel, pracownicy miejscy wydobywają te monety i zawożą je do Caritasu. Rocznie jest to kilkaset tysięcy euro! Di Trevi olśniewa w słońcu, a gdy nastaje rzymska noc, staje się niekwestionowaną królową.

Fontanna Czterech Rzek- jeden z wielu rzymskich wodotrysków zaprojektowanych przez barokowego mistrza  Berniniego. Znajduje się pośrodku Piazza Navona.  Zbudowana została wokół obelisku, przeniesionego za zgodą papieża Innocentego X z Via Appia. Przedstawia czterech gigantów symbolizujących rzeki: Nil, Ganges, Dunaj i La Platę.

Na Piazza Navona znajdują się jeszcze dwie piękne fontanny: Neptuna i Maura. Ta pierwsza ukazuje boga mórz w otoczeniu nimf, druga  swą nazwę zawdzięcza orientalnym rysom twarzy, jakie nadał centralnej postaci Bernini.

Acqua Felice, znana także jako Fontanna Mojżesza jest spora, choć mniej znana. Znajduje się na Kwirynale, a wybudowana została  w latach 80-tych XVI wieku. Pośrodku znajduje się ogromna postać Mojżesza  wydobywającego wodę ze skały, a w bocznych wnękach przedstawiono przeprowadzenie Żydów przez pustynię. Fontanna stanowi zakończenie akweduktu Acqua Felice. Woda spływa tu maleńkimi, leniwymi strugami. Szkoda, ze trudno tu o chwilę zadumy i cichy,niestety przed fontanną biegnie ruchliwa droga.

Cztery fontanny. Wyobraźcie sobie, że wchodzicie  na zwykłe skrzyżowanie w gęsto zabudowanym mieście, a każdy z jego rogów zdobi inna fontanna. Niesamowite! Powstały na życzenie papieża Sykstusa   V i przedstawiają dwie boginię: Dianę i Junonę, oraz dwa bóstwa rzeczne: Tyber i Arno. Niedawno zostały odnowione i prezentują się ślicznie, tak za dnia jak i nocą.

Fontanna Trytona , autorstwa niezrównanego Berniniego, znajduje się na Piazza Barberini. Przedstawia syna Neptuna, który siedzi w muszli i gra na rogu. Całość podtrzymują delfiny. Jest przeurocza, choć jej otoczenie kryje w sobie mroczną tajemnicę. To pod tą fontanną do końca XVIII wieku wystawiano  do identyfikacji zwłoki znalezione w Rzymie. Brrr…

Fontana della Barcaccia czyli łódeczka, z burty której przelewa się woda, to kolejne dzieło Berniniego i jego ojca. Znajduje się koło Hiszpańskich Schodów. Legenda mówi, że do jej powstania zainspirowała artystę powódź w Rzymie,podczas której zobaczył malutką , przeciekającą łódkę, samotnie płynącą po zalanym wodą placu.Inna historia mówi, że w roku 1720 roku, gdy szlachta świętowała wybór mistrza Zakonu Kawalrów Maltańskich, tryskało z niej wino.  Ale papieże też lubili zaszaleć i podobno z okazji wyboru Innocentego X, a potem Klemensta X z wielu rzymskich wodotrysków leciało wino. Łódeczka jest cicha i prześliczna, otacza ją piękny Plac Hiszpański.

Fontannna Najad,stojącą pośrodku Piazza della Republika jest najmłodsza z opisywanych, pochodzi z początku XX wieku. Przedstawia piękne nimfy wodne w bardzo zmysłowych pozach. Została kiedyś przez władze kościoła uznana za nieprzyzwoitą i zasłonięto ją  wysokim płotem, ale mieszkańcy Rzymu zaprotestowali, wywrócili ogrodzenie i „obrońcy moralności” musieli odpuścić.  Skandaliczny by też fakt, że artyście pozowała najsłynniejsza rzymska kurtyzana. Nocą, pięknie podświetlona,  fontanna wygląda cudownie.

Na Janikulum znajduje się jedna z większych fontann rzymskich- Acqua Paola, która z daleka rzuca się w oczy. Jest wielka, wygląda jak fasada świątyni i stanowi zwieńczenie akweduktu. W filmie „Wielkie piękno” wyglądała spektakularnie i … dramatycznie ( kto oglądał film, wie , o co chodzi), w rzeczywistości moim zdaniem średnio pasuje do otoczenia.  Ślicznie wyglądałby na tym zielonym wzgórzu skromny, wtopiony w otoczenie wodotrysk.

To, co Wam pokazuję, to zaledwie niewielka część rzymskich fontann. Pięknie  wyglądają także te nieznane. No i w zasadzie w każdym miejscu są fontanelle, w których płynie pyszna woda. Julka wypiła jej chyba ze 100 litrów, a razem z moim tatą  miała przy nich dobrą zabawę.  Udało im się kilka razy polać siebie, chodnik, a nawet „umyć” stojący obok samochód.

Rzym- garść liczb i ciekawostek

23 stycznia 2017 przez Beata

Rzymianie wypijają dziennie 2 litry wina( na osobę), 0,5 l do lunchu i 1,5 do kolacji. Jako że jedzą głównie w restauracjach piją vino  della casa czyli domowe, co oczywiście nie oznacza, że każdy lokal wytwarza swoje. Produkują  je lokalne winnice , które zaopatrują restauracje. Trunek ma ok 8 procent czyli trochę mniej niż wina sklepowe. Dodaje się do niego specjalne zioła, które poprawiają metabolizm. Włosi piją je rozcieńczone wodą.

Włoska kolacja trwa ok 4 godzin. W tym czasie :

-pije się wino

-je przystawkę

-pije wino

-je danie pierwsze czyli makaron

-pije wino

-je danie drugie, najczęściej mięso z sałatką

-pije wino

– je pizzę

-pije wino

– je deser

– pije wino

– pije kawę

– pije wino

Przeciętny Włoch wypija 8 kaw dziennie, przy czym cappuccino i latte nie są traktowane jako kawa, a napoje kawowe.

Urzędnik państwowy, który rozpoczyna pracę o 8 rano, obowiązkowo powinien się spóźnić, dlatego po drodze do pracy wstępuje na cappuccino lub espresso i na miejscu jest o 8 15. Po przybyciu  wita się z przełożonym, który zwyczajowo zaprasza załogę  na kawę. Już o 8 30 przeciętny Włoch jest gotowy do pracy. Po godzinie wysiłku następuje kwadrans na kawę, potem znowu godzina pracy, kawa itd. O 12 rozpoczyna się sjesta, która trwa do 16-tej, co oznacza że stawiamy się na 16 15. Kawa praca, kawa praca i tak do 20. A potem czas na kolację czyli patrz punkt powyżej. To się nazywa dolce vita!

W latach 90-tych do Włoch przybyli polscy budowlańcy. To, co przeciętnemu Włochowi zajmowało trzy tygodnie, Polacy robili w trzy dni. Mieszkańcy Italii się zbuntowali i zaszantażowali Polaków, że albo będą pracować w tutejszym rytmie albo zostaną oskarżeni o kradzieże. Oczywiście nasi rodacy się dostosowali, w końcu płacono im od  dniówki, a nie od wykonanej pracy.

Rzym ma 67 km długości. Mieszka w nim ok 2 mln 700 tyś.  Włochów, 3mln 500 tyś. imigrantów i ok 500 tyś innych mieszkańców Unii Europejskiej.

W mieście jest ok 20 tysięcy bezdomnych, tylu nigdzie jeszcze nie widziałam. Okolice dworca Termini wieczorami zamieniają się w ogromną noclegownię.

Tutejsi bezdomni są czyści( korzystają z darmowych łaźni), nie chodzą głodni( ok 400 kościołów rzymskich  wydaje darmowe posiłki dla biednych, można załapać się nawet na 7 posiłków każdego dnia).

Imigranci  spoza Unii z państwowego budżetu dostają 45 euro dziennie. Do tego codziennie karta telefoniczna, przecież muszą zadzwonić do domu.  Wszyscy mają iphony, które kosztują co najmniej 900 euro.Jesteśmy gotowi do przeprowadzki i zmiany obywatelstwa. Artur chce zostać Syryjczykiem, ja mogę być Afganką.Jak mi zapłacą te 45 euro dziennie, to jestem gotowa nawet chodzić w burce.

W Rzymie jest 470 fontann historycznych i ponad 2500 fontanell, w których płynie pyszna woda mineralna. Miasto nie problemu z dostępem do wody pitnej, tutejsze zasoby są ok 40 % większe niż w pozostałej części Europy.

Kościołów w Rzymie jest 980, z czego ponad 200 przynależy do obecnie żyjących kardynałów. Każdemu nominowanemu kardynałowi papież przydziela jeden z rzymskich kościołów i tak nasz kardynał Stanisław Dziwisz otrzymał  niesamowitą Bazykię Santa Maria del Popolo, w której znajdują się dwa obrazy Caravaggio, kaplica Chigi zaprojektowana przez Berniniego, freski Pinturicchiego i wiele innych spektakularnych dzieł sztuki.

Koloseum według najnowszych badań mieściło 87 tysięcy widów. Po zakończonym  widowisku opuszczali  oni budynek w ciągu 6 minut. W trakcie budowy Koloseum, rozpoczętej w 72 r. a ukończonej w 80 r., zużyto tyle trzytonowych bloków kamiennych wydobytych z oddalonych o 30 kilometrów gór, ile wystarczyłoby do otoczenia murem o wysokości 3 metrów całej współczesnej Francji.

W 445 miało miejsce potężne trzęsienie ziemi, w wyniku którego znaczna część Koloseum została zniszczona. W kolejnych wiekach walające się wokół bloki skalne stanowiły budulec licznych rzymskich obiektów w tym ponad 80-ciu kościołów. Na przykład wybudowano z nich schody prowadzące do Bazyliki św. Piotra.

Średni czynsz za 60-cio metrowe mieszkanie w ścisłym centrum Rzymu wynosi 3500 Euro. Na przedmieściach cena wynosi 1500, kilkadziesiąt kilometrów od stolicy  100-metrowe lokum jedynie 300 e. Opłaty za media (woda, prąd, gaz) to około 25 euro za jedną osobę miesięcznie .

Dojazd do centrum Rzymu, do stacji Termini, z miejscowości oddalonej o 70 kilometrów zwykłym pociągiem zajmuje około pół godziny. Jeśli zdecydujemy się na Pendolino pojedziemy jedynie 7 minut. Akurat tyle, ile zajmuje wypicie kawy wliczonej w cenę biletu.

Mimo iż Rzym jest kilkakrotnie większy od Paryża, ma tylko 2 linie metra, podczas gdy stolica Francji 15. Trudność w budowie metra w Wiecznym Mieście  związana jest z  odkopywaniem coraz to nowych zabytków. Po każdym kolejnym znalezisku prace budowlane wstrzymywane są na 6 miesięcy.

Starożytny Rzym w I w.n.e. był największym miastem ówczesnej Europy i liczył około miliona mieszkańców, podczas gdy drugie w kolejności pod względem zaludnienia miasto zaledwie kilkanaście tysięcy.

Największe zyski z turystyki czerpie rzymska mafia. Gdy w latach 90- tych w mieście dochodziło do licznych napadów na turystów, podróżni stracili serce do Wiecznego Miasta i zyski z turystyki znacznie spadły. Rząd próbował sobie z tą przestępczością radzić, bezskutecznie niestety. Sprawę wzięła w ręce zirytowana spadkiem dochodów mafia. Zastrzelono dla przykładu kilku bandytów i w ciągu tygodnia problem został rozwiązany.  Obecnie jedyny problem to kieszonkowcy.

Mimo iż w Rzymie są setki tysięcy uchodźców, nie było tu żadnych ataków terrorystycznych. Na przedmieściach znajduje się islamska dzielnica licząca 300 tys. mieszkańców.  Mają swoje szkoły, meczety( w tym największy meczet europejski) i żyją sobie spokojnie. Gdyby doszło z ich strony do jakiegokolwiek aktu terroru, mafia capitle czyli stołeczna, w odwecie wysadziłaby w powietrze całą muzułmańską dzielnicę. Nie opłaca im się po prostu atakować.

Rzymianie , przyzwyczajeni do wysokich temperatur, źle znoszą zimno. Gdy temperatura spada do 20 stopni, zakładają czapki i rękawiczki, gdy jest poniżej 15 mówią, że jest lodowato. Nie jeżdżą na plaże, jeśli jest poniżej 30- tu stopni Celsjusza.