Archiwum 'Inne' Kategoria

To lubię…

5 września 2010 przez Beata

Tytuł dzisiejszego wpisu brzmi jak z ballady A.Mickiewicza, jednak poetycko nie będzie. Sama proza życia. Ponad tydzień temu zostałam zaproszona do wspólnej zabawy przez Pincake i Monsai. Zabawa polega na tym, żeby na swoim blogu wymienić  10 rzeczy, które się lubi. Niestety, brak czasu sprawił, że dopiero dzisiaj znalazłam chwilę na zamieszczenie wpisu. Marta złamała rękę( na szczęście lewą) i ma założony gips,a  Julka miała zapalenie spojówek, w tej sytuacji blogowanie zeszło na dalszy plan.

W końcu mam trochę czasu,a więc do dzieła!

Lubię:

1.Czytać książki. Gdy Julka dobrze śpi, moja średnia to dwie tygodniowo. Ostatnio jestem trochę niewyspana, bo Julce wychodzą dwa kolejne zęby, więc od tygodnia czytam jedną książkę, za grubą.

2.Chodzić po lesie, zbierać grzyby, jagody albo po prostu spacerować.

3. Budzić się, gdy świeci słonce. Od razu jestem wtedy pełna apetytu na życie! Gorzej, gdy na dworze szaro i smutno…

4. Podróżować. Fascynuje mnie świat, nowe miejsca, nowi ludzie. Lubię zwiedzać okolice opisane w przewodnikach, ale najbardziej lubię odkrywać zakątki nieznane turystom. Zagubić się gdzieś w maleńkich wioskach, stracić na chwilę orientację w labiryncie wąskich uliczek i  dotrzeć do miejsc nieznanych, a często najpiękniejszych. Zresztą równie przyjemne jak podróże są przygotowania do nich. Planowanie trasy, zakupy map( ja mimo niewątpliwej użyteczności gpsów jestem zwolenniczką szeleszczącego papieru), pakowanie. Uwielbiam to!

5.  Robić zdjęcia. Wprawdzie jak na razie jestem początkującym fotografem i do doskonałości moim fotkom daleko, ale ogromną przyjemność sprawia mi utrwalanie mijających chwil na papierze. Godzinami mogłabym robić zdjęcia naszym dzieciom, fotografować ludzi spotkanych podczas podróży, uwieczniać na papierze odwiedzone miejsca. No i coraz bardziej interesuje mnie fotografowanie potraw!

6. Domowe ciasta i ciasteczka. Innych słodyczy w ogóle nie jem, ale domowym wypiekom nigdy nie potrafię się oprzeć. Chociaż czasem i w cukierniach trafi się jakaś perełka.

7. Spędzać czas z moją rodziną. Zabawy z Juleczką, „kobiece”zwierzenia z Martą, żarty z Michałem, rozmowy z mężem. Myślę że w rodzinie trzeba nie tylko się kochać,ale i przyjaźnić.

8.Zajmować się naszym ogródkiem. To tylko 200 m kwadratowych,jednak sadzenie kwiatów i ziół na tym małym kawałku ziemi daje mi ogromną radość.

9.Święta Bożego Narodzenia. Dawno przestałam być dzieckiem, ale te święta wciąż mają dla mnie coś z magii. To nic że coraz częściej komercja zastępuje tradycję. Staram się stworzyć w domu radosną, niezwykłą atmosferę i wciąż wierzę, że Bożego Narodzenia się nie sprzedaje. Je się obchodzi!

10. No i oczywiście lubię gotować! Stąd tytuł mojego bloga.

Powinnam teraz zaprosić do dalszej zabawy kolejnych 10 blogów, ale tego nie zrobię, bo już chyba wszyscy wzięli w niej udział.

Z okazji Dnia Bloggera zostałam Zaproszona do jeszcze jednej zabawy przez Kasię.Powinnam wymienić 5 blogów, które lubię, ale żeby  były to blogi o innej tematyce, niż ten, który sama prowadzę. I tu zaczyna się problem. Ja w ogóle nie znam innych blogów, zaglądam tylko na kulinarne, więc bardzo przepraszam, że zabawy nie będę kontynuować.

Uff, takiego długiego wpisu dawno nie zamieściłam!

Amelka

30 sierpnia 2010 przez Beata

Amelka ma trzy lata i trzy miesiące. Śliczne niebieskie oczy i zniewalający uśmiech. Od 1,5 roku choruje na ostrą białaczkę limfoblastyczną. Wydawało się, że mimo komplikacji wszystko idzie w dobrym kierunku. Niestety, kilka dni temu wykryto wznowę choroby. Od dzisiaj Amelka dostaje mega silną i niebezpieczną chemię.
O przejmującej walce Maluszka z chorobą możecie przeczytać na stronie : http://pomoz-amelce.pl
Wszyscy wierzymy, że ten koszmar się skończy, że Amelka wróci do zdrowia, zapomni o szpitalach, lekarzach, bolesnych zabiegach i będzie mogła już tylko się uśmiechać.
Znaczną część kosztów leczenia dziewczynki pokrywa NFZ, jednak tak czy inaczej dochodzą duże koszty dodatkowe.
Asia, mama Amelki na swojej stronie tak o nich pisze:
„Plusem naszej Fundacji jest to, że przekazuje nam środki nie tylko na leki (jak to jest w przypadku wielu innych, podobnych organizacji). Na podstawie faktur, które przedstawiamy Fundacji, zrefundowane zostają nam też wszystkie środki higieniczne i pielęgnacyjne, których potrzebuję Amelka. Są to specjalne płyny, szampony do podrażnionej skóry. Wszystkie artykuły higieniczne, które powinny być np. w wyposażeniu sal szpitalnych, ale nigdy ich nie ma (płyny dezynfekujące, mydła, ręczniki kuchenne, podkłady higieniczne na łóżko. W skali roku wychodzą tego setki, a koszt przekracza parę tysięcy zł). Zwracane też są koszty paliwa na dojazdy dom-szpital-dom. Koszty noclegu Rodzica w szpitalu. ‘’
Teraz, podczas intensywnej chemioterapii te koszty zapewne znacznie wzrosną.
Można pomóc Amelce wpłacając pieniądze na konto w Fundacji Zdążyć z Pomocą. Tu znajdziecie potrzebne informacje:
http://pomoz-amelce.pl/jak-pomoc
Można też przeznaczyć różne przedmioty na licytację, albo samemu kupić coś fajnego. Dochód z ich sprzedaży oczywiście jest przekazywany dla Amelki. Szczegóły tutaj:
http://pomozmyamelce.blogspot.com/
Wierzę, że nie pozostaniecie obojętni na ten apel.

Dla świata Amelka jest tylko jednym z wielu chorych dzieci, dla rodziców jest całym światem

Zaproszenie na blog NAMASTE

28 sierpnia 2010 przez Beata

Mój brat i bratowa wyruszyli na kolejną wyprawę  do Azji . Podróż życia można powiedzieć, chociaż tak samo mówiliśmy o każdej z  ich poprzednich podróży. Tym razem jest jednak inaczej, bo wyjechali aż na rok! Nadal nie za bardzo do mnie dociera, że nie zobaczymy się na Boże Narodzenie, Wielkanoc, nawet na drugich urodzinach Julki jeszcze ich nie będzie… Pożegnanie było bardzo wzruszajace, wylaliśmy litry łez. Dobrze przynajmnie,j że żyjemy w czasach, gdy komunikacja jest łatwa i tania. Czy pamiętacie jeszcze czasy, gdy międzynarodowe rozmowy telefoniczne trzeba było zamawiać?

Olo i Ania prowadzą blog, na którym bedą opisywać swoją wyprawę. Ten sam na którym pisali o ślubie w Indiach. Tak więc  serdecznie zapraszam na stronę Namaste. Już dzisiaj można poczytać o długiej podróży pociągiem do Kazachstanu.

Tureckie klopsiki z jogurtem miętowym i zamek jak z bajki

10 sierpnia 2010 przez Beata

Uwielbiam potrawy z dodatkiem mięty! W ogródku mam jej pełno i latem dodaję chętnie do sałatek, napojów, mięs.  Mięta zawsze świetnie się też sprawdza w deserach, nadaje im świeżości i aromatu. Dzisiejsze klopsiki są przepyszne, oryginalne i orientalne! Znakomite z lekkim sosem jogurtowym! To prawdziwie letnia potrawa, która cieszy także oczy.

Przepis pochodzi z magazynu Kuchnia, ale trochę go zmieniłam.

Składniki:

jedna posiekana cebulka

jeden roztarty ząbek czosnku

2 łyżeczki oliwy

1/2 łyżeczki suszonej mięty (dałam całą łyżeczkę)

1/2 łyżeczki soli

1/4 łyżeczki mielonego ziela angielskiego

szczypta cynamonu

50 dkg mielonego mięsa (w oryginale jest to jagnięcina)

szklanka bułki tartej (ja dałam znacznie mniej)

1 lekko ubite jajko

2 łyżki rodzynek

1/4 szklanki ziaren czarnego sezamu

1/4 szklanki białego sezamu

Wszystkie składniki z wyjątkiem sezamu zagniatamy. Z otrzymanej masy formujemy kuleczki wielkości orzechów włoskich. Połowę z nich obtaczamy w jasnym, połowę w ciemnym sezamie. Pieczemy w piekarniku w żaroodpornej formie ok 10 minut w temp 220 st.

Sos: mieszamy podane składniki i doprawiamy do smaku. Podajemy do klopsików

Sos jogurtowy:

2 szklanki jogurtu naturalnego

garść posiekanych liści świeżej mięty

pieprz i sól

A na deser chciałam pokazać Wam zdjęcie zamku w Mosznej. Byliśmy tam przed tygodniem i zamek nas oczarował! Wewnątrz nie prezentuje się niestety najciekawiej( jest w nim sanatorium i restauracja), ale i tak można się poczuć jak nad Loarą!

Teneryfa i przypomnienie o trwającym konkursie

30 lipca 2010 przez Beata


Nawet najdłuższe podróże, gdy się kończą, wydają się zbyt krótkie. Nasze wakacje na Teneryfie trwały trzy tygodnie. Dopiero niedawno wróciliśmy, a już tęsknimy za wyspą, w której zakochaliśmy się kilka lat temu, podczas pierwszej podróży na Wyspy Kanaryjskie.

Są tacy, którzy Teneryfę uwielbiają, są i tacy, którzy jej nie lubią. Jeśli zdecydujemy się na pobyt w hotelu, w którymś z hałaśliwych wakacyjnych miasteczek na południu, a nasze zwiedzanie ograniczy się do wycieczki na wulkan Teide i do Loro Parku, na pewno nie będziemy zachwyceni. Wyspa, chociaż niezbyt duża, jest bardzo różnorodna, i żeby docenić jej piękno trzeba odwiedzić różne zakątki: dziewicze lasy wawrzynowe w górach Anaga ,które wyglądają jak z baśni, są gęste, bardzo wilgotne pełne mgieł i tajemnic. Koniecznie trzeba zobaczyć nieziemsko piękną dolinę Orotawy, dziki przylądek Punta Teno( dojeżdża się na niego drogą, nad którą wznosi się kilkusetmetrowa skalna ściana, wszędzie znaki ostrzegające przed spadającymi odłamkami skalnymi, wjazd tylko na własną odpowiedzialność, adrenalina gwarantowana) .

Wejść na Montana Roja- czeroną górę stojącą samotnie na brzegu oceanu, zajrzeć do którejś z prawie nietkniętych przez turystykę rybackich wiosek, jak choćby La Caleta,

wyruszyć na pieszą wędrówkę chociaż jednym ze szlaków na Teide, zobaczyć plaże czarne, żółte i czerwone. Ale też koniecznie odwiedzić sławne i naprawdę niezwykłe zoo-Loro Park i poszaleć w Siam Parku pełnym wodnych atrakcji ( polecam zjazd do basenów z rekinami i falę wysoką na kilka metrów!)

Nie da się tego zrobić na zorganizowanych wycieczkach, trzeba wypożyczyć auto i ruszyć na zwiedzanie wyspy. My, podczas naszych dwóch pobytów na Teneryfie, zrobiliśmy ponad 3500 km!
Przed wyjazdem mieliśmy trochę obaw, jak Julka zniesie daleką podróż, długi lot samolotem i czy na miejscu uda się przy niej zobaczyć coś więcej niż plaże. Okazało się, że nasza córeczka to urodzona podróżniczka. Samolotem była zachwycona, a jeśli chodzi o zwiedzanie wyspy, to udało nam się zobaczyć nawet więcej niż mieliśmy w planie.


Nie obyło się bez małych problemów, bo cała trójka naszych dzieci złapała anginę. Na szczęście infekcja była łagodna i krótkotrwała.


Prócz tych wszystkich atrakcji, dane nam było przeżyc jeszcze jedną: byliśmy na Teneryfie gdy Hiszpania weszła do finału MŚ w piłce nożnej! To była noc!! Żałujemy tylko, że finał oglądaliśmy już w domu .

A teraz trochę o jedzeniu.

Kuchnia Wysp Kanaryjskich nie należy do szczególnie wyrafinowanych, jest prosta, pożywna, ale bardzo smaczna. Główny produkt to mąka gofio z prażonych ziaren kukurydzy, prosa i jęczmienia. Kiedyś piekło się z niej chleb, dodawało do zup, dań mięsnych a nawet deserów. Dzisiaj używają jej głównie mieszkańcy maleńkich wiosek, ale w niektórych restauracjach można spróbować dań z dodatkiem gofio.

Mnie zachwyciła różnorodność ziemniaków, kanaryjczycy używają tylu odmian, że nie sposób zliczyć!
Najpopularniejsza przekąska to papas arrugadas czyli ziemniaki w pomarszconej skórce, podawane z sosem mojo, zielonym lub czerwonym. Mojo to też kanaryjski specjał z papryki, peperoni, oliwy, czosnku i przypraw.
Prawdziwe kanaryjskie specjały, za niewielką cenę, można zjeść w głębi wyspy, w którymś z małych , niepozornych lokali dla miejscowej ludności. Chociaż jest wyjątek- restauracja El Gomero w Las Americas. Stołują się w niej taksówkarze i policjanci( tuż obok jest posterunek). Lokal jest skromny, ale można tu zjeść fantastyczne miejscowe potrawy za przyzwoitą cenę. Gorąco polecam!
Ryby i owoce morza zawsze najsmaczniejsze są w rybackich wioskach, takich jak Los Abrigos czy La Caleta.
A na deser polecam wybrać się do Buenavista del Norte. Tu ma swoją cukiernię mistrz Teobaldo Mendez, zdobywca wielu międzynarodowych nagród. Do wyboru mamy nie tylko tradycyjne kanaryjskie wypieki, ale i znane na całym świecie ciasta, takie jak opera czy brownie, a nawet przepyszne ,delikatne musy – mnie zachwycił o smaku mojito !


Znany smakołyk z Teneryfy to słodka masa bienmesabe, z miodu, migdałów i żółtek- trochę jak lemon curd. Wspaniała do deserów, słodkiego pieczywa czy do wyjadania prosto ze słoika.


Ach, już zaczęłam tęsknić za Teneryfą! To idealne miejsce na wakacje z małymi dziećmi; jest ciepło, ale nie ma męczących upałów, jest dosyć egzotycznie, ale wciąż jest się w UE, a to ważne np. gdy chodzi o wizytę u lekarza pediatry – w państwowych ośrodkach się nie płaci, wystarczy mieć EKUZ.
No i ta różnorodność krajobrazów!! Wulkan, dzikie góry, zielone doliny, wysokie skalne urwiska i wąwozy, jałowe pustkowia, wilgotne  lasy, z niezwykłymi, powyginanymi drzewami, plaże w kilku kolorach( żółte niestety są sztuczne), przejrzysty ocean, a wokół wyspy delfiny!
Z pewnością jeszcze niejeden raz pojedziemy na Teneryfe!


A na zakończenie dzisiejszego wpisu chciałam przypomnieć o trwającym konkursie. Szczegóły w poprzednim wpisie. Zapraszam do udziału!

Ostatnia szansa na wygraną!

30 lipca 2010 przez Beata

Jeszcze tylko do jutra trwa konkurs z firmą Knorr, w którym możecie wygrać zestaw produktów tej firmy i komplet pięknych pojemniczków na przyprawy. Zapraszam do udziału. Szczegóły tutaj.

Konkurs !!!

24 lipca 2010 przez Beata

Podobno najlepsi szefowie kuchni to mężczyźni, jednak ja sama znam niewielu facetów, którzy potrafią i lubią gotować. Wyjątkami są  mój tata i brat!

Niestety u mnie w domu panuje dosyć tradycyjny podzial ról w tej kwestii. Owszem mąż lubi obierać jarzyny i czasami pomaga w ich krojeniu, potrafi ugotować rosół i zrobić leczo, ale to właściwie wszystko. A syn ogranicza się głównie do wpadania do kuchni z pytaniem ” Kiedy obiad i co na niego będzie?”

A tak miło byłoby mieć czasem wolny wieczór i zjeść na przykład sałatkę przygotowaną przez któregoś z moich mężczyzn!

Firma Knorr przygotowała kampanię Wielkie chrupanie, która ma na celu zachęcenie wszystkich, a zwłaszcza mężczyzn, do robienia i jedzenia sałatek. Wystarczy przecież kilka minut i kilka sładników, by wyczarować kolację, która zachwyci każdą kobietę!

Zadanie konkursowe polega na tym, by napisć do swojego mężczyzny krótki list, w którym postaracie się zachęcić go do większego zaangażowania w przygotowywanie zdrowych i smacznych posiłkow, zwłaszcza sałatek.

Forma listu jest zupełnie dowolna, może to być teks zabawny, może poważny, a nawet moze być rymowany.

Listy proszę zamieszczac pod dzisiejszym wpisem w formie komentarzy. Konkurs potrwa od dzisiaj do  soboty 31 lipca do północy. Wyniki ogłoszę 1 sierpnia.

Nagroda to zestaw produktów firmy Knorr i kompet pięknych pojemniczków na przyprawy

Blog „po remoncie”

23 lipca 2010 przez Beata

Serdecznie witam po długiej przerwie. Poprzedni wpis zamieściłam pięć tygodni temu! Najpierw byliśmy na wakcjach, a po powrocie zdecydowałam, że pora na zmiany na blogu. Mam nadzieję, że nowa szata graficzna bloga Wam się podoba. Autorem zmian jest mój syn Michał.

Nowy adres mojego bloga to

lubie.gotowac.com

Obiecuję w najbliższym czasie nadrobić przerwę w blogowaniu częstymi wpisami. Nazbierało się sporo przepisów, które czekają na  publikację.

A już jutro zapraszam do udziału w konkursie!!!!

Poweselnie i urlopowo

15 czerwca 2010 przez Beata

Jak w kilu słowach opisać chwile, które na zmianę wyciskały z oczu łzy radości i łzy wzruszenia ? Jak opisać dzień niczym  z bajki ?  Szczęście Pary Młodej, szampańską zabawę do 9 rano? Było tak pięknie, że aż nie do wiary. Nawet pogoda dopasowała się do radosnej atmosfery i przez cały dzień świeciło słońce!

Niech się Ani i Krzysiowi wszystko tak wspaniale  w życiu układa i niech zawsze słońce dla Nich świeci!

A my wyjeżdżamy na zasłużony odpoczynek. Do zobaczenia za miesiąc!

Juleczka ma już roczek!

1 czerwca 2010 przez Beata

Trudno mi  w to uwierzyć, ale nasza Juleczka ma już roczek! A wydaje się, że tak niedawno przyszła na świat…
Od paru tygodni sama chodzi, ma 9 zębów- komplet jedynek, dwójek i … jedną czwórkę Bardzo dużo mówi jak na roczne dziecko. Jest wesoła, towarzyska, bardzo lubi inne dzieci. No i ma charakterek, to trzeba przyznać!
Uwielbia nosić opaski, czapeczki, buty( czyli buji jak sama mówi), a ostatnia jej fascynacja to okulary przeciwsłoneczne. Gdybyśmy jej pozwolili chodziłaby w nich cały dzień! Jak przystało na prawdziwą kobietkę lubi się przebierać, więc w sklepach nie ma żadnych problemów z mierzeniem ubrań czy butów, nawet jeśli trwa to bardzo długo.
Odkąd nauczyła się mówić „da” czyli daj, głośno domaga się wszystkiego, co chce dostać. Potrafi powtarzać „da” dziesiątki razy, tak ze brzmi to w końcu  jak seria z karabinu maszynowego. A gdy nie reagujemy albo mówimy, że nie wolno, zaczyna bezłzowo płakać albo z jękiem rozpaczy powtarza: „nie, nie, nie” czyli ” nie chcą mi tego dać”! Jest ruchliwa i ciekawa świata. Zapytana czy będzie grzeczna z rozbrajającą szczerością odpowiada” NIE!” . Chociaż tak naprawdę jest grzeczna i bardzo pogodna.
Rok temu, swoim przyjściem na świat, zrobiła nam rodzicom, Martusi i Michałowi wspaniały prezent z okazji Dnia Dziecka!

A z okazji tego pięknego święta naszym nastolatkom, Martusi i Michałowi oraz mojemu  starszemu chrześniakowi, Łukszowi życzę  żeby życie nieustannie Was zachwycało i przynosiło same przyjemne niespodzianki.

Maluszkom czyli Juleczce i mojemu młodszemu chrzśniakowi, Kubusiowi, który swój pierwszy Dzień Dziecka spędza w szpitalu :( , życzę samych beztroskich dni, kolorowych snów i dużo zdrowia!

PS. Aga myślimy o Was ciągle i trzymamy kciuki. Za parę godzin będzie po wszystkim, a w czwartek już beztrosko  będziemy świętować!