Awentyn, Zatybrze i Janikulum

Awentyn to jedno z najpiękniejszych rzymskich wzgórz. Panuje tu spokojna, wręcz sielska atmosfera, nie ma tłumów turystów, o tej porze roku jest prawie pusto. Do tego mnóstwo zieleni i niemal żadnych samochodów. Już w starożytności Awentyn był ulubioną dzielnicą arystokracji, pełną pałaców i willi. Dla mnie to bajkowy zimozielony ogród. Znajduje się  tu ogród różany, niby w styczniu róże nie rosą, ale udało się znaleźć kilka  odpornych na chłody. Podobno w tym roku w Rzymie panuje wyjątkowo zimny styczeń, tzn. w ciągu dnia mamy piękne słońce i temperaturę ok 10-15 stopni, ale w nocy bywa  nawet koło zera.

A wracając do Awentynu, można tu pospacerować po pięknym ogrodzie pomarańczowym, zwiedzić kilka ślicznych i zupełnie pustych kościołów, starożytne ruiny i zobaczyć cudowny widok na cały Rzym. Najbardziej niezwykły ogląda się przez  sławną dziurkę od klucza, do której zawsze ustawia się kolejka.

 

 

Bazylika św Piotra wydaje się być na wyciągnięcie ręki.

Wzgórze ma swoją tajemnice, jest nią klasztor Zakonu Klasztor Maltańskich, do którego podobno można wejść tylko raz czy dwa w roku i to za słoną opłatą rzędu 30 euro.To właśnie w bramie do niego znajduje się słynna dziurka. Na wzgórzu znajdują się jeszcze zakony benedyktynów i dominikanów znacznie bardziej otartych na ludzi z zewnątrz.Mamy też piękny  średniowieczny kościół św. Sabiny. W porównaniu do barokowych gwiazd rzymskich ten jest skromny i bardzo klimatyczny. Jak dla mnie to jeden z najpiękniejszych.

To właśnie obok niego znajduje się sławny ogród pomarańczowy, ale owoce z tutejszych drzewek są gorzkie, to ta odmiana z której wytwarza się Campari. Z tarasu widokowego można podziwiać Rzym w całej krasie.

Przyjemne wrażenie robi też zupełnie pusty kościół św Aleksego , podobno jeden z ulubionych przez nowożeńców. Trudno się dziwić, świątynia jest pełna uroku, to wczesny barok, ale taki jeszcze delikatny, nienachalny. Dominują w niej jasne barwy i kolor niebieski, a do tego pełno tu światła.

Jeszcze jedna interesująca świątynia znajduje się na samym szczycie wzgórza, to kościół św Anzelma, nie jest tak stary jak poprzednie, liczy niewiele ponad sto lat.

Z drugiej strony wzgórza mamy Circo Massimo  czyli  dawną arenę sportową i Termy Karakali. Ciche uliczki zielonego Awentynu przez cały rok zachęcają do spacerów, jeśli będziecie kiedyś w Rzymie, zajrzyjcie u koniecznie.

Potem poszliśmy na Trastevere czyli Zatybrze. My, Polacy, znamy je przede wszystkim z Quo vadis Sienkiewicza, to właśnie tam w powieści  mieszkali chrześcijanie i ukrywała się przez Winicjuszem piękna Ligia. Obecnie Trastevere to dzielnica artystów i restauracji. Przypomina krakowski Kazimierz. Można godzinami spacerować po wąskich uliczkach, zaglądać w urokliwe zakątki albo zwiedzać ciekawe kościoły, których tu nie brakuje.

Naszym kolejnym celem było Janikulum czyli ósme wzgórze rzymskie,  mimo iż jest najwyższe, nie należy do legendarnych siedmiu wzgórz, na których założono Rzym. Tradycja mówi , że na Janikulum ukrzyżowany został św. Piotr, a potem przeniesiono jego zwłoki na Watykan i tam pochowano, Stąd mamy tutaj Kościół św. Piotra na Złotej Górze. Złotej, bo wydobywano tu mikę. Podobno rzymianie uwielbiają przychodzić tu na spacery. Mnie wzgórze nieco rozczarowało. Może dlatego że porośnięte jest głównie platanami, które o tej porze roku  nie mają liści i stąd, choć cały dzień świeciło słońce, jakaś taka szaruga i pustka wokół. Owszem mamy tu sporo pomników, ogród botaniczny, ogromną fontannę Acqua Paola,  ale całość niezbyt mi się podobała.

Za to kawałek dalej jest śliczny, romantyczny park Villa Sciarra. Znajdująca się tu villa pochodzi z XVI wieku, ale park założono dopiero w roku 1932. Ruiny, fontanny i rzeźby tylko udają antyczne, mimo to park jest uroczy, pełen tajemniczych zakamarków, grot  i posągów. Turyści zupełnie o nim nie wiedzą, dlatego niemal nie ma tu ludzi.

 

Bardzo interesującym miejscem jest Wyspa Tyberyjska. Ma ponad 200 m długości i znajdują się na niej szpital, kościół, domy mieszkalne i restauracje. Prowadzi na nią jeden z najstarszych mostów w mieście- Ponte Fabricio. Choć wygląda romantycznie , skrywa mroczny sekret. Zakon Bonifatrów, opiekuje się tajemniczym kościółkiem S. Giovanni Calibita, ale Bractwo Czerwonych Kapturów 2 listopada otwiera tu kryptę topielców.Bractwo powstało w XVII wieku i zajmowało się wyławianiem z Tybru topielców oraz grzebaniem ich w krypcie kościoła. Zwłok nie  wkładano jednak do trumien, a układano na podłodze. Obecnie można je oglądać właśnie 2 listopada. Brrr…Zdjęcia wyspy ciemne, ale robiłam je prawie o zmroku.

 


Brak komentarzy Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Autor (wymagane):


Adres e-mail (nie jest publikowany) (wymagane):


Strona internetowa:



XHTML: Możesz użyć tagów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>