Archiwum Maj, 2010

Kolorowe wafelki

31 maja 2010 przez Beata

Bardzo efektowne, smaczne wafelki, choć niestety dosyć pracochłonne. Ślicznie wyglądają i na pewno tak wyglądem jak i smakiem zachwycą głównie dzieci.

Składniki:

1 paczka grubych wafli

1 opakowanie galaretki wiśniowej

Składniki kremu:

2 szklanki mleka

4 łyżki kaszy manny

kostka masła

mała paczka cukru waniliowego

1,5 szklanki cukru pudru

3 opakowania galaretek: czerwona, zielona i żółta

Przygotowanie:

Kaszę mannę zalać mlekiem, odstawić na 10 minut i ugotować. Masło zmiksować z cukrem pudrem, cukrem waniliowym i osudzoną kaszą. Krem podzielić na 4 części. Każdą z trzech  galaretek rozpuścić w 250 ml  wody, ostudzić i połączyć z 1/3 ilości kremu. Galaretkę wiśniową rozpuścić w 250 ml wody i zostawić do wystudzenia. Blachę wielkości wafli wyłożyć folią aluminiową, ułożyć na niej 1 wafel. Na górę nałożyć pierwszy krem, na to wylać lekko tężejącą galaretkę wiśniową. Wstawić do lodówki aż stężeje. Na galaretkę wyłożyć kolejny krem, na to wafel, w końcu trzeci krem i znowu wafel. Całośc przykryć papierem śniadanioym, obciążyć np. deską do krojenia i wstawić na noc do lodówki. Następnego dnia kroić na małe kawałki. Przechowywać w lodówce.

Ciasto z rabarbarem i zaproszenie na blog mojego ( już żonatego!) brata

25 maja 2010 przez Beata

No i stało się!  Ania i Krzysztof (czyli Olo) są już małżeństwem. W przepięknej, bajkowej wręcz scenerii, wzięli cichy, skromny, romantyczny ślub. Było tak, jak sobie wymarzyli: bez „musimy”, „trzeba” i „tak wypada”. Bez pośpiechu, bez  napięcia  i bez tysięcy zbędnych ceregieli, które z ceremonii ślubnych coraz częściej robią spektakl na miarę kiczu roku. Było pięknie i z miłością. Oczywiście weselna feta ich nie minie, już zbieramy siły na zabawę w Zakopanym . Tak się tylko  zastanawiam, czy prócz wieczorowych sandałków nie kupić sobie  zimowych botków?  Skoro w maju w Tatrach było zupełnie biało, to chyba nie ma co liczyć na lepszą pogodę w czerwcu. Może załapiemy się na jakiś kulig z pochodniami?

Relację z niezwykłego ślubu Ani i Ola możecie przeczytać na blogu, który prowadzą Zapraszam na  stronę http://namaste.rocoeg.com/

A jakby było mało dobrego, chciałam jeszcze polecić pyszne ciasto z rabarbarem. Najlepsze ze wszystkich rabarbarowych jakie jadłam. Trochę pracochłonne jak na cisto z owocami, ale warte każdej poświęconej mu minuty. Z przepisu Beaty, która na swojej stronie czaruje takimi smakołykami i zdjęciami tak cudownymi, że  patrząc na nie kiedyś w końcu się chyba zapomnę i zacznę lizać ekran.

Ciasto rabarbarowe

na tortownicę o średnicy 20-22 cm

na ‘sos’ rabarbarowy :
ok. 150 g rabarbaru
20 g cukru
otarta skórka z 1 pomarańczy

Rabarbar umyć, osuszyć, pokroić, przełożyć do rondelka, dodać cukier i gotować na wolnym ogniu do miękkości; następnie zmiksować i przełożyć na sito do ewentualnego odsączenia, musi bowiem być dosyć gęsty (‘sos’ możemy przygotować np. dzień wcześniej i umieścić go na noc w lodówce).

na kruszonkę :
50 g zimnego masła
50 g cukru
35 g mąki
35 g drobno zmielonych migdałów

Wszystkie składniki dokładnie ‘posiekać’ lub rozetrzeć palcami aż powstanie kruszonka. Pozostawić w chłodnym miejscu.

na ciasto :
ok. 250 g rabarbaru
130 g mąki
70 g drobno zmielonych migdałów
1 łyżeczka proszku do pieczenia
60 g miękkiego masła
135 g cukru
2 jajka
3 łyżki kwaśnej śmietany
otarta skórka z 1 cytryny
1 strartego ‘ziarenka’ tonki (możemy zastąpić wanilią lub cukrem waniliowym)
+ 3 łyżki ‘sosu’ rabarbarowego

Piekarnik rozgrzać do 180°.
Rabarbar umyć, osuszyć i pokroić.
Mąkę wymieszać z migdałami i proszkiem. Masło utrzeć z cukrem, następnie dodawać po jednym jajku i dalej miksować, aż masa będzie jednolita. Dodać otartą skórkę z cytryny, stratą tonkę oraz połowę mąki, dobrze wymieszać, a następnie – ciągle miksując – dodać śmietanę oraz resztę mąki. Przelać ciasto do natłuszczonej i lekko wysypanej mąką tortownicy. Na wierzch nałożyć 3 łyżki ‘sosu’ rabarbarowego i lekko wmieszać je w ciasto (jak przy pieczeniu zebry np.). Następnie posypać ciasto pokrojonym rabarbarem i posypać kruszonką. Piec ok. 55 minut (lub do suchego patyczka). Pozostawić na kilka-kilkanaście minut w ciepłym piekarniku, a następnie wystudzić na kratce.

EDYCJA

‘sos’ rabarbarowy powinien być naprawdę dobrze odsączony, by nie zrobił się zakalec; możemy ewentualnie wymieszać go wcześniej z odrobiną ciasta lub dodać nieco więcej mąki, jeśli ciasto wydaje nam się zbyt ‘luźne’; jeśli zaś nasz ‘sos’ jest dosyć wolgotny, możemy dodać nieco mniej pokrojonego rabarbaru na wierzch

Tartaletki z kremem patissiere i owocami

19 maja 2010 przez Beata

To jedne z moich ulubionych ciastek. Można zakochać się w tym smaku. Połączenie kruchego ciasta, waniliowego kremu i świeżych owoców daje absolutnie doskonały efekt. Dla takich tartaletek warto nawet nawet na jeden dzień zrezygnować z diety.

Przepis na ciasto kruche:

40 dkg mąki

20 dkg masła

18 dkg cukru pudru

1 mały cukier waniliowy

1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia

1 jajko

1 żółtko

Z podanych składników zagnieść ciasto. Wyłożyć nim posmarowane masłem i oprószone mąką foremki do tartaletek. Piec około 15 minut w piekarniku nagrzanym do 180 st. (do zrumienienia).

Krem patissiere (przepis ze strony Moje Wypieki) :

  • 600 ml mleka
  • laska wanilii, przekrojona wzdłuż
  • 6 dużych żółtek
  • 100 g cukru
  • 40 mąki pszennej
  • 40 g skrobi ziemniaczanej
  • 20 ml likieru (Grand Marnier, Brandy, Kirsch), niekoniecznie

W większym garnuszku zagotować mleko z ziarenkami wanilii. Doprowadzić do wrzenia i natychmiast odstawić na bok.

Cukier utrzeć z żółtkami do białości (ja robię to mikserem koncówką do ubijania białek), wsypać wymieszane mąki i dalej miksować, aż do uzyskania gładkiej pasty.

Pastę wlać do ugotowanego mleka, wymieszać do rozpuszczenia grudek. Postawić na palnik (średnia moc) i zagotować, cały czas mieszajac drewnianą łyżką. Od momentu zagotowania gotować około 1 mm, mieszajac, aż krem zgęstnieje. Zdjąć z palnika i wmieszać likier (niekoniecznie). Ostudzić, mieszając, bo lubi się formować ‘kożuch’.

Krem wykładamy do upieczonych i wystudzonych tartaletek, na górze układamy świeże owoce.

O Karolku

8 maja 2010 przez Beata

Ostatnio coraz mniej na moim blogu przepisów, są jednak sprawy ważniejsze niż dobre jedzenie.

Dzisiaj chciałam opowiedzieć Wam o kimś niezwykłym. O 12-letnim wspaniałym chłopcu. Nieuleczalnie chorym.

Karolek cierpi na bardzo, bardzo rzadką genetyczną chorobę o nazwie trudnej do wymówienia: zespół ataksja-teleangiektazja. Dotychczas nie wynaleziono na nią lekarstwa. Wraz z upływem czasu choroba się pogłębia, ale przecież jest NADZIEJA. Może uda się wynaleźć lekarstwo, które pozwoli Karolkowi wrócić do zdrowia, albo przynajmniej spowolni postęp choroby.

Zajrzyjcie proszę na stronę Karolka.http://karolpecherz.pl/ Obejrzyjcie koniecznie poruszające filmy, które znajdziecie w Menu głównym , w kategorii: Karolek w mediach. Jeśli możecie, pomóżcie finansowo. Jeśli nie, zostawcie komentarz albo wpiszcie się do Księgi Gości .Słowo otuchy czy sympatii to często więcej niż pieniądze.

Mam do Was jeszcze jedną, ogromną prośbę. Karolek zbiera breloczki do kluczy. Uwielbia je i każdy nowy okaz w kolekcji to dla Niego powód do radości i szczęścia. Tak pomyślałam, że byłoby cudownie gdyby na Dzien Dziecka dostał breloczki pocztą. To nie muszą być rzeczy nowe. Te stare, wrzucone gdzieś do szuflady i już niepotrzebne nadają się znakomicie.    Jeśli macie oczotę i  chwilę czasu, wyślijcie je Karolkowi. Adres znajdziecie na jego stronie w menu głównym, w kategorii : kontakt.Jeszcze raz podaję adres strony

http://karolpecherz.pl/

Bardzo Wam dziękuję!!!

Bardzo radosny, niekulinarny wpis!

7 maja 2010 przez Beata

Na tę wiadomość liczyłam od dawna. Mój brat się żeni!!! I to już za miesiąc. Kompletne zaskoczenie! Młodzi nikomu nie powiedzieli o swoich planach i nie przypuszczaliśmy nawet, że wezmą ślub wcześniej niż za półtora roku. Dopiero kilka dni temu zrobili nam wszystkim niespodziankę, nawet rodzice nic nie wiedzieli. Dwunastego czerwca będziemy bawić się w Zakopanym na hucznym weselu. To dopiero początek niespodzianek, bo okazało się, że ślub kościelny biorą… w Indiach, a wyjeżdżają… jutro! Wracają za trzy tygodnie, by wziąć ślub cywilny i wyprawić wesele. A w sierpniu wyjeżdżają na roczną wyprzawę do Azji. Zupełne szaleństwo, ale bardzo się cieszę. Wprawdzie  Ania, narzeczona brata, to od dawna członek naszej rodziny, jest chrzestną Julki, ale miło będzie mieć bratową oficjalnie.

Żałuję tylko, ze nie będziemy na ślubie… Rozumiem jednak Młodych, Indie to dla nich magiczne miejsce. No i jakie to romantyczne, wziąć ślub gdzieś na Goa!

Cieszę się tak, jakby to miało być moje wesele!

Aloo Gobi Curry

6 maja 2010 przez Beata

Uwielbiam kuchnię indyjską. Jak mówi mój brat, w Indiach wszystko jest bardziej intensywne: kolory, smaki, zapachy. Podobno mnogość przypraw, dodawanych do każdego dania, na początku wydaje się objawieniem, jednak po kilku tygodnich człowiek zaczyna tęsknić za codziennym chlebem , delikatnym rosołem, a nawet tradycyjnym schabowym. Nie mogę tego potwierdzić, bo hinduskie dania jadam okazjonalnie i jak na razie zachwycają mnie bezgranicznie. Fenomalne dla mnie są dania z warzyw. Tak cudwnie doprawione, że zamieniają się w ucztę dla zmysłów.Pachną i wyglądają bosko , o smaku nawet nie wspomnę. Jestem w  uprzywilejowanej pod tym względem sytuacji, bo często mam dostęp do świeżo mielonych przypraw, które właśnie dotarły z Indii. Trzeba jednak przyznać, że nawet z przyprawami kupionymi w kraju  wszystko smakuje znakomicie. Tym bardziej zapraszam do spróbowania aloo gobi curry.

Przepis znalazłam na stronie Palce lizać

10 lyzek oleju kukurydzianego
2 lyzeczki nasion kopru wloskiego
1 duzy (swiezy) lisc laurowy lub tej patta (tejpan, lisc Cassia)
2 duze cebule, posiekane
1 lyzeczka kurkumy
1 lyzeczka chilli
1 lyzeczka mielonej kolendry
1 lyzeczka mielonego kuminu
600g ziemniakow, obranych i pokrojonych w kostke
600g kalafiora, podzielonego na rozyczki
4 duze pomidory lub puszka dobrych pomidorow z sokiem
500ml mleka
200ml wody lub wywaru warzywnego
sol
1/2 lyzeczki garam masala
1 lyzka (czubata) chilli pickle w oleju
zielona kolendra

W duzym zeliwnym garnku (z pokrywka) rogrzewam olej, gdy zaczyna dymic wrzucam nasiona kopru i lisc laurowy lub tejpan i smaze mieszajac, az przyprawy zmienia kolor. Dodaje wtedy posiekane cebule, zmniejszam ogien i smaze przez 10 minut. Wsypuje przyprawy i smaze mieszajac. Nastepnie dodaje ziemniaki i miszajac smaze 5 minut, zakrywam garnek pokrywka. Gdy ziemniaki sa juz prawie miekkie dodaje rozyczki kalafiora. Zwiekszam ogien i przesmazam. Dodaje pomidory, mleko, wywar, odrobine soli. Zakrywam, zmniejszam ogien i dusze curry przez 15 minut. Kalafior nie moze sie rozpadac, ale musi byc dosc miekki. Potem gotuje jeszcze bez przykrycia az sos sie zredukuje i zgestnieje. Przed podaniem posypuję świeżą kolendrą.

Aloo Gobi Curry najlepiej smakuje z chlebem naan, pastą dahl i sosem raita.