Gran Canaria- wschód i południe

16 sierpnia 2016 przez Beata

IMG_6228

Południowa część wyspy jest bardzo sucha i w miejscach naturalnych  kompletnie pozbawiona roślinności, wygląda to  trochę jak po jakiejś katastrofie ekologicznej. Oczywiście w miastach jest zielono, kwitną kwiaty, rosną palmy i setki egzotycznych okazów flory, ale to wszystko codziennie jest podlewane. Poza miastami mam wrażenie, ze jestem w jednym wielkim kamieniołomie. Wśród tego księżycowego krajobrazu znajduję się urokliwe zielone wąwozy, malownicze wioski i zabytkowe miasta.

Na pewno najciekawsze z nich to Telde, a właściwie dwie jego dzielnice. Pierwsza z nich, Don Juan, jest dosyć znana. Jej centrum stanowi Plaza Don Juan z pięknym kościołem który ma fasadę z 1520 roku. Plac znajduje się w centrum zabytkowej starówki z tradycyjnymi kanaryjskimi białymi lub kolorowymi  domami.

IMG_6301

IMG_6308

IMG_6315

Jednak prawdziwy skarb Telde kryje się kilkaset metrów dalej. Mam na myśli niezwykle urokliwą dzielnicę San Francisco, o istnieniu  której  większość przybywających do miasta turystów nie ma pojęcia. Spacer po San Francisco  to jak podroż w czasie. Labirynt wąskich, wybrukowanych uliczek, śliczne białe domki, tajemnicze zaułki, niewielkie place, mały kościołek, to wszystko tworzy idylliczną atmosferę. Miejsce absolutnie konieczne do zobaczenia na Gran Canarii

IMG_6333

IMG_6316

IMG_6329

IMG_6330

IMG_6332

Wspomniałam o surowych górach, ale jeszcze nic nie napisałam o ślicznych, bardzo zadbanych wioskach jakie znajdziemy w tym rejonie Pierwsza to  elegancka  Santa Lucia z ładnym niewielkim parkiem i tradycyjną zabudową.

IMG_6234

IMG_6231

Druga, która zwróciła moją uwagę  jest mniej okazała, ale bardziej autentyczna.  Temisas, bo niej mowa, ma tarasową zabudowę, gdzieniegdzie rozpadające się stare domy i niesamowita atmosferę. Nie znajdziecie tu żadnych sklepów, jest mała piekarnia, jeszcze mniejszy bar i niewielki kościółek. Są i opuszczone ogrody , w których wciąż rosną drzewa  mangowe. Temisas  została uznana przez Rząd Wysp Kanaryjskich za Tradycyjną Osadę Kanaryjską.

IMG_6345

IMG_6340

A na zakończenie podróży po wschodniej części wyspy perełka przyrodnicza czyli zachwycający wąwóz Guayadeque. Zadziwiające, mimo że opisywany i polecany jest w każdym przewodniku, świeci pustkami. Guayadeque to jeden z najciaśniejszych wąwozów na Gran Canarii, ma ponad 12 kilometrów, ale spokojnie, prawie całą tę trasę można przejechać samochodem. Na dnie doliny dominuje cień, dlatego jest w niej niezwykle zielono. Po drodze znajduje się parę barów, kaplica, parę domów wykutych w skałach i niewielkie muzeum. Na końcu wąwozu znajduje się mała osada, w której wciąż mieszkają ludzie, głównie starsi. Choć do cywilizacji daleko, mają prąd, anteny satelitarne, na nawet garaże. Życie toczy się normalnym rytmem, pranie się suszy, miniaturowy ogródek na skale trzeba podlać, nakarmić kury. Miłośnicy odpoczynku w odosobnionych miejscach mogą   tu nawet  wynająć komfortowy apartament, wykuty w skale oczywiście.

IMG_6196

IMG_6208

IMG_6199

IMG_6210

IMG_6193

Poza tym w tej części wyspy nie ma zbyt wielu atrakcji. Południe, prócz opisanego wcześniej Puerto Mogan tez nie powala na kolana. Wszystkie wakacyjne miasteczka podporządkowane zostały masowej turystyce i są w zasadzie bardzo do siebie podobne.  Na pewno na tym tle wyróżnia się jeszcze Amfi del Mar czyli skupisko hoteli i plaża uważana za najładniejszą na wyspie. Faktycznie plaża, mimo że znajduje się w otoczeniu apartamentowców jest  bardzo ładna. 28 lat temu Bjorn Lyng, milioner z Norwegii postanowił zainwestować w przemysł turystyczny. Znalazł miejsce na swoje hotele, ale nie było tam plaży. Piasek z Sahary uznał za zbyt żółty i gruboziarnisty , wydobywany z dna oceanu przy Wyspach Kanaryjskich za zbyt szary, więc sprowadził go z Bahamów. Dzięki temu powstała biała 300- metrowa plaża i błękitna laguna.  Poznaliśmy tutaj  Polkę, która od lat mieszka na wyspie i  pracuje w hotelu Amfi,  opowiedziała nam o twórcy tego miejsca. Podobno był wspaniałym człowiekiem , swoich pracowników traktował z niezwykłym szacunkiem, pamiętał o ich urodzinach, sprzątaczki traktował na równi z sekretarkami. Niestety, po jego śmierci w 2006 roku kompleks przeszedł w ręce kilkuosobowej spółki i wszystko zmieniło się na gorsze.

IMG_6294

IMG_6291

Warto tu przyjechać nie tylko po to, by zjechać z urwiska  przeszkloną windą i poleżeć na plaży.  Niewiele osób wie, że na terenie hotelu, z zachodniej strony znajduje się piękny ogólnodostępny ogród z fontannami i sadzawkami. Całkiem spory, miło się po nim spaceruje wśród egzotycznych roślin. Jest i sztuczna wyspa w kształcie serca, przystań dla jachtów, centrum handlowe, liczne restauracje i bary. Mnie się Amfi podoba nie  tylko względu na plażę, ale i  na  zieleń, której tu naprawdę nie brakuje.

IMG_6276

IMG_6286

Na dzisiaj to wszystko, jutro ruszamy do stolicy.

IMG_6299

 

 

 



Gran Canaria – moc wrażeń na początek

14 sierpnia 2016 przez Beata

IMG_6054

Od wczoraj  jesteśmy na Gran Canarii. A niewiele brakowało, żeby nas nie było, nie tylko  tutaj, ale w ogóle. Podczas koszmarnego lądowania  w porywistym wietrze, zaczęło nami rzucać  na wszystkie strony. Nie dało się utrzymać maszyny nad pasem startowym. W   ostatniej chwil,  kilkanaście metrów od ziemi,   pilot poderwał  samolot i odlecieliśmy  na drugi krąg. Gdyby mu się nie udało, rozbilibyśmy się. Wszyscy w samolocie krzyczeli, a potem, przy drugiej próbie podejścia do lądowania, mimo że też trzęsło niemiłosiernie, panowała grobowa cisza. Pewnie pasażerowie , tak jak ja, modlili się i w myślach żegnali ze światem. Na szczęście udało się, jesteśmy. Wciąż w lekkiej histerii i z trzęsącymi się rękami, ale cali i zdrowi. Chyba jeszcze długo będziemy dochodzić do siebie. Nie uwierzycie, ale jeszcze w powietrzu,  liczyłyśmy z Martą wszystkie  nasze loty i doszłyśmy do wniosku, że jak dotychczas nie mieliśmy  żadnych negatywnych doświadczeń związanych z podróżowaniem samolotem. No cóż, lot 38 dostarczył nam wrażeń …Mam   świadomość, że pilot uratował nam życie. Chyba nikt z pasażerów mu nawet nie podziękował, ale wszyscy  byliśmy w kompletnym szoku. Wśród łez, uścisków  i  dziękczynnych modłów  drżącym głosem powtarzaliśmy : już dobrze, żyjemy.

Dzisiaj już nieco ochłonęliśmy i ruszyliśmy na zwiedzanie wyspy.  Wypożyczyliśmy samochód na całe 14 dni, bo nie wyobrażamy sobie siedzenia w jednym miejscu. Mamy zamiar nie tylko zobaczyć największe atrakcje, ale dotrzeć do miejsc, w których turyści nie bywają.

IMG_6028

Na początek poszła najbliższa okolica. Jesteśmy  na południu,  w Maspalomas. Największą  atrakcją tego miejsca są ruchome wydmy, naprawdę spektakularne. Można się na nie wspiąć, sturlać z nich, podglądać  ptaki nad słonym jeziorem, które, podobnie jak część wydm, stanowi rezerwat przyrody. Kapitalne miejsce. Oczywiście można się też wykąpać w oceanie,  całkiem  ciepłym, a w pobliżu latarni morskiej zaskakująco spokojnym.

IMG_6038

IMG_6042

IMG_6044

IMG_6043

Maspalomas wygląda jak Sahara i wielu filmach wydmy odegrały taką rolę. Brakuje tylko wolno posuwającej się karawany…

IMG_6057

Miedzy wydmami znajduje się  plaża  dla naturystów, ale golasy nic sobie nie robią z wydzielonego terytorium i chodzą wszędzie. Jeśli myślicie, ze można zobaczyć jakieś „ ciacho,” to od razu mówię, że nic z tego. Średnia wieku 65, a wagi 105. Nie wstawię żadnej fotki,bo jeszcze zostanę oskarżona o szerzenie pornografii.

Po południu pojechaliśmy do urokliwego Puerto Mogan. Kiedyś była to rybacka wioska, a obecnie jest to najładniejsze wakacyjne miasteczko  na Gran Canarii.  Nie ma tutaj wysokich hoteli, a wszystkie apartamenty utrzymane są w tym samym stylu. Na dodatek Puerto Mogan tonie w kwiatach, ma śliczny port,  ładne kanały  i  mosty. Bardzo nam się spodobało i na pewno pojedziemy tam jeszcze  na wieczorny spacer.

IMG_6121

IMG_6129

IMG_6086
IMG_6127

IMG_6107

IMG_6136

IMG_6137

Potem zajrzeliśmy do enklawy dla bogaczy czyli Pasito Blanco. To przyjemne miejsc położone jest tylko 5 kilometrów od Maspalomas, ale niewiele osób o nim wie, dlatego panuje tam cisza i spokój. Tym bardziej, że na teren  osiedla samochodami mogą wjeżdżać  tylko jego mieszkańcy. Zostawiliśmy więc auto  na drodze dojazdowej i poszliśmy na spacer. Pasito jest ładne i o dziwo, całkiem gustowne. Ma śliczny  port, piękne ogrody i oferuje dużo cienia.   Zafascynowała nas zielona trawa, której na wyspie suchej jak rodzynki  nie ma prawie wcale. Zaczęliśmy się nawet z Arturem zastanawiać, ile rocznie kosztuje utrzymanie tych trawników, gdy Julka oznajmiła: zobaczcie ta trawa jest  sztuczna! Faktycznie, co najmniej połowa okazała się plastikowa…Tak czy inaczej warto tu przyjechać, odpocząć od tłumów turystów.

IMG_6141

IMG_6148

IMG_6147

IMG_6154
IMG_6160

IMG_6161

Sztuczna trawa

IMG_6164

IMG_6167

A na zakończenie dnia daliśmy się zrobić w balona.  Z naszego hotelu widać w oddali kościół,  atrakcyjny, biały, w kanaryjskim stylu. Trochę mnie to dziwiło, bo nie słyszałam o żadnych zabytkowych kościołach w okolicy Maspalomas. Pojechaliśmy go zobaczyć z bliska i ku naszemu zdziwieniu na miejscu okazało się, że to …hotel.Znajduje się w Meloneras, gdzie można zobaczyć sporo hoteli o nietypowej architekturze.

IMG_6172

Jutro wybieramy się w głąb wyspy.

 

Dżem z mirabelek ( bez drylowania)

12 sierpnia 2016 przez Beata

IMG_5971

W naszym ogródku rośnie jedna mirabelka. Mąż od dawna chce ją ściąć, bo jak mówi  robi bałagan i jest brzydka, ale ja ją lubię. Po pierwsze daje dużo cienia, a po drugie mamy mirabelki! Tych malutkich śliwek kupić już dzisiaj prawie nie można, wprawdzie często  rosną dziko, niestety zazwyczaj  przy ruchliwych drogach. Póki co drzewo u nas zostaje.

Dżem z mirabelek jest pyszny, kwaśno- słodki. Oczywiście drylowanie tych malutkich owoców byłoby koszmarem, więc radzę sobie bez tego. Po prostu ugotowane śliwki przecieram przez niezbyt drobne sito, pestki na nim zostają, a cala reszta trafia do garnka. Ten dżem robię z dodatkiem żelfiksu, mirabelki zawierają mało pektyn i kiepsko żelują. Dżem jest świetny, ale podczas gotowania trzeba uważać, łatwo się przypala, więc wymaga częstego mieszania. Mój nieco się skarmelizował, dlatego ma kolor pomarańczowy zamiast żółtego.

3 kg mirabelek

1 kg cukru

3 opakowania żelfiksu 3:1

Mirabelki płuczemy i przebieramy odrzucając te z brązowymi plamkami. Wkladamy do garnka i wstawiamy na piec. Gotujemy wolno, często mieszając. Mniej więcej po 40 minutach śliwki staną się miękkie i niektóre pestki zaczną z nich wypadać. Wtedy pora na przecieranie przez sitko. Gdy już pozbędziemy się pestek, stawiamy śliwki ponownie na piecu, dodajemy cukier, zagotowujemy i dodajemy żelfiks zgodnie z przepisem na opakowaniu. Gorący dżem przelewamy do wyparzonych słoików. Pasteryzujemy pól godziny w wodzie albo w piekarniku nagrzanym do 30 stopni. Polecam te drugą metodę, jest zupełnie bezproblemowa. Ja już żadnych przetworów nie pasteryzuję w wodzie.

Kalafior pieczony z ananasem

11 sierpnia 2016 przez Beata

IMG_5942

Uwielbiam takie dania! Mnóstwo warzyw,  wyraziste przyprawy, a do tego pyszny sos. Coś wspaniałego. Przepis znalazłam w książce Jamiego Oliwera. Bardzo sobie cenię jego kuchnię, jest zdrowa, niezbyt kaloryczna i niezwykle smaczna. Tym razem zaintrygowało mnie połączenie kalafiora z ananasem i muszę przyznać, że to absolutny strzał w dziesiątkę. Fantastyczne, lekkie, wakacyjne danie. Jak to w indyjskich daniach bywa, lista składników jest dosyć długa, ale potrawa bardzo prosta do wykonania.

4-5 porcji

2 kalafiory

mały ananas

po  1 łyżce gorczycy i kopru włoskiego

1 puszka ciecierzycy-400 g

30 g migdałów w płatkach

sól i pieprz do smaku

 

sos:

łyżeczka kurkumy

1 łyżeczka curry

1/2 pęczka kolendry

kawałek imbiru-ok 3 cm

1 cytryna

2 łyżki chatneyu z mango lib innego

200 g jogurtu naturalnego

11 papryczka chilli

do podania placki chapatti albo ryż

Piekarnik nagrzać do 200 st. kalafiory pokroić na duże różyczki, gotować w posolonej wodzie ok 6-8 minut. odcedzić, wrzucić do brytfanki.Ananas obrać i pokroić na kawałki o boku ok 3 cm. dodać do kalafiorów, doprawić koprem i gorczycą.Piec pod przykryciem ok 30 minut. Po tym czasie dodać ciecierzyce i migdały,doprawić solą i pieprzem, przemieszać i piec odkryte jeszcze ok 10 minut.

Sos:

Kurkumę i curry podpiec na suchej patelni. Przesypać do blendera, dodać chutney, sok z cytryny, drobno starty imbir, połowę kolendrę r i jogurt,  zmiksować na gładką masę. Kalafior posypać drobno posiekaną chilli i resztą kolendry. Podawać z sosem i plackami chapatti albo ryżem.

 

Cytrynowe muffinki z cukinią

30 lipca 2016 przez Beata

IMG_5925

Sezon na cukinię z własnego ogródka w pełni. Co tydzień zbieramy jej kilka kilogramów.Powoli wyczerpują mi się pomysły na jej wykorzystanie, dlatego gdy zobaczyłam u Doroty te muffiny, od razu postanowiłam je upiec. Dokonałam jednak w przepisie kilku zmian. Przede wszystkim wykorzystałam żółtą, a nie zieloną cukinię. Starłam ja na średnich , a nie grubych oczkach, lekko odsączyłam. No i dodałam więcej skórki cytrynowej do ciasta, a nie dałam kardamonu. Powiem Wam, że te muffiny są genialne. Cukinia jest zupełnie niewyczuwalna i niewidoczna, ale dzięki niej ciastka są wilgotne. Pyszne po prostu.

Składniki na 10 – 12 sztuk:

  • 250 g mąki pszennej
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • pół łyżeczki sody oczyszczonej
  • szczypta soli
  • 2 duże jajka
  • 125 ml oleju słonecznikowego lub rzepakowego
  • 150 g drobnego cukru do wypieków
  • 125 ml (pół szklanki) kwaśnej śmietany 12%
  • świeżo wyciśnięty sok z cytryny
  • skorka starta z 1,5 cytryny
  • 230 g cukinii startej na tarce o średnich oczkach (cukinię myjemy, odcinamy końce, ścieramy ze skórką, lekko odsączamy; z dużej cukinii można wydrążyć środek)

Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej. Mąkę pszenną, proszek do pieczenia, sodę oczyszczoną, kardamon, sól – wymieszać, przesiać i odłożyć.

W osobnym naczyniu lekko roztrzepać rózgą kuchenną jajka, olej, cukier, śmietanę, sok i skórkę z cytryny. Dodać przesiane suche składniki i wymieszać szpatułką – krótko, tylko do połączenia się składników. Dodać startą cukinię i krótko wymieszać, do połączenia.

Formę do muffinów wyłożyć papilotkami. Nałożyć do nich ciasto. Piec w temperaturze 170ºC bez termoobiegu przez około 25 minut lub do tzw. suchego patyczka. Wyjąć, wystudzić na kratce. Polukrować.

Lukier cytrynowy:

  • 1,5 szklanki cukru pudru
  • 3 – 4 łyżki soku z cytryny

Składniki umieścić w miseczce i dokładnie wymieszać. W razie konieczności, jeśli lukier będzie zbyt gęsty dodać odrobinę soku, a jeśli zbyt rzadki dosypać pudru.

Jagodowy curd

28 lipca 2016 przez Beata

IMG_5897

Popularny angielski krem cytrynowy, lemon curd, znają chyba wszyscy. Dzisiaj proponuję Wam jego polski odpowiednik z jagodami. Polski, bo z prawdziwymi jagodami z lasu, nie z borówką amerykańską. Krem jest pyszny i ma wiele zastosowań. Można przełożyć nim biszkopt albo ciasteczka, wyłożyć na tartę, zjeść z chałką albo tostem, dodać do białego sera itd. Można też wyjadać prosto ze słoika… Koniecznie spróbujcie!

Składniki na 1 słoiczek ok 300 ml:

  • 300 g jagód
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • 2  jajka
  • 3 żółtka
  • 70 g cukru
  • 80 g masła

Jagody zmiksować przy pomocy blendera. Otrzymany mus przetrzeć przez sitko, pestki wyrzucić, nasz curd ma być idealnie gładki. Sok  z jagód przelać do garnka, dodać cukier. Lekko podgrzać aż cukier się rozpuści. Dodać roztrzepane dokładnie jaka,żółtka,  masło i sok z cytryny. Całość powoli gotować aż do zgęstnienia, ciągle mieszając .Przelać do słoika. Gdy masa ostygnie, zgęstnieje jeszcze bardziej.

A wyszłyśmy tylko na jagody…

28 lipca 2016 przez Beata

IMG_5864

IMG_5857

IMG_5852

Zupa grzybowa z kaszą i ziemniakami

21 lipca 2016 przez Beata

IMG_5761

Gdy tylko pojawiają się pierwsze  grzyby, ruszamy do lasu. W Wiśle mamy  swoje miejsca, takie pewniaki. Nawet gdy wszyscy wokół chodzą z pustymi koszykami, my zawsze znajdziemy kilka koźlarzy, borowików, podgrzybków i moje ulubione rydze albo kurki. Tak było i tym razem.  Wyszłyśmy Z Martą i Julką na jagody, a wróciłyśmy  z kilkudziesięcioma grzybami. Część właśnie się suszy, ale sporo poszło do rewelacyjnej zupy grzybowej z kaszą i ziemniakami. Julka jadła, aż się uszy trzęsły i niech to będzie najlepszą rekomendacją dla tej zupy. 

Składniki:

ok 500 g grzybów leśnych

2 litry bulionu

30 dkg pokrojonych w kostkę ziemniaków

100 g kaszy gryczanej niepalonej lub jęczmiennej

1 mała cebulka

masło- 1 łyżka

2 ząbki czosnku

3 marchewki , obrane i pokrojone w kostkę

100 ml śmietanki kremówki

sól, pieprz

Cebulkę drobno siekamy, podsmażamy lekko na maśle. Dodajemy dokładnie oczyszczone, wypłukane i pokrojone na kawałki grzyby. Całość dusimy ok 10 minut. Wlewamy bulion, gotujemy kolejne 10 minut, a następnie dodajemy ziemniaki, marchewkę, czosnek przeciśnięty przez praskę i kaszę. Gotujemy ok 12 minut, aż kasza i warzywa będą miękkie .Zdejmujemy z ognia . Dodajemy śmietanę i doprawiamy do smaku