Ostia

23 stycznia 2017 przez Beata

Ostia to dawna rzymska kolonia u ujścia Tybru, obecnie dzielnica Rzymu. To tu przed miejskim skwarem uciekali możni starożytnego świata. Obecnie można tu spędzić cudowny dzień na zwiedzaniu starożytnych ruin Ostia Antica, pozostałości średniowiecznego miasteczka, a latem także na   leniuchowaniu na plaży.

Ostia Antica to drugie, po Pompejach,  co do wielkości rzymskie ruiny na świecie. Nie są zbyt znane, bo ich historia nie obfitowała w jakieś specjalnie dramatyczne wydarzenia. Żadnego wulkanu, trzęsienia ziemi ani nic z tych rzeczy. Za to są bardzo rozległe i świetnie zachowane, o wiele lepiej niż Pompeje. Teren, który obecnie można zwiedzać, choć ogromny, to mniej niż 1/6 dawnego miasta. Parę lat temu  rozpoczęły się kolejne prace archeologiczne, odkopano między innymi dawny port, bo Ostia leżała nad samym morzem. Od czasów starożytnych linia brzegowa się przesunęła i ruiny znajdują się kilka km dalej.Nie ma tu w ogóle turystów, na terenie całego obiektu oprócz nas było może ze 20 osób.

Piękne miejsce, nawet mój tata, który nie przepada za takimi ruinami, bo jak twierdzi i tak niewiele widać, przyznał, że to były najlepsze, jakie widział w życiu. Spacerowaliśmy sobie leniwie po Ostia Antica prawie pół dnia.

W centrum dzielnicy też jest co oglądać, zachowało się tu bowiem około 50 średniowiecznych domów, wciąż zamieszkałych. Cudowne, bardzo klimatyczne miejsce. Mały kościół, studnia, pranie suszące się na sznurach i wąskie uliczki tworzą cudowną atmosferę.

Jeśli przyjedziecie tu latem, możecie skorzystać z kąpieli morskich, choć szara plaża ( płatna, darmowe są za miastem) nie należy do zbyt atrakcyjnych. Ale kto, przyjeżdżając do Rzymu, marnowałby czas na wylegiwanie się  plaży?



Awentyn, Zatybrze i Janikulum

22 stycznia 2017 przez Beata

Awentyn to jedno z najpiękniejszych rzymskich wzgórz. Panuje tu spokojna, wręcz sielska atmosfera, nie ma tłumów turystów, o tej porze roku jest prawie pusto. Do tego mnóstwo zieleni i niemal żadnych samochodów. Już w starożytności Awentyn był ulubioną dzielnicą arystokracji, pełną pałaców i willi. Dla mnie to bajkowy zimozielony ogród. Znajduje się  tu ogród różany, niby w styczniu róże nie rosą, ale udało się znaleźć kilka  odpornych na chłody. Podobno w tym roku w Rzymie panuje wyjątkowo zimny styczeń, tzn. w ciągu dnia mamy piękne słońce i temperaturę ok 10-15 stopni, ale w nocy bywa  nawet koło zera.

A wracając do Awentynu, można tu pospacerować po pięknym ogrodzie pomarańczowym, zwiedzić kilka ślicznych i zupełnie pustych kościołów, starożytne ruiny i zobaczyć cudowny widok na cały Rzym. Najbardziej niezwykły ogląda się przez  sławną dziurkę od klucza, do której zawsze ustawia się kolejka.

 

 

Bazylika św Piotra wydaje się być na wyciągnięcie ręki.

Wzgórze ma swoją tajemnice, jest nią klasztor Zakonu Klasztor Maltańskich, do którego podobno można wejść tylko raz czy dwa w roku i to za słoną opłatą rzędu 30 euro.To właśnie w bramie do niego znajduje się słynna dziurka. Na wzgórzu znajdują się jeszcze zakony benedyktynów i dominikanów znacznie bardziej otartych na ludzi z zewnątrz.Mamy też piękny  średniowieczny kościół św. Sabiny. W porównaniu do barokowych gwiazd rzymskich ten jest skromny i bardzo klimatyczny. Jak dla mnie to jeden z najpiękniejszych.

To właśnie obok niego znajduje się sławny ogród pomarańczowy, ale owoce z tutejszych drzewek są gorzkie, to ta odmiana z której wytwarza się Campari. Z tarasu widokowego można podziwiać Rzym w całej krasie.

Przyjemne wrażenie robi też zupełnie pusty kościół św Aleksego , podobno jeden z ulubionych przez nowożeńców. Trudno się dziwić, świątynia jest pełna uroku, to wczesny barok, ale taki jeszcze delikatny, nienachalny. Dominują w niej jasne barwy i kolor niebieski, a do tego pełno tu światła.

Jeszcze jedna interesująca świątynia znajduje się na samym szczycie wzgórza, to kościół św Anzelma, nie jest tak stary jak poprzednie, liczy niewiele ponad sto lat.

Z drugiej strony wzgórza mamy Circo Massimo  czyli  dawną arenę sportową i Termy Karakali. Ciche uliczki zielonego Awentynu przez cały rok zachęcają do spacerów, jeśli będziecie kiedyś w Rzymie, zajrzyjcie u koniecznie.

Potem poszliśmy na Trastevere czyli Zatybrze. My, Polacy, znamy je przede wszystkim z Quo vadis Sienkiewicza, to właśnie tam w powieści  mieszkali chrześcijanie i ukrywała się przez Winicjuszem piękna Ligia. Obecnie Trastevere to dzielnica artystów i restauracji. Przypomina krakowski Kazimierz. Można godzinami spacerować po wąskich uliczkach, zaglądać w urokliwe zakątki albo zwiedzać ciekawe kościoły, których tu nie brakuje.

Naszym kolejnym celem było Janikulum czyli ósme wzgórze rzymskie,  mimo iż jest najwyższe, nie należy do legendarnych siedmiu wzgórz, na których założono Rzym. Tradycja mówi , że na Janikulum ukrzyżowany został św. Piotr, a potem przeniesiono jego zwłoki na Watykan i tam pochowano, Stąd mamy tutaj Kościół św. Piotra na Złotej Górze. Złotej, bo wydobywano tu mikę. Podobno rzymianie uwielbiają przychodzić tu na spacery. Mnie wzgórze nieco rozczarowało. Może dlatego że porośnięte jest głównie platanami, które o tej porze roku  nie mają liści i stąd, choć cały dzień świeciło słońce, jakaś taka szaruga i pustka wokół. Owszem mamy tu sporo pomników, ogród botaniczny, ogromną fontannę Acqua Paola,  ale całość niezbyt mi się podobała.

Za to kawałek dalej jest śliczny, romantyczny park Villa Sciarra. Znajdująca się tu villa pochodzi z XVI wieku, ale park założono dopiero w roku 1932. Ruiny, fontanny i rzeźby tylko udają antyczne, mimo to park jest uroczy, pełen tajemniczych zakamarków, grot  i posągów. Turyści zupełnie o nim nie wiedzą, dlatego niemal nie ma tu ludzi.

 

Bardzo interesującym miejscem jest Wyspa Tyberyjska. Ma ponad 200 m długości i znajdują się na niej szpital, kościół, domy mieszkalne i restauracje. Prowadzi na nią jeden z najstarszych mostów w mieście- Ponte Fabricio. Choć wygląda romantycznie , skrywa mroczny sekret. Zakon Bonifatrów, opiekuje się tajemniczym kościółkiem S. Giovanni Calibita, ale Bractwo Czerwonych Kapturów 2 listopada otwiera tu kryptę topielców.Bractwo powstało w XVII wieku i zajmowało się wyławianiem z Tybru topielców oraz grzebaniem ich w krypcie kościoła. Zwłok nie  wkładano jednak do trumien, a układano na podłodze. Obecnie można je oglądać właśnie 2 listopada. Brrr…Zdjęcia wyspy ciemne, ale robiłam je prawie o zmroku.

 

Styczniowy Rzym

20 stycznia 2017 przez Beata

„Kto dobrze poznał Włochy, a zwłaszcza Rzym, ten już nigdy nie będzie całkiem nieszczęśliwy.”

Goethe

Niedawno policzyłam tygodnie, które spędziliśmy we Włoszech, wyszło mi z tych obliczeń prawie pół roku. I wciąż nam mało! Wciąż, na szczęście, są miejsca, których nie znamy, wciąż mamy ochotę wracać do tych, dla  nas, najpiękniejszych.  Co tak nas zachwyca w Italii? Urzekające krajobrazy  Toskanii, maleńkie średniowieczne miasteczka na wzgórzach porośniętych cyprysami. Uliczki tak wąskie, że nigdy nie dociera do nich światło słoneczne. Gaje oliwne w dolinach. Niewiarygodnie piękne zachodnie wybrzeże, zwłaszcza Liguria z kolorowymi, przyklejonymi do skał miasteczkami  Cinque Terre i Kampania z sławnym Wybrzeżem Amalfi. Spalona słońcem Sycylia, bogata w zabytki i niezwykłe krajobrazy. Górskie jeziora , w tym spektakularne Lago di Como. Majestatyczne Dolomity z drogami tak krętymi, że do dzisiaj  na ich wspomnienie mam mdłości. No i miasta, w których można spędzić całe miesiące i nie zobaczyć nawet połowy ciekawych miejsc. Zakochaliśmy się w  pełnym gwaru Neapolu, średniowiecznym Bergamo i kipiącej od zabytków, choć męczącej Florencji.  A jak do tego dodamy pyszną kuchnię, najlepszą na świecie kawę i przesympatycznych ludzi, to otrzymamy kraj, z którym, jak dla mnie, żaden inny w Europie równać się nie może. Wspomnienia wspaniałych włoskich podróży nosimy w sobie wszyscy w rodzinie i wciąż je pielęgnujemy.

Sami powiedzcie, jak nie kochać kraju, gdzie w styczniu można zrywać pomarańcze prosto z drzew i leżeć na zielonej trawie?

Rzym to moja miłość od pierwszego wejrzenia. Wiele lat temu, jeszcze w czasach licealnych, byłam z mamą na kilkudniowej wycieczce do Wiecznego Miasta organizowanej przez naszą parafię. Do dzisiaj pamiętam smak pierwszej prawdziwej kawy cappuccino i lodów jedzonych koło fontanny di Trevi.   Potem jeszcze kilka razy wpadałam do Rzymu, na dzień, dwa. Zawsze w biegu i poczuciu nienasycenia. Tym razem postanowiliśmy spędzić w stolicy Włoch spokojny  tydzień. Nie mam złudzeń, że zobaczymy wszystko, co byśmy chcieli.  Rzym to miasto z największą liczbą zabytków na świecie i podobno nie starcza życia ludzkiego, by je wszystkie zwiedzić.

Od razu  po przylocie upewniliśmy się, że nie ma złej pory na zwiedzanie Wiecznego Miasta. Przyjemna temperatura ( +15 ), cudowne słońce, boska kawa i atrakcje na każdym kroku sprawiły że poczuliśmy niezwykłą radość zimowego podróżowania. Do tego przemiłe towarzystwo moich rodziców, z którymi tu jesteśmy, włoskie wino i ogarnęło nas poczucie spełnienia. Nie będę zanudzać Was opisywaniem miejsc, które wszyscy znają, ale opowiem o kilku mniej popularnych, a równie interesujących. My dzisiaj zrobiliśmy pieszo ponad 15 km, szliśmy szlakiem fontann i barokowych kościołów.

Na Wiminale, jednym z 7 wzgórz rzymskich, przy którym mieszkamy, znajduje się niezwykła bazylika  Santa Maria degli Angeli e dei Martiri czyli Matki Boskiej od Aniołów i Męczenników. Zaprojektował ją Michał Anioł, a ponieważ kościół miał stanąć na terenie Term Dioklecjana, renesansowy geniusz postanowił nie burzyć dorobku starożytnych, a wkomponować świątynię w pozostałości po dawnych termach. Fasada tej budowli w niczym nie przypomina tradycyjnej bazyliki. Niezwykłe są też same drzwi z 2006 roku, na których znajdują się rzeźby wykonane przez Polaka, Igora Mitoraja.

Dopiero we wnętrzu można dostrzec ogrom tego kościoła. Uderza też oryginalne rzymskie sklepienie z III wieku . Zgodnie z nazwą, w świątyni nie brakuje aniołów. Wewnątrz znajduje się również słynny zegar słoneczny – meridiana papieska, który pozwala odczytać datę i godzinę.

W świątyni przez cały rok można podziwiać ulubioną szopkę Jana Pawła II, która, oprócz tradycyjnego żłobka, niezwykle szczegółowo ukazuje codzienne życie w Jerozolimie.Pięknie w tej świątyni, niemal nie ma tu turystów, panuje cisza i spokój.

Same Termy Dioklecjana były największym tego typu obiektem w starożytnym Rzymie.  Wewnątrz znajdowało się aż 2400 wanien. Z dawnej budowli zbyt wiele nie pozostało, część zaadoptowano na świątynię, z reszty zrobiono muzeum.

Kapitalnym miejscem na odpoczynek wśród zieleni jest Villa Borghese czyli największy i najładniejszy park rzymski z fontannami, sztucznym jeziorem, dziesiątkami rzeźb, na terenie którego mieści się zoo i piękna Villa Medici. Pogoda dzisiaj tak dopisała, że wielu ludzi opalało się w parku . Stąd rozpościera się zapierający dech w piersiach widok na Rzym. Turyści, którzy wpadają do Rzymu na dzień czy dwa w ogóle tu nie zaglądają, zresztą my też byliśmy w Villa Borghese po raz pierwszy.

W parku rośnie największy rozmaryn, jaki w życiu widziałam.

To był cudowny, chociaż męczący dzień.

 

Chleb na maślance

17 stycznia 2017 przez Beata

Dzisiaj polecam pyszny i banalnie prosty do zrobienia chleb na maślance. Żadnego wyrabiania ani formowania! Chleb mieszamy drewnianą łyżką, ciasto jest bardzo luźne. Możemy dodać do niego słonecznik, płatki, siemię , sezam. Zróbcie  tak jak ja, od razu dwa bochenki, jeden można zamrozić. Chleb jest wilgotny,  długo zachowuje świeżość , a w smaku przypomina pieczywo na zakwasie.

Składniki na 2 bochenki:

1 kg mąki pszennej

1/2 szklanki mąki razowej ( u mnie pszenna, ale może być inna)

750 ml  letniej  wody

300 ml maślanki w temp. pokojowej

50 g drożdży

1 łyżka soli

1 łyżka cukru

3 garści słonecznika lub innych ziaren

Do dużego garnka wlać wodę, maślankę i dodać drożdże. Wymieszać, dodać pozostałe składniki i mieszać drewnianą łyżką, aż ciasto  będzie gładkie. Zostawić do wyrośnięcia. Ponownie wymieszać i przelać do dwóch keksówek o dł. 30 cm wyłożonych papierem do pieczenia. Pozostawić do ponownego wyrośnięcia.Przed pieczeniem górę można posypać ziarnami. Piekarnik nagrzać do 200 stopni, włożyć wyrośnięte chleby. Piec ok 45- 50 minut. Jeśli chcecie mieć chleb bardziej wypieczony, możecie wyjąć je z keksówek, odwinąć z papieru i dopiekać jeszcze ok 10 minut w temp 210 -220 st.

 

Kopytka razowe ze smażoną kapustą kiszoną.

15 stycznia 2017 przez Beata

Genialny przepis z lidlowskiej książki Kuchnia polska K. Okrasy. Potrawa jest prosta, choć dosyć czasochłonna. Koniecznie użyjcie do niej dobrej kapusty kiszonej, żadne produkty w woreczkach foliowych się nie nadają. Smażona kapusta kiszona z cytrynową skórką smakuje obłędnie! Zrobiłam z podwójnej porcji( kopytka z pojedyńczej) i bardzo dobrze, bo wcale nie było jej za dużo. Pycha!

1 kg ugotowanych (najlepiej poprzedniego dnia), mączystych ziemniaków,
1 jajo,
200g mąki pszennej typ 550,
50g mąki razowej (u mnie żytnia),
sól i pieprz,
olej.

Kapusta:

250g kiszonej kapusty,
2 łyżeczki miodu wielokwiatowego,
2 cebule, posiekane,
olej rzepakowy,
sól i pieprz,
1 łyżeczka kminku,
sok z 1 cytryny oraz 1 łyżeczka startej skórki

posiekana zielona pietruszka

Ostudzone ziemniaki przecisnąć przez praskę, dodać jajko, dosypać mąkę pszenna i razową, doprawić solą i pieprzem. Ciasta nie należy wyrabiać zbyt długo. Nawet, jeśli się klei nie dosypywać maki, bo kopytka będą twarde. Podsypać mąką i uformować wałek o średnicy 3 cm. Delikatnie spłaszczyć i pociąć na małe kluseczki.
Kopytka gotować w osolonej wodzie partiami przez około 3 minuty od momentu wypłynięcia.
Ostudzone kopytka usmażyć na oleju na złoty kolor.
Kapustę kiszoną odcisnąć i posiekać. Na patelni rozgrzać olej i smażyć na nim cebulę, aż zacznie się rumienić. Dodać miód i nadal smażyć przez około 2 minuty. Dodać kapustę i kminek. Dusić około 7 minut, mieszając. Doprawić solą, pieprzem, sokiem z cytryny i skórką cytrynową. Ewentualnie dodać jeszcze trochę miodu.
Kopytka podawać wymieszane z kapustą i posypane zieloną pietruszką.

Warzywny stir fry w tajskim stylu

9 stycznia 2017 przez Beata

Dzisiaj zapraszam na szybki, bardzo smaczny, egzotyczny obiad. Potrzebna nam będzie trawa cytrynowa, ale ostatnio możną ją kupić w Lidlu , czasami bywa w Biedronce i nie jest to już produkt jakoś specjalnie  trudny do zdobycia. Potrawa składa się niemal z samych warzyw, jest więc nie tylko niskokaloryczna, ale też dostarcza mnóstwa witamin i mikroelementów. Zimą, kiedy zazwyczaj jadamy bardziej treściwe dania, warto czasami dla odmiany zjeść coś lekkiego i zdrowego.

Składniki: dla 3 osób

1 duża cebula pokrojona w półkrążki

2 marchewki pokrojone w krążki

pół dużego brokuła podzielonego na różyczki

2 papryki czerwone

ok 15 dkg świeżej fasolki szparagowej ( mnie mamut)

2 łodygi trawy cytrynowej drobno pokrojona

imbir- ok 7 cm kawałek

1 mała paczka  cienkiego makaronu ryżowego

1 łyżka sosu rybnego( opcjonalnie)

1 papryczka chilli ( lub więcej)posiekana

posiekana świeża kolendra

sól

olej

sezam uprażony wcześniej na suchej patelni

 

Makaron wrzucamy do garnka, zalewamy wrzątkiem i odstawiamy.Do woka wlewamy 2 łyżki oleju, wrzucamy cebulę i posiekany imbir, smażymy ok 2 minuty. Dodajemy wszystkie warzywa i smażymy kilka minut, aż warzywa lekko zmiękną, ale nadal będą chrupiące. Dodajemy kolendrę, odcedzony makaron i sezam, smażymy jeszcze minutę.Doprawiamy do smaku solą.

 

 

 

Radosnych świąt!

24 grudnia 2016 przez Beata

christmas_forest-wallpaper-1920x1080
Jest w moim kraju zwyczaj, że w dzień wigilijny,
przy wzejściu pierwszej gwiazdki wieczornej na niebie,
ludzie gniazda wspólnego łamią chleb biblijny,
najtkliwsze przekazując uczucia w tym chlebie.

                                                                   Cyprian Kamil Norwid

Dzieląc się z Wami świąteczną radością, składam serdeczne życzenia spokoju i pokoju, zdrowia i pogody ducha,

gwarnej, rodzinnej atmosfery i chwili tylko dla siebie.

                                    Beata

Moje ulubione seriale

22 grudnia 2016 przez Beata

Święta Bożego Narodzenia i okres noworoczny to nie tylko okazja do spotkań z bliskimi, ale też do odpoczynku.
Ja zazwyczaj, gdy tylko mam wolną chwilę, czytam książki, ale od czasu do czasu lubię obejrzeć jakiś dobry serial.
Problem z tymi ostatnimi jest taki, że gdy trafię na szczególnie interesujący, potrafię zarwać noc. No dobrze,
będę szczera, zawsze, gdy oglądam dobry serial zarywam noce. W ciągu dnia nie mam czasu, zwykle włączam film koło 22. Zaczyna się niewinnie, z mocnym postanowieniem, że obejrzę maksymalnie dwa odcinki. Zazwyczaj kończy się na czterech, a bywa że na pięciu. Zdarzyło mi się nawet oglądać serial do czwartej rano.
Dzisiaj chciałam polecić Wam dziesięć moich ulubionych. Większość z nich to filmy o niezwykłej atmosferze, klimatyczne, czasem mroczne. Nie sugerujcie się kolejnością, to nie żaden ranking, choć mam faworyta.

1. Gra o tron

images
Nie  jestem oryginalna, ale uważam, że ten serial jest po prostu genialny.  Dla tych nielicznych, którzy go jeszcze nie widzieli, zamieszczam krotki opis. Kilka zwaśnionych szlacheckich rodów walczy o panowanie w krainie Westeros. Na porządku dziennym są morderstwa, intrygi, wojny i zdrady. Liczy się tylko zdobycie władzy. Gdy wydaje się, że to wśród ludzi rozegra się najważniejsza walka, na północy pojawia się zło w przerażającej postaci, które zagraża całej krainie. Serial ma już 6 sezonów, ale uwierzcie mi, nie sposób się znudzić. Zupełnie nieprzewidziane zwroty akcji trzymają w ciągłym napięciu. Serial jest wielowątkowy, wszyscy znajdziecie w nim coś dla siebie.  Każdy sezon kończy się spektakularnie. Do tego dochodzi znakomita muzyka, świetna gra aktorska, urzekające krajobrazy,magiczne istoty i kultowe już teksty. Winter is coming!  No i ten przystojny John Snow! Gdybym musiała wybrać mojego faworyta wśród seriali, to chyba byłaby właśnie Gra o tron. Na koniec taka mała wskazówka: nie przywiązujcie się zbytnio do swoich ulubionych  bohaterów.
2. True Detective- sezon 1

matthew-mcconaughey
Już sama  czołówka tego serialu  robi oszołamiające wrażenie. Jest tajemnicza i mistyczna. Do tego dochodzi genialna muzyka The Handsome Family. Akcja rozgrywa się w dusznej Luizjanie. Rozległe pola, puste przestrzenie, kominy rafinerii, kościoły w namiotach , rozpadające się rudery, bagna i obskurne bary  tworzą niezwykle mroczny klimat. Głównymi bohaterami serialu  są dwaj detektywi ( w tych rolach Woody Harrelson i genialny Matthew McConaughey),którzy w latach 90-tych prowadzili śledztwo  w sprawie rytualnego morderstwa. Podobna zbrodnia zostaje popełniona w 2012 roku, dlatego poproszeni zostają o przejrzenie akt. Serial uzależnia , nie pozwala spać i zmusza do przemyśleń. To jeden z najbardziej pesymistycznych  filmów , jakie widziałam. Drugiej serii nie polecam. Inni bohaterowie, aktorzy, miejsce,a przede wszystkim klimat zupełnie nie ten. Nie byłam w stanie przez nią przebrnąć, poddałam się po dwóch odcinkach.
3.Breaking bad

walter-white
Serial ma 5 serii, ale nie sposób się znudzić. Co prawda w każdej pojawia się gorszy odcinek, jak ja to nazywam”przegadany”, ale całość jest znakomita. Główny bohater to skromy, cichy nauczyciel chemii, Walter White, który boryka się z wieloma problemami. Niepełnosprawny syn, kłopoty finansowe, a do tego drugie dziecko w drodze. Wydaje się , że już gorzej być nie może. I wtedy , całkiem niespodziewanie, Walter dowiaduje się, że ma raka płuc. Pozostało mu niewiele życia. By zabezpieczyć finansowo swoją rodzinę,decyduje się na produkcję metamfetaminy, tym samym wkracza na drogę zła. A jest to droga bez odwrotu. W Breaking bad nie ma podziału na dobrych i złych, bohaterowie zmieniają się pod wpływem wydarzeń, w których biorą udział. Walter zostaje bosem narkotykowym. Trup ściele się gęsto, krew leje się strumieniami. Mimo to główny bohater wzbudza sympatię i do końca byłam po jego stronie. W przeciwieństwie do Skyler, żony Whita. Czy tylko ja jej nie lubię?
4. Pakt, sezon 1

0004tjk0osv1ltfp-c122-f4
Najlepszy polski serial, jaki oglądałam. Świetna czołówka, kapitalna, niepokojąca muzyka,  bardzo dobry Marcin Dorociński w roli dociekliwego dziennikarza i tajemnica, która nie do końca zostaje wyjaśniona, to jego największe atuty. Scenariusz filmu nie jest oryginalny, jego pierwowzór to norweski serial pt Układ, ale w niczym to nie ujmuje produkcji polskiej. Zaczyna się dosyć standardowo. Piotr Grodecki, warszawski dziennikarz odkrywa aferę finansową w międzynarodowej korporacji, w której dyrektorem jest jego brat. Dalej już nic nie jest przewidywalne. Wybucha skandal, a na dodatek z niewiadomych przyczyn znani polscy biznesmeni zaczynają popełniać  spektakularne samobójstwa. Świat finansów powiązany jest ze światem polityki.Wszystkich łączy tytułowy,  szokujący jak się okazuje,  pakt.
Każdy z odcinków rozpoczyna się cytatem z Pisma Świętego, a sama akcja rozgrywa się w ciągu Wielkiego Tygodnia.Bardzo lubię taką mistyczną atmosferę. Na dodatek można się naprawdę bać, nie polecam oglądania serialu w samotności!

Obejrzałam też drugi sezon, nie jest zły, ale to już nie to samo.
5. Broadchurch

david-tennant-and-olivia-coleman-in-broadchurch
Kameralny angielski serial psychologiczno-kryminalny. Nie ma w nim padających jak muchy trupów, hektolitrów krwi, nagłych zwrotów akcji ani mrocznej atmosfery, a mimo to film zachwyca. Akcja rozgrywa się w ślicznym nadmorskim miasteczku, w którym wszyscy się znają. Żyje się tu spokojnie i w przyjaźni  z sąsiadami. Do czasu. Pewnego poranka pod malowniczym klifem znalezione zostają zwłoki 11-letniego Dannego. Nic już nie jest i nigdy nie będzie takie samo. W wyniku prowadzonego śledztwa na jaw wychodzą głęboko skrywane tajemnice, a niemal każdy z mieszkańców ma coś do ukrycia. Narasta atmosfera podejrzliwości, nikomu nie można już ufać. Śledztwo prowadzi na pozór zupełnie niedobrana para detektywów. Piękny film. Przed obejrzeniem drugiego sezonu, zastanawiałam się, czy można zrobić ciekawy ciąg dalszy, gdy już wiemy, kto zabił. Zapewniam, że można.

6. Most nad Sundem.

b2d27e85acbe179486e7809eafabc17f
Niezwykle klimatyczny duńsko-szwedzki serial kryminalny. Kompletnie różny od filmów amerykańskich . Sam zresztą doczekał się wersji angielskiej i amerykańskiej. Ten pierwszej nie widziałam, drugiej nie polecam, za to oryginał jest rewelacyjny.   Na tytułowym moście, dokładnie na granicy dwóch państw znalezione zostają zwłoki. Kto i jak je umieścił w tak ruchliwym miejscu? Na dodatek okazuje się, że zwłoki są przecięte  na pół   i pochodzą od dwóch różnych osób. Śledztwo prowadzi dwoje detektywów: Duńczyk, który ma poważne problemy rodzinne i Szwedka, zupełnie nieprzystosowana społecznie. To właśnie ona, Saga, jest najbardziej interesującą i skomplikowaną postacią. Saga nie potrafi okazywać uczuć, nie wie, co to poczucie stosowności,nie umie nawiązywać kontaktów z ludźmi, ale jest genialnym detektywem. Zapewne ma zespół Aspergera, choć wprost nie jest to powiedziane. Zdaje sobie sprawę z własnych ułomności, ale nie potrafi ich pokonać. Jej rozpaczliwe próby nawiązania bliższych relacji wywołują salwy śmiechu, mimo że serial jest bardzo, bardzo mroczny. Seks to dla  niej taka sama czynność jak na przykład zakupy, ot po prostu trzeba iść do baru, wybrać sobie partnera i wprost powiedzieć o co chodzi. Mina mężczyzn zazwyczaj jest bezcenna.Z jej dysfunkcją wiąże się jeszcze jedna cecha, maniakalne wręcz dążenie do rozwiązania każdej sprawy. Jej duński partner, Martin,  jest za to zbyt uczuciowy, bardzo wrażliwy, ale to straszny kobieciarz. Trzy sezony stopniowo odkrywają przeszłość Sagi. Oczywiście w każdym mamy do rozwiązania skomplikowaną zagadkę kryminalną, ale to właśnie para detektywów, a nie kolejne morderstwa, tworzy niezwykłą atmosferę  tego serialu.
7. The Knick

the_knick
Nowy Jork, początek XX- go wieku i stojący na granicy upadku szpital Knickerbocker. To w nim pracuje główny bohater filmu, charyzmatyczny chirurg John Thackery. Ambitny, zarozumiały i uzależniony od kokainy gbur jest kimś w rodzaju gwiazdy w środowisku medycznym, dlatego wiele błędów i wpadek uchodzi mu na sucho.Nie sposób go lubić, ale to bardzo interesujący bohater.Medycyna to jego pasja, jest otwarty na nowości i eksperymenty.W serialu mamy jeszcze jeszcze inne niezwykłe postacie; jest zakonnica, która wykonuje nielegalne aborcje, czarnoskóry chirurg, budzący niechęć wśród lekarzy i pacjentów,naiwna pielęgniarka, która romansuje z głównym bohaterem i okłamuje swoja rodzinę, zawistny chirurg i kierowca” karetki’, podejrzany typ, który  w głębi duszy okazuje się być dobrym człowiekiem.Bohaterowie o skomplikowanych osobowościach  to nie jedyny atut tego serialu. Realizm niektórych scen może szokować. Po tym, co widzimy na sali operacyjnej, należy się zastanawiać, jakim cudem niektórym ludziom udawało się w tamtych czasach przeżyć pobyt w szpitalu. Nie ma antybiotyków, antyseptyka to termin niemal nieznany, rentgen dopiero się pojawia, ale nikt nie rozumie, że  jego używanie, prócz oczywistych korzyści, niesie za sobą ogromne ryzyko. Wiedza z dziedziny medycyny jest bardzo ograniczona, a wiele chorób, dzisiaj uważanych za powszechne, jest zupełnie nieznanych.Klimat podkreśla niepokojąca muzyka. Serial jest rewelacyjny i nie ma nic wspólnego z typowo amerykańskimi ” Chirurgami”  czy nudnym Dr Housem( w końcu ile można oglądać serial, w którym niemal wszystkie odcinki mają ten sam schemat: niezwykła choroba, poszukiwanie diagnozy, powrót do zdrowia) Wprawdzie John Thackery przypomina kultowego Housa, jest tak samo aspołeczny,ale na tym podobieństwa miedzy filmami się kończą.
8.House of cards

house-of-cards
Gdyby jeszcze niedawno, ktoś mi powiedział, że serial polityczny będzie jednym z moich ulubionych, nie uwierzyłabym.Ambitny kongresmen, Frank Underwood, po wygranej  kandydata na prezydenta, którego popierał, nie dostaje obiecanego stanowiska. Postanawia nie tylko się zemścić, ale odebrać Walkerowi fotel prezydencki. We wszystkich działaniach wspiera go piękna żona, Claire. Frank to oszust, który nie cofnie się przed niczym, nawet morderstwem. Choć kłamie na każdym kroku, jego prawdziwą naturę dosyć łatwo jest odkryć. Claire to mistrzyni manipulacji i kamuflażu. Zawsze elegancka, o nienagannych manierach, opanowana, potrafi wszystkim zamydlić oczy, co do swoich prawdziwych zamiarów.    Głównym tematem filmu jest bezwzględna gra o władzę. Mamy sporo odniesień do aktualnej polityki światowej, jest wiec i prezydent Putin( w filmie Petrov) i ISIS i terroryzm. Jednak watki poboczne, takie jak romanse Franka i jego żony, w końcu rozłam w małżeństwie są równie ciekawe. Serial pokazuje cyniczny świat zepsutych polityków,Underwood jest potworem, ale chwilami ma ludzkie odruchy. W sumie jak na antybohatera bywa całkiem sympatyczny. Uważam, ze House of cards to serial wybitny. Przy okazji można zobaczyć, na kim jeśli chodzi o prezencję , wzoruje się nasza para prezydencka.

yvvktkpturbxy9lzdy4ztu4otc3otnimdflyzaznte1ntmwodmxmzrmzi5qcgetlqlnaxqawsovagdnavjcw5uh2tivchvsc2ntcy9nrefflzfknzrjyjqxnza1otuwndm2nji5y2fizdywnmy1mgy2lnbuzwfcaa
9. Dochodzenie- The Killing

Sarah Linden (Mireille Enos) and Stephen Holder (Joel Kinnaman) - The Killing _ Season 3 _ Gallery - Photo Credit: Frank Ockenfels 3/AMC

Amerykański serial zrealizowany na podstawie duńskiej wersji, której nie widziałam. W Seattle zamordowana zostaje śliczna nastolatka, Rosie Larsen.Najbardziej podejrzani o popełnienie zbrodni są członkowie najbliższej rodziny ofiary, a każdy z nich skrywa mroczną tajemnicę. Śledztwo prowadzone jest przez Sarę Linden, która boryka się z problemami rodzinnymi i Stephana Holdera, byłego narkomana.Razem tworzą kapitalny duet,nie są wyidealizowani, mają wiele wad i problemy takie, jak wielu ludzi. Szukając mordercy, często trafiają w ślepe uliczki.Wątek kryminalny przeplata się z obyczajowym, żaden  nie dominuje. Jest także historia polityka starającego się o fotel burmistrza.Całość jest rewelacyjna, choć raczej mroczna i przygnębiająca. W Seattle ciągle pada, a nawet jeśli na chwilę przestaje , to i tak jest mokro, szaro i ponuro. Fabuła trzyma w napięciu i choć poszukiwania mordercy trwają dwa sezony, nie nudziłam się ani przez chwilę. Trzeci sezon tez uważam za znakomity.
10.Orange is the new black.  

oitnb
Ostatni serial dopiero niedawno zaczęłam oglądać. Ze względu na tematykę jest niezwykle oryginalny, rzecz rozgrywa  bowiem w więzieniu dla kobiet. Główna bohaterka,  Piper, trafia do niego za przestępstwo popełnione 10 lat wcześniej. Przewoziła pieniądze pochodzące ze sprzedaży narkotyków.   Po osadzeniu, jej życie ulega drastycznej zmianie,na wolności prowadziła firmę kosmetyczną, miała  ukochanego,  w zakładzie karnym musi walczyć o godność , pożywienie, a nawet prawo do widzeń. Film jest słodko- gorzki, można się wzruszyć, pośmiać, ale i obejrzeć sceny brutalne. W każdym odcinku poznajemy historię którejś z więźniarek. Wszystko rozgrywa się w środowisku kobiet, ale jestem pewna że mężczyznom ten film też przypadnie do gustu. Ja jestem zachwycona!