Chłodnik najlepszy

7 września 2017 przez Beata

Dzisiaj zapraszam na jeszcze jedną typowo letnią potrawę czyli chłodnik na bazie zsiadłego mleka lub kefiru. Podobno najbliższy weekend ma być ciepły i słoneczny, będzie więc świetną okazją, by smaczną zjeść zimną zupę. Mój chłodnik jest bogaty w dodatki, bo bardzo lubię, gdy jest w nim dużo do chrupania. Łatwo go przygotować i jest bardzo zdrowy!

Już wkrótce zapraszam do poczytania o pysznej i zdrowej  kuchni sycylijskiej.  A jeśli chcecie się dowiedzieć, jakie jest najpiękniejsze miasteczko na Sycylii, zajrzyjcie TUTAJ.

Składniki:

pęczek botwinki  z buraczkami

posiekany koperek- 2 łyżki+ kilka gałązek do dekoracji koperku

4 ogórki zielone gruntowe pokrojone w plasterki

1l kefiru lub zsiadłego mleka

1 kalarepka pokrojona w kosteczkę

pęczek rzodkiewki pokrojonej na plasterki

sól,pieprz

jajka na twardo

ser feta

Z botwinki obciąć buraki, obrać je, pokroić w kostkę i gotować ( najlepiej w bulionie)aż będą miękkie. Pod koniec gotowania włożyć liście botwinki, kilka zostawić do dekoracji. Całość odcedzić, wystudzić. Zsiadłe mleko wlać do garnka, dodać ugotowane buraczki, botwinkę, koperek, ogórki, kalarepkę, rzodkiewki. Całość doprawić do smaku solą i pieprzem. Przelać do miseczek, na górze ułożyć jajka i posypać pokruszoną fetą. Zupę podawać mocno schłodzoną i przybraną gałązkami koperku i małymi świeżymi listkami botwinki.



Arbuzada na pożegnanie lata

5 września 2017 przez Beata

Od wczoraj do pracy chodzę w rajstopach, dla mnie oznacza to, że lato się skończyło. Prognozy pogody też nie dają nadziei na powrót ciepłych i słonecznych dni. O 19 30 jest już ciemno. A pomidory na targu zaczynają drożeć…Zbliża się jesień niestety, a tak by się chciało zatrzymać lato jeszcze na trochę. Dobrze że wciąż jeszcze można kupić arbuzy, brzoskwinie czy maliny. Cieszmy się nimi, bo za chwilę się skończą, a na kolejne przyjdzie nam czekać wiele miesięcy.

Dziś na pocieszenie arbuzada czyli  lemoniada z arbuzem. Jest pyszna, nieprzesłodzona i poprawia humor. Spróbujcie!

Składniki na ok 3 porcje:

1 kg arbuza , obranego i bez pestek

1/2 cytryny

1/2  limonki

liście mięty

miód do smaku

Arbuz miksujemy i przelewamy do dzbanka. Dodajemy pokrojone w plasterki cytrusy, dosładzamy do smaku modem. Ja nie słodziłam, bo mój arbuz był bardzo słodki. Podajemy z dużą ilością lodu i listkami mięty.

 

Hummus doskonały

1 września 2017 przez Beata

Lubicie hummus? Ja uwielbiam i mogłabym jeść go codziennie. Hummus może być pozbawioną smaku i zapachu breją albo prawdziwą poezją smaku. Nigdy nie kupujcie go marketach. Znam kilka osób, które po spróbowaniu hummusu znanej marki specjalizującej się w produktach rybnych stwierdziły, że więcej tego paskudztwa nie zjedzą. Zrobienie pysznej pasty z ciecierzycy w domu nie jest trudne, ale trzeba przestrzegać paru zasad, by była naprawdę smaczna. No i konieczny jest niezawodny przepis. Ja korzystam z receptury ze znanej krakowskiej hummusowni A mama musi. Ich humusy są po prostu idealne. Jak będziecie na krakowskim Kazimierzu zajrzyjcie tam koniecznie! Bardzo polecam wypróbowanie różnych wariantów smakowych.  A póki co zróbcie porcję w domu.

– 20 dag suszonej ciecierzycy (namoczonej przez noc)

– 10 dag pasty tahini (ziarna sezamu zmielone z olejem sezamowym, oliwą i wodą, można ją kupić zrobić własnoręcznie – przepis poniżej

– 2 zmiażdżone ząbki czosnku

– oliwa extra vergin

– 2 łyżki soku z cytryny

– zmielony kumin- do smaku , ja daję ok pół płaskiej łyżeczki

– woda

– sól morska

Namoczoną wcześniej ciecierzycę odcedź i gotuj około 2 godzin na małym ogniu. Dodaj do niej łyżeczkę soli morskiej. Gdy będzie zupełnie miękka, tzn da się łatwo rozcierać w palcach, odcedź i zmiksuj w blenderze. Dodaj pastę tahini, czosnek, sok z cytryny i oliwyę ( ok 2 łyżki), jeśli trzeba, dodaj nieco wody źródlanej, ja zazwyczaj dodaję 2 łyżki. Na końcu dodaj uprażony, zmielony kumin. Hummus możesz przechowywać w lodówce trzy dni.

Wersje smakowe:

czosnkowa- dodaj małą  główkę czosnku upieczonego w piekarniku( w folii)

pomidorowa-dodaj kilka pomidorów suszonych

paprykowa- z upieczoną wcześniej w piekarniku papryką, obraną ze skórki

pikantna- z płatkami chilli

Pasta tahini:

10 czubatych łyżek ziaren sezamu

2 łyżki oliwy extra vergin lub innego oleju

2 łyżki oleju sezamowego

woda źródlana

Aby przygotować około szklanki pasty, upraż na patelni sezam wsypując go na suchą, rozgrzaną patelnię. Cały czas mieszając podgrzewaj go, aż lekko się zarumieni i zacznie intensywnie pachnieć. Uważaj, aby go nie przypalić, bo będzie gorzki i niejadalny. Przesyp do miseczki, ostudź. Wsyp do blendera i stopniowo dodając olej i oliwę, zmiksuj na jednolitą masę. Jeśli będzie za gęsta (ma mieć konsystencje gęstego ciasta na naleśniki) dodaj wodę.Ja zazwyczaj dodaję kilka łyżek.  Gotową pastę możesz przechowywać kilkanaście dni w słoiku w lodówce.

Tort malinowo-jagodowy

23 sierpnia 2017 przez Beata

Od jakiegoś czasu głównie podróżujemy. Zaraz po powrocie  z Sycylii ( relacja tutaj) przepakowaliśmy się i pojechaliśmy w Bieszczady. Dopiero od tygodnia jesteśmy u siebie. Usiłuję teraz ogarnąć tysiąc spraw równocześnie: generalne porządki w domu, który nie był sprzątany przez miesiąc, doprowadzenie ogródka do stanu używalności, robienie przetworów( ostatnio przerobiłam 30 kg pomidorów) i prowadzenie dwóch blogów. Nie najlepiej mi idzie, bo doba jest za krótka. Za to dzisiaj mam dla Was przepis na pyszny i bardzo efektowny tort. Zróbcie go koniecznie teraz, póki są świeże maliny,  z jagodami pewnie będzie już problem, ale możecie zastąpić je borówką amerykańską. Wbrew pozorom tort robi się szybko i prosto. Wystarczy jednego dnia upiec biszkopt, a drugiego przełożyć go dżemem  i śmietaną z owocami. No i na koniec ładnie ozdobić. Może spróbujecie go upiec na koniec wakacji?

 

Składniki na biszkopt: tortownica o śr 24 cm   ( pieczemy dzień wcześniej)

  • 7 jajek w temp. pokojowej
  • 1 szklanka drobnego cukru do wypieków
  • 1 szklanka mąki pszennej tortowej
  • 1/3 szklanki mąki ziemniaczanej

Dno tortownicy wykładamy papierem do pieczenia, boków niczym nie smarujemy, inaczej ciasto opadnie. Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni. Żółtka oddzielamy od białek. Białka ubijamy na pianę, a następnie stopniowo dodajemy cukier,, ciągle ubijając. Następnie, miksując dodajemy po jednym żółtku . Odstawiamy mikser i dodajemy po łyżce obie przesiane mąki, ale ciasto mieszamy już tylko szpatułką. Robimy to bardzo delikatnie! Gotową masę przelewamy do tortownicy. Pieczemy ok 35- 40 minut. Odstawiamy i dopiero następnego dnia wyjmujemy z formy i robimy tort.

Masa śmietankowa:

500 ml śmietany kremówki 36%

500 g serka mascarpone

1 cukier waniliowy

6 łyżek cukru pudru

Wszystkie składniki wkładamy do miski i ubijamy do momentu aż powstanie gęsty krem.

Dodatkowo:

1 słoik dżemy do przełożenia( malinowy lub truskawkowy)

ok 25 dkg maln

ok 25 dkg jagód

migdały w płatkach

Krem śmietankowy dzielimy na 3 części. Do jednej dodajemy 2/3 malin, do drugiej 2/3 jagód. Resztę owoców zostawiamy do dekoracji. Biszkopt przekrawamy na 3 części. Możecie go nasączyć, ale ja w przypadku kremów na bazie śmietany tego nie robię. Na pierwszy blat wykładamy połowę dżemy i  jeden krem, na to dajemy drugi blat, resztę dżemu i drugi krem. Tort smarujemy z góry i boków pozostałym kremem , tym bez owoców. Dekorujemy boki zrumienionymi płatkami migdałów, a górę tortu ozdabiamy owocami.

Ważna uwaga!

Jeśli chcecie, by owoce na górze tortu dłużej zachowały świeżość i lepiej się trzymały, zanurzcie je na chwilę w galaretce przygotowanej na połowie wody podanej w przepisie.

Tort przechowujemy w lodówce. Podajemy po co najmniej 5 godzinach od przygotowania.

 

Pozdowienia z Sycylii

23 lipca 2017 przez Beata

Tegoroczne wakacje spędzamy na Sycylii. Zaczęło się nie najlepiej, bo od otaczających nas pożarów. Jeśli macie ochotę poczytać o tej pięknej wyspie, to zapraszam na LUBIMY PODRÓŻOWAĆ.

Galette z nektarynkami,malinami i lawendą

19 lipca 2017 przez Beata

Dawno nie jadłam ciasta, które tak bardzo by mi smakowało, właściwie to cała rodzina się nim zachwyciła. Zjedliśmy je niemal całe na raz.Przepis jest niezwykle prosty, nawet nie trzeba mieć żadnej formy do pieczenia. Skorzystałam z przepisu , który kiedyś podała Dorota na Moich Wypiekach, ale zrobiłam inne nadzienie. Spód to ciasto kruche z dodatkiem kefiru, dzięki któremu staje się niezwykle elastyczne. Świetnie się z nim pracuje. Nadzienie to szczyt prostoty: obrane i pokrojone na plasterki nektarynki,trochę malin i kwiaty lawendy. Całość obłędna!

Składniki:

  • 240 g mąki pszennej
  • 140 g masła, schłodzonego
  • szczypta soli
  • 3 łyżki cukru pudru
  • 80 ml maślanki/kefiru, zimnego

Nadzienie

  • 5 nektarynek obranych i pokrojonych na plasterki
  • ok 25 malin
  • kilka gałązek kwiatów lawendy

Wszystkie składniki na kruchy spód posiekać nożem, następnie wyrobić i szybko zagnieść . Z ciasta uformować kulę, owinąć ją folią spożywczą, schłodzić w lodówce przez 30 – 60 minut minut. Dużą blachę wyłożyć papierem do pieczenia.Schłodzone ciasto rozwałkować na grubość 3 – 4 mm na kształt koła( nie musi być idealne) , delikatnie podsypując mąką. Przenieść na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Nektarynki ułożyć na cieście ok 3 cm od brzegu  tak, by plasterki ciasta lekko na siebie zachodziły. Rozłożyć maliny i kwiaty lawendy. Następnie brzegi ciasta założyć do środka, lekko je zlepiając (by nie odkleiły się podczas pieczenia). Ciasto na brzegach można posmarować roztrzepanym jajkiem.Piec w temperaturze 200 stopni C przez około 35 – 40 minut, do ładnego zrumienienia.

Przy okazji zapraszam na mój drugi blog. Poczytajcie o przeuroczym hiszpańskim miasteczku Cadaques . Zapraszam na lubimy podróżować  

Zapisz

Steki z kalafiora

15 lipca 2017 przez Beata

Kalafior to takie pozornie trochę nijakie warzywo. Najczęściej jemy go w zupie albo gotowany i polany masłem ze zrumienioną bułką tartą, ostatecznie panierowany i pieczony. Ja najbardziej lubię go na surowo w sałatkach albo pieczony w piekarniku. Niebywałe jak takie zwykłe warzywo po wpływem pieczenia zmienia smak. Jeśli dotychczas jedliście je tylko gotowane albo smażone, koniecznie wypróbujecie ten przepis. Zwłaszcza że potrawa jest niezwykle prosta, smaczna i tania.

Składniki:

1 duży kalafior

50 ml oliwy

1 łyżeczka kurkumy

1 łyżeczka curry

1/2 łyżeczki kuminu

1/2 łyżeczki chilli w proszku

1/2 łyżeczki soli

3 łyżki wody

Kalafior obieramy i kroimy na plasterki o grubości ok 1,5 cm.Pozostałe składniki mieszamy razem, aż powstanie pasta. Smarujemy nią steki z kalafiora z dwóch stron i układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Pieczemy ok 20 25 minut w temp. 190 st. Podajemy jak normalne steki, z surówka, frytkami, ziemniakami itd ( u mnie ziemniaki z koperkiem i mizeria)

Przy okazji przypominam o moim nowym blogu i serdecznie zapraszam na wpis o Costa Brava

Restauracja w pałacu w Mosznej

9 lipca 2017 przez Beata

W czerwcu spędziliśmy bardzo miły weekend w pałacu w Mosznej. Oryginalny pałac jak z bajki jest jedną z atrakcji Opolszczyzny. Szczegółową relację z naszego pobytu znajdziecie na moim drugim blogu

Jedną z atrakcji jest z pewnością tamtejsza restauracja, której w 2014 roku Magda Gessler przyznała „poziomkę” czyli znak wysokiej jakości. Do restauracji wybraliśmy się w 8 osób, nasza piątka, moi rodzice i moja półtoraroczna siostrzenica, Majeczka.

Mimo popołudniowej pory w sobotę, w restauracji było niemal pusto. W pierwszym momencie pomyślałam, ze albo podawane tu potrawy są niesmaczne albo ceny kosmiczne. Na szczęście moje obawy nie miały nic wspólnego z rzeczywistością.

Menu nie jest zbyt obszerne. W sumie jest w nim kilka przystawek, parę zup i nieco więcej dan głównych. Ceny na każą kieszeń. Są i dania za prawie 70 zł jak i takie za 25.  Wszystkie produkty, łącznie z pasztetami i wędlinami wyrabiane są na miejscu.

Nikt z nas nie był specjalnie głodny, dlatego nie mieliśmy szczególnej ochoty na zupy. Z ciekawości wzięliśmy dwie: rosół i żurek. Rosół był smaczny i dzieci zjadły go z apetytem, ale żur to była poezja smaku. Mnóstwo kiełbasy w najlepszym gatunku, do tego ziemniaki, porcja ogromna. Próbowaliśmy go  w końcu wszyscy i nim wpadłam na pomysł zrobienia zdjęcia, połowa została skonsumowana.

Co do dań głównych, to prawie każdy z nas zdecydował się na coś innego. Ja i Marta wybrałyśmy klopsy z mięsa mielonego w sosie pieczarkowym, z mizerią i kaszą gryczaną z boczkiem ( 26 zł). Porcja którą dostałam, była tak duża, że spokojnie starczyłaby dla dwóch osób. Klopsiki były wilgotne, świetnie doprawione, sos też bez zarzutu. Do tego miseczka mizerii i spora porcja prażonej kaszy, podawanej osobno. Pyszności.

Mąż zdecydował się na halibuta na gołąbkach ziemniaczanych w czerwonej kapuście z kalfiorem romanesco (37 zł). Całość świetnie wyglądała i równie dobrze smakowała. Halibut był świeży, gołąbki oryginalne, tylko sosu z sosny, którym miały być polane, nie wyczuliśmy.

Michał i mój tata  zdecydowali się na polędwiczkę wieprzową w winie z zapiekanką ziemniaczaną i bukietem warzyw(36 zł). Spodziewaliśmy się dania tradycyjnego, a okazało się, że potrawa bardzo oryginalnie wygląda, na dodatek pysznie smakuje. Polędwiczka była miękka, ale nie przesmażona, zapiekanka ziemniaczana świetnie doprawiona, a warzywa smaczne i chrupiące.

Julka zdecydowała się na danie dla dzieci, którym spokojnie najeść może się osoba dorosła czyli na klopsiki z sosem pieczeniowym, ziemniaczkami i kalafiorem romanesco ( 19 zł). Całość była bardzo smaczna.

Moja mama wybrała roladkę ziemniaczaną z cielęciną, a dla Majeczki, która, podobnie jak jej rodzice, nie je mięsa, wybraliśmy fish and chips. Obie były bardzo zadowolone.

W menu są jeszcze desery, spory wybór kaw i alkoholi.

Obsługa była miła i pomocna. Ogółem z wizyty  w restauracji wyszliśmy najedzeni i zadowoleni. Bardzo polecam.