Archiwum Luty, 2010

Chocolate crinkles

18 lutego 2010 przez Beata

Śliczne popękane ciasteczka, które nie dosyć, że efektownie wyglądają, to smakują wspaniale. Czekoladowe, nie za słodkie, z zewnątrz chrupiące, w środku miękkie. Przepis znalazłam na stronie Moje wypieki.

Przepis dodaję do akcji „W krainie czarów”.

Składniki:
225 g połamanej gorzkiej czekolady
110 g masła
2/3 szklanki cukru (dałam troszkę mniej)
3 duże jajka
2 łyżeczki ekstraktu z wanilii
pół łyżeczki proszku do pieczenia
szczypta soli
1 i 2/3 szklanki mąki
cukier puder – około pół szklanki – do obtoczeniaMasło rozpuścić w małym rondelku. Pod koniec rozpuszczania dodać połamaną czekoladę, rozpuścić, dokładnie wymieszać (uważając, by się nie przypaliło).

Białka oddzielić od żółtek. Ubić na sztywno, dodając pod koniec partiami cukier, a następnie żółtka i ekstrakt z wanilii. Wymieszać z masą czekoladową (ja do ubitych jajek dodawałam chłodną masę czekoladową, dalej miksując).

Mąkę wymieszać z solą i proszkiem do pieczenia. Wsypać do powstałej masy czekoladowej, dobrze wymieszać. Schłodzić przez kilka godzin w lodówce, a najlepiej przez całą noc.

Ciasto wyjąć z lodówki, nabierać łyżeczką do herbaty (będzie ciężko, bo ciasto powinno być bardzo twarde), formować kuleczki mniejsze od orzecha włoskiego, obtaczać je mocno w cukrze pudrze i wykładać na blachę wyłożoną pergaminem.

Piec około 12 minut w temperaturze 165oC. Podczas pieczenia ciasteczka lekko się spłaszczą i popękają. Studzić na kratce.

Uwaga: masa do formowania kulek powinna być mocno twarda. Najlepiej pozostałą część ciasta trzymać w lodówce, gdy pieczemy pierwszą partię. Im ciasto bardziej mięknie tym ciastka się mocniej rozpłyną, nie popękają już tak mocno, a cukier puder na nich będzie sprawiał wrażenie ‘mokrego’. Nie piec też dłużej niż zalecany czas, by nie były zbyt twarde, lepiej na próbę jedno ciastko skosztować.

Ciasto czekoladowe z m&m s i kit- kat

14 lutego 2010 przez Beata

Kiedy zobaczyłam to ciasto prawie  rok temu na stonie Happy home baking, od razu chciałam je zrobić, ale jakoś nie było okazji. Wkońcu pomyślałam, że walentynki będą idealne. To przecież takie „słodkie” święto!

Właściwie wykorzystałam tylko pomysł na przybranie, bo samo ciasto zrobiłam zupełnie inne. Spód z białej czekolady już kiedyś robiłam, ale w połączeniu z malinowym musem( z przepisu Doroty).Tym razem połączyłam go z musem z ciemnej czekolady.

Ciasto jest słodkie. Każdemu z nas inna jego część smakowała najbardziej. Ja zajadałam się białym spodem, Michał ciemnym musem, Marta m&msami, a mąż z  równą ochotą zjadał wszystko. Gorąco polecam, zwłaszcza że ciasto bardzo efektownie się prezentuje. Idealne nie tylko na kinder bal.

Składniki na biały spód:

300 g białej czekolady
1 szklanka śmietany kremówki (250 ml)
5 jajek
120 g drobnego cukru
250 g serka mascarpone
1 szklanka zmielonych migdałów
1 łyżka ekstraktu z wanilii

Kremówkę przelać do niewielkiego garnuszka, podgrzewać. Dodać do niej połamaną białą czekoladę. Cały czas podgrzewać (na niedużej mocy), mieszając, by czekolada się roztopiła, zdjąć z palnika.

Białka oddzielić od żółtek. Żółtka utrzeć mikserem z połową cukru na lekką i jasną masę. Dodać do nich mascarpone, ekstrakt, migdały, roztopioną czekoladę. Zmiksować do gładkości.

Białka ubić na sztywno z resztą cukru. Wmieszać delikatnie do masy.

Formę o średnicy 23 cm wyłożyć papierem do pieczenia.Piec ok 60 minut w temp 170 st. Uwaga z góry trzeba przykryć folą aluminiową
Gdy ciasto wystygnie przygotować mus czekoladowy:

250 ml śmietany kremówki

20 dkg czekolady mlecznej

Czekloladę rozpuścić w kilku łyżkach śmietany, wystudzić. resztę kremówki ubić, wymieszać ze śmietaną. 3/4 wylać na górę ciasta , resztą obłożyć boki.

Ciasto przybrać wafelkami kit kat( 6  dużych sztuk) i m&msami ( 2 paczki)

Tajine z jagnięciny

11 lutego 2010 przez Beata

Tajine to arabskie naczynie, w którym piecze się mięsa. Wykonane jest z gliny i posiada wysoką, stożkowaną pokrywę. Para, która pod nią się zbiera, sprawia, że mięso nie wysycha. Niestety nie mam dużego naczynia tajine, tylko takie malutkie, w sam raz na jedną porcję, usmażyłam więc jagnięcinę w dużym rondlu, a w tajine tylko podałam.Było przepyszne! Jagnięcina wprost rozpływała się w ustach.Polegam gorąco!

Skorzystałam z przepisu Macieja Kuronia.

PS. Tajine to także nazwa potraw gotowanych w tym naczyniu.

Składniki:
  • 1,5 kg łopatki jagnięcej pokrojonej w kostkę 2,5 cm
  • 3 średnie cebule, jedna obrana i starta, dwie obrane i pokrojone w cienkie plastry
  • 500 g marchwi lub kabaczka
  • 200 g śliwek
  • 1 puszka cieciorki ( nie dałam)
  • 200 g pomidorów bez skórki
  • 1 łyżka mieszanki ras el hanout
  • 1 kora cynamonu
  • 2 łyżeczki cukru
  • 2 łyżki oliwy z oliwek
  • 2 łyżki masła
  • szczypta szafranu
  • sól, pieprz
Mieszanka ras el hanout:
  • 1 łyżeczka kminu rzymskiego
  • 1 łyżeczka imbiru mielonego
  • 1 łyżeczka soli
  • 1 łyżeczka pieprzu
  • pół łyżeczki cynamonu
  • pół łyżeczki utłuczonych w moździerzu ziaren kolendry
  • pół łyżeczki pieprzu cayenne, ćwierć łyżeczki zmielonych goździków

Kostkę z jagnięciny marynujemy w tartej cebuli, mieszance ras el hanout, soli i pieprzu przez 2 godziny. Podsmażamy mięso na maśle na brązowy kolor ze wszystkich stron. Plasterki cebuli podsmażamy na oliwie z masłem, dodajemy cukier i smażymy, aż trochę zbrązowieje, dodajemy marchewkę, doprawiamy solą i pieprzem, dodajemy do mięsa. Zalewamy mięso wodą, dodajemy laskę cynamonu, szafran i gotujemy na małym ogniu około 1 godziny. Dodajemy kostkę z pomidorów (pelatti), ciecierzycę, marchewkę gotujemy do miękkości, na 10 minut przed skończeniem gotowania dodajemy połówki śliwek, doprawiamy. Podajemy z chlebem pittą posmarowanym pastą harissa (bardzo ostra pasta z papryki).

Maślane kwadraty z karmelem i migdałami

10 lutego 2010 przez Beata

Uwielbiam takie maślane słodkości! Zresztą w ogóle od paru lat nie piekę ciast na margarynie, nawet jeśli jest w przepisie zastępuję ją masłem, ale w tych kwadratach aromat masła jest szczególnie wyczuwalny. Do tego jeszcze migdały w karmelu! Coś niesamowitego. Ciastka są słodkie, ale dokładnie takie być powinny! Od razu zrobiłam z podwójnej porcji, bo czułam, że będą nam smakować. Przepis pochodzi ze strony White Plate, ja wypatrzyłam go u Małgosi.

Skadniki

Spód:
90 g miękkiego masła
60 g drobnego cukru
1 żółtko
150 g mąki pszennej

Wierzch:
60 g masła
100 g drobnego cukru
1 łyżka miodu
4 łyżki migdałów w płatkach (u mnie co najmniej 3x więcej)

Forma do pieczenia o wymiarach: 20x30cm

Piekarnik nagrzać do 180 st C.
Zmiksować masło z cukrem, dodać żółtko i mąkę. Przełożyć na blat i rozwałkować na prostokąt o wymiarach 20×30 cm.
Formę wyłożyć papierem do pieczenia i przełożyć na nią ciasto.

Na patelni rozgrzać masło z cukrem i miodem. Kiedy zacznie się karmelizować (po ok. 5 minutach), dodać migdały. Zamieszać, zdjąć z ognia i wylać masę na ciasto. Wygładzić nożem, wstawić do piekarnika na 10-15 minut. Brzegi ciasta powinny być rumiane. Autorka przepisu zaleca pieczenie 8 minut, moje ciasto piekło się 15 minut.
Wyjąć z piekarnika, delikatnie przestudzić i jeszcze ciepłe kroić na kwadraty. Ostudzić.
Kwadraty początkowo są miękkie, kiedy ostygną – twardnieją i stają się chrupiące.

Salsa chimichurri

9 lutego 2010 przez Beata

Wspaniała salsa, której podstawą jest południowoamerykański sos chimichurri. Aromatyczna, pachnąca latem stanowi znakomity dodatek do mięs, zwłaszcza z grilla. Ze względu na porę roku musieliśmy się zadowolić mięsem z patelni grillowej. Ach, jak mi już brakuje lata! Marzy mi się uczta w ogrodzie, słońce, zieleń, nawet o komarach jakoś tak cieplej zaczynam myśleć.

Przepis pochodzi ze strony Tatter

5 lyzek oliwy z oliwek
3 zabki czosnku, zmiazdzonego
1 lyzka miodu
1 jalapeno chilli, pozbawione nasion i drobno posiekane
4 ogromne slodkie papryki ( w dowolnych kolorach, jednak z przewaga czerwieni)- u mnie tylko czerwone
4 lyzki octu z bialego wina lub szampana
1 maly peczek kolendry, posiekanej niedbale- dałam 1 łyżeczkę suszonej
1 maly peczek pietruszki, posiekanej niedbale
1 lyzke swiezego oregano, rowniez posiekanego
sol
swiezo mielony pieprz

Rozgrzewam oliwe, dodaje czosnek, miod i jalapeno, smaze na malym ogniu, wolno, az sie lekko skarmelizuja. Wtedy dodaje pokrojone w duze kawalki papryki, przykrywam i tak dusze je okolo 5-6 minut. Nastepnie dodaje ocet, znow przykrywam i gotuje kolejne 5 minut. Po tym czasie zdejmije pokrywke, dodaje ziola, zwiekszam ogien, mieszajac smaze, az do calkowitego wyparowania plynu. Doprawiam.Pycha!

Przepis dodaję do akcji Z widelcem przez kuchnie obu Ameryk

Kurczak tandoori

6 lutego 2010 przez Beata

Indyjskie tandoori ?? przygotowywane jest w specjalnym glinianym piecu .Przed pieczeniem mięso marynuje się w jogurcie i przyprawach.Barwi się je za pomocą naturalnych lub sztucznych dodatków, a ponieważ czas pieczenia jest krótki, kolor potrawy pozostaje bardzo intensywny. Mięso jest bardzo aromatyczne, miękkie, obłędnie pachnie. W domu piec tandoori musi nam zastąpić piekarnik .  Mnie przyprawę do tandoori przywiózł a Indii brat, ale u nas też można ją kupić w sklepach z orientalną żywnością, w Bomi i w sklepach internetowych.

Składniki:

8 kawałków kurczaka ( u mnie filety pocięte na duże kawałki)

150 ml jogurtu naturalnego

1,5 łyżeczki świeżo startego imbiru

1 posiekana cebula

2 ząbki czosnku, drobno posiekane

1 łyżeczka chilli w proszku

2 łyżeczki przyprawy do tandoori

50 ml oleju

sól

olej do smażenia

Z jogurtu, oleju i przypraw przygotować marynatę. Włożyć do niej pokrojonego kurczaka i wstawić do lodówki na 3 godziny. Następnie ułożyć mięso w żaroodpornym naczyniu posmarowanym olejem i piecz pod przykryciem w piekarniku ok 30 minut

W komentarzach pisaliście, że żałujecie , że nie zrobiłam Julce zdjęć w tych bezach. Niestety, nawet nie przyszło mi wtedy do głowy, żeby łapać aparat. za to mam dla Was inne zdjęcia Juleczki.

Po kąpieli. Słodka, grzeczna dziewczynka, prawda?

A tu podczas jedzenia kaszki. Mały rozrabiaka ani chwili nie usiedzi spokojnie. Skarpetki zdejmuje, gdy tylko się jej je założy. A nogi zakłada na pałąk z zabawkami. Gdy karmimy ją w wysokim krzesełku jest jeszcze gorzej, bo tak się wierci, że nie można trafić łyżeczką do buzi. Od razu mi się przypomina taki zabawny test dla przyszłych rodziców, który kiedyś krążył w internecie. Sporo w nim prawdy, przeczytajcie!!

Czy jesteś gotów zostać rodzicem?

1.
Kobiety aby przygotowac sie do macierzynstwa: wloz szlafrok i przymocuj na brzuchu worek z grochem. Trzymaj go tam przez 9 miesiecy. Po tym czasie wyjmij z worka 10 procent grochu.
Mezczyzni: aby przygotowac sie do ojcostwa, pojdz do najblizszej apteki, wyloz cala zawartosc portfela na lade i oddaj aptekarzowi. Nastepnie pojdz do supermarketu i zalatw, by cala Twoja pensja byla co miesiac przelewana bezposrednio na konto sklepu.

2.
Aby przekonac sie, jak beda wygladaly Twoje noce, powinienes chodzic po pokoju od 5 po poludniu do 10 wieczorem, noszac mokry tobolek o wadze okolo 5 kilogramow. O 10 wieczorem odloz tobolek, nastaw budzik na polnoc i idz spac. O polnocy wstan i choc po pokoju z tobolkiem na rekach do godziny pierwszej. Nastaw budzik na 3 rano. Poniewaz nie mozesz zasnac, wstan o 2 i wez sobie cos do picia. Wroc do lozka o 2.45. Wstan, gdy budzik za dzwoni o 3. Spiewaj piosenki przy zgaszonym swietle do godziny 4. Ustaw budzik na 5. Wstan. Zrob sniadanie. Postepuj tak przez 5 lat. Sprawiaj wrazenie zadowolonego z zycia.

3.
Wydraz melon, robiac mu z boku maly otwor o srednicy pileczki pingpongowej. Zawies na sznurku u sufitu i rozbujaj. Wez miseczke wodnistej papki i sprobuj za pomoca lyzeczki przelozyc jej polowe do wnetrza bujajacego sie melona, udajac przy tym, ze jestes samolotem. Druga polowe papki wylej sobie na kolana. Jestes juz gotow karmic roczne niemowle. Aby przygotowac sie na karmienie raczkujacego dziecka, rozsmaruj dzem na kanapie i wszystkich zaslonach. Ukryj paluszek rybny za szafa i zostaw go tam na pare miesiecy.

4.
Ubieranie maluchow nie jest wcale takie latwe, jak sie wydaje. Kup osmiornice i siatkowa torbe. Sprobuj wlozyc osmiornice do torby tak, by zadne jej ramie nie wystawalo na zewnatrz. Czas przeznaczony na to zadanie: cale przedpoludnie.

5.
Przygotuj sie do wyjscia rano z domu. Czekaj pol godziny przed drzwiami do ubikacji. Wyjdz z domu. Wroc. Wyjdz ponownie. Wroc. Wyjdz i odejdz kilkanascie metrow od domu. Wroc. Wyjdz i oddalaj sie bardzo powoli. Po drodze zatrzymuj sie, by dokladnie przyjrzec sie kazdemu niedopalkowi na chodniku, kazdej gumie do zucia, kazdemu papierkowi i kazdemu martwemu owadowi. Wroc pod dom. Krzycz glosno, ze masz juz tego wszystkiego dosyc, az sasiedzi stana w oknach i z zaciekawieniem zaczna sie na Ciebie gapic. Teraz jestes juz gotow, by zabrac swojego malucha na spacer.

6.
Pojdz do supermarketu, zabierajac ze soba cokolwiek, co przypomina dziecko w wieku przedszkolnym. Najlepiej nadaje sie do tego dorosly koziol. Jesli chcialbys miec wiecej niz jedno dziecko, wez ze soba kilka kozlow. Zrob sprawunki na caly tydzien, nie spuszczajac ich z oczu ani na chwile. Zaplac za wszystko, co kozly zjedza lub zniszcza.

7.
Naucz sie na pamiec imion bohaterow dobranocek. Kiedy zorientujesz sie, ze spiewasz podczas kapieli „Ja jestem pan Tik-Tak”, jestes gotow, by zostac rodzicem.

8.
Pamietaj, aby wszystko to, co mowisz, powtarzac przynajmniej piec razy.

9.
Zanim dorobisz sie potomstwa poszukaj ludzi, ktorzy maja juz dzieci. Krytykuj ich bezustannie za brak konsekwencji i cierpliwosci, za to, ze nie ucza swoich pociech dyscypliny i ze pozwalaja im na wszystko. Doradzaj im bez przerwy, co powinni zrobic, by dzieci wczesniej szly spac, jak maja nauczyc je dobrych manier i zachowania przy stole. Ciesz sie tym okresem. Nigdy pozniej nie bedziesz juz tak doskonalym ekspertem w wychowywaniu dzieci.’

Kolorowe beziki i niemowlę w kuchni

3 lutego 2010 przez Beata

Zaczęło się całkiem zwyczajnie. Nazbierało mi się białek i postanowiłam upiec bezy, ale nie takie zwykle, tylko w różowe paseczki. Widziałam, jak w swoim programie robiła je Martha Stewart i pomyślałam : nic trudnego. Wystarczy wewnątrz szprycy do kremów namalować paski kolorowym barwnikiem  przy pomocy pędzelka. Łatwiej powiedzieć niż zrobić. Zwłaszcza że byłyśmy z Julką same i gdy zabrałam się za bezy Mała bawiła się w kuchni na podłodze. Białka zdołałam spokojnie ubić, ale już po chwili pojawiły się problemy dwojakiego rodzaju. Miałam tylko barwnik w płynie i w żaden sposób nie dało się namalować tych pasków, bo rzadki płyn spływał. Idealny byłby barwnik w żelu. Z braku takiego musiałam coś wymyślić. Ugotowałam więc  gęsty syrop z wody i cukru, dodałam barwnika i to było to. Teraz z łatwością można było namalować paski. Nałożyłam pianę do szprycy i zaczęłam wyciskać beziki na blachę. Tymczasem Julka znudziła się zabawą i zaczęła stawać przy meblach na nogi. Bałam się, że się wywróci , więc co chwila ja łapałam, przenosiłam na środek kuchni i wracałam do ciasteczek. Mała jednak za każdym razem raczkując podchodziła do mebli i cała procedura się powtarzała. Równoczesne wyciskanie bezików i łapanie wywracającego się dziecka nie należy do łatwych zadań. Tak machałam szprycą, że część piany zamiast na blachę, trafiała na meble, podłogę , a nawet na kafelki ścienne. Przypominało to trochę paintball, „strzelałam gdzie popadło.”

W końcu, w akcie desperacji, postanowiłam przenieść się z tym wyciskaniem na podłogę. Pomyślałam, ze Julka posiedzi grzecznie , patrząc, co robię ( Nadziejo! Matko głupich!). Faktycznie przez chwilę był spokój. Wreszcie prawie spokojnie mogłam robić te nieszczęsne  bezy. Mała siedziała spokojnie i czymś się bawiła.  Gdy po chwili na nią spojrzałam, zamarłam z wrażenia.  Moje dziecko trzymało rękę po łokieć w misce z ubitą pianą, a we włosach miało już  taką jej ilość, że wystarczyłoby na pięć ciasteczek. Zamurowało mnie po prostu, przez chwilę byłam w stanie jedynie jęczeć z rozpaczy. Za to Juleczka wydawała okrzyki zadowolenia.  Trzeba było Małą wykąpać, posprzątać kuchnię i dokończyć bezy, których miałam już serdecznie dosyć. Po jakimś czasie kuchnia pozornie wyglądała na czystą. Tylko Marta, gdy wróciła ze szkoły, dziwiła się dlaczego noga od stołu jest cała w lepkiej pianie.  Trzeba posprzątać jeszcze raz!

Jak tylko uda mi się oderwać domowe klapki od podłogi, zabiorę się do drugiego etapu porządków.

Na bezy nie mogę nawet patrzeć!


BEZIKI W PASKI

4 białka

20 dkg cukru

1 płaska łyżka mąki ziemniaczanej

barwnik spożywczy ( polecam w żelu lub syropie)

Ubijamy białka na sztywną pianę. Następnie, ciągle ubijając po trochu dodajemy cukier. Gdy cały się rozpuści dodajemy mąkę ziemniaczaną. W  środku szprycy do kremów malujemy  paski pędzelkiem zamoczonym w barwniku. Nakładamy ubitą pianę i wyciskamy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia małe beziki, u mnie ok. 2,5 cm średnicy. Pieczemy ok. 40 minut w temp. 120 st.

Drożdżowki z budyniem i malinami

1 lutego 2010 przez Beata

Cokolwiek o tych drożdżówkach napiszę, nie będzie do końca pokrywało się z prawdą, bo tego smaku nie da się opisać. Rewelacja po prostu. Najlepsze drożdżówki jakie jadłam. Nigdzie takich nie kupicie. Są mięciutkie, puszyste i pachną cudownie. Przepis pochodzi ze strony Moje wypieki, ale ja zmieniłam trochę sposób wykonania i dałam maliny oraz migdały zamiast rodzynek. Nie ma z nimi specjalnie dużo pracy, a zachwytom rodziny nie ma końca.

Składniki na ciasto :

  • 500 g mąki pszennej chlebowej
  • 12 g drożdży suchych lub 24 g drożdży świeżych
  • 3 łyżki cukru
  • 2 jajka
  • 200 ml mleka
  • 50 ml śmietany kremówki
  • 60 g masła
  • pół łyżeczki soli

Drożdże suche wymieszać z mąką (ze świeżymi zrobić rozczyn). Dodać pozostałe skladniki i wymieszać, pod koniec dodając rozpuszczony tłuszcz. Dokładnie wyrobić ciasto. Odłożyć, przykryte, w ciepłe miejsce, do podwojenia objętości (1 – 1,5 h).

Po tym czasie ciasto ponownie wyrobić. Z ciasta ująć 250 g i rozwałkować na wymiar formy, czyli 40 x 25 cm (uprzednio wyłożonej papierem do pieczenia). To będzie spód naszych bułeczek. Pozostałe ciasto rozwałkować na prostokąt o wymiarach 40 x 40 cm.

Przygotowany prostokąt posmarować nadzieniem, posypać malinami( mogą być mrożone)następnie zwinąć wzdłuż jednego z boków. Ostrym nożem pokroić na 12 kawałków . Ułożyć je częścią rozciętą na spodzie z ciasta. Pozostawić do napuszenia na 15 minut .Ja pominęłam wałkowanie spodu i od razu całe ciasto zwinęłam w rulon.

Napuszone bułeczki posmarować roztrzepanym jajkiem wymieszanym z 1 łyżką mleka, posypać płatkami migdałowymi i piec około 25 – 30 minut w temperaturze 200oC. Gdyby zbyt szybko ‘łapały’ kolor, przykryć folią aluminiową. Jeszcze ciepłe posypać cukrem pudrem

Składniki na budyniowe nadzienie:

  • 550 ml mleka
  • 25 g masła
  • 4 żółtka
  • 110 g cukru
  • 60 g mąki pszennej
  • 50 g mąki ziemniaczanej
  • 16 g cukru wanilinowego
  • maliny- ok 40 sztuk
  • płatki migdałowe

300 ml mleka zagotować z cukrem i masłem. Pozostałe mleko zmiksować z żółtkami i mąką. Zmiksowaną mieszankę wlać do gotującego się mleka i ugotowac budyń, mieszając energicznie, by nie zrobiły się grudki. Dodać rodzynki, wymieszać. Przykryć folią i lekko przestudzić.

Metoda dla maszynistów:

Wszystkie składniki na ciasto umieścić w maszynie w kolejności: płynne, sypkie, na końcu drożdże. Nastawić program do wyrabiania i wyrastania ciasta ‘dough’ (około 1,5 h), po czym wyjąć ciasto, krótko zagnieść i dalej postępować wg powyższego przepisu.

Przepis dołączam do akcji Karnawałowe Przekąski