Azjatycka zupa grzybowa

7 marca 2018 przez Beata

Uwielbiam azjatyckie zupy typu tom yam czy pho. Są lekkie, ale niezwykle aromatyczne.  Pachną bosko, a ich smak jest bardzo złożony. To wszystko za sprawą dużej ilości aromatycznych składników takich jak imbir, trawa cytrynowa, czosnek, chilli i sporej ilości przypraw. Dzisiejsza propozycja to połączenie smaków tajskich i wietnamskich. Przepis znalazłam w mojej ukochanej książce Ottolengi ” Cała obfitość”. Niesamowite, jakie ten facet ma pomysły na dania wegetariańskie. Niby wszystko jest dosyć proste, ale smakuje niesamowicie. Dzisiajsza zupa ma dosyć długą listę składników. Ne zrażajcie się, w większości są to przyprawy powszechnie dostępne. Jedyny problem może stanowić zakup świeżej trawy cytrynowej. W stałej sprzedaży jest w Selgros i Makro, okazjonalnie bywa w Lidlu czy Kauflandzie.  Liście limonki kaffir i tamaryndę można kupić w każdym większym supermarkecie. Oryginalny przepis zmieniałam, dostosowując go do łatwiej dostępnych składników i tego, co akurat miałam w domu. Zupa wyszła przepyszna.

Zaczynamy od ugotowania aromatycznego bulionu:

Składniki:

6 łodyg selera naciowego

garść grzybów suszonych

ok 7 cm imbiru

3 marchewki

3 cebule

5 ząbków czosnku

3 łodyki trawy cytrynowej

6 gwiazdek anyżu

2 łyżki sosu sojowego

6 liści limonki kaffir

2 łyżki pasty z tamaryndy

2 łyżki oleju

sól, pieprz

Obrane marchewki, cebule, czosnek, imbir i seler podsmażamy przez kilka minut na oleju. Gdy się zezłocą, zalewamy 2,5 litra wody i dodajemy pozostałe składniki. Gotujemy ok 45 minut. Przecedzamy.

Pozostałe składniki

ok 70 dkg różnych grzybów( u mnie brązowe pieczarki i boczniaki)

5 cm kawałek imbiru pokrojony w paski

12 marchewki pokrojone w paski

fasolka szparagowa- ok 150 g

ugotowany makaron ryżowy

świeża kolendra, posiekana z grubsza

opcjonalnie kiełki fasolki mung, ja nie miałam

Grzyby kroimy w dosyć grube paski, wrzucamy do zupy. Dodajemy imbir. Gotujemy ok 10 minut. Dodajemy marchewkę  i fasolkę. Gotujemy jeszcze ok 7 minut. Podajemy z kolendrą, makaronem i kiełkami.

Papas arrugadas i dwa sosy mojo

1 marca 2018 przez Beata

W lutym spędziliśmy jedenaście cudownych dni w Andaluzji. Nie tylko zwiedzaliśmy bajeczne miejsca, ale też kosztowaliśmy hiszpańskich specjałów. Papas arrugadas to popularna przekąska, szczególnie znana na Wyspach Kanaryjskich. To nic innego jak małe ziemniaczki ugotowane w mocno posolonej wodzie, podawane z dwoma sosami mojo, zielonym-łagodnym i pikantnym czerwonym. Ziemniaczki mają charakterystycznie pomarszczoną skórkę, która pokryta jest solą. Nie obawiajcie się, mimo że tej soli dodaje się aż 4 kopiaste łyżki, potrawa nie jest przesolona. To proste danie smakuje fenomenalnie. Nie znam nikogo, kto by go nie lubił. To świetna przekąska do piwa, fajna na wieczory ze znajomymi albo na popołudnia z planszówkami. Przy okazji zapraszam na mój drugi blog lubimy podróżować,na którym zamieszczam relację z podróży do Andaluzji.

Składniki:

1 kg małych ziemniaczków
4 łyżki morskiej soli
1/2  cytryny
woda

Umyte ziemniaki wstawić do garnka, dodać 1/2 cytryny – razem ze skórką, przysypać solą , dodać niewielką ilość wody. Gotować ok. 20 min., po odcedzeniu wody przykryć pokrywką i zostawić na kilka minut.

Sos mojo rojo:

½  świeżej czerwonej papryki

2 ząbki czosnku

½ łyżeczki soli morskiej

½ łyżeczki  mielonego kuminu

1 łyżeczka mielonej słodkiej papryki

1 czerwona papryczka chilli( z pestkami lub bez jeśli wolicie sos nieco łagodniejszy)

50 ml oliwy

1 łyżka soku z cytryny

Wszystkie składniki wkładamy do blendera i miksujemy na gładką masę.

Sos mojo verde:

1 pęczek pietruszki

1 łyżeczka mielonej kolendry

1/2 zielonej papryki

1/2 łyżeczki soli

50 ml oliwy

2 ząbki czosnku

1 łyżeczka mielonego kuminu

1 zielona papryczka chilli bez pestek

1 łyżka soku z cytryny

Wszystkie składniki zmiksować przy pomocy blendera na gładką masę.

Sosy podawać z ciepłymi ziemniaczkami.

 

 

 

Śniadaniowe bułeczki z mlekiem w proszku

22 lutego 2018 przez Beata

Niedawno znalazłam w szafce mleko w proszku, które kupiłam kilka miesięcy temu. Miało być przeznaczone do kremu do jakiegoś ciasta, ale jakoś nic z tego nie wyszło i leżało zapomniane. Zastanawiałam się, co z nim zrobić i znalazłam w necie przepis na bułeczki, do których dodaje się właśnie mleko w proszku. Dosyć mocno go zmodyfikowałam po swojemu. Bułeczki wyszły bardzo smaczne i nie były zbyt czasochłonne, więc polecam.

Składniki:
Zaczyn:
30 g świeżych drożdży
1 łyżka mąki pszennej typ 650
1 łyżka cukru
kilka łyżek ciepłej wody
Ciasto:
4  szklanki mąki pszennej typ 650
0,5 szklanki mleka w proszku ( nie w granulkach!)
5 łyżek roztopionego masła
1 pełna łyżeczka soli
2 szklanki ciepłej wody
Przygotowanie:
Pokruszone drożdże wymieszać z cukrem, mąką i wodą na gęstą masę, przykryć i odstawiam na 20 minut w ciepłe miejsce. Do dużej miski wsypać mąkę, dodać sól, olej i mleko w proszku, a potem wyrośnięty zaczyn. Dolewać wodę i wyrobić gładkie ciasto. Ja zrobiłam to w maszynie do wyrabiania chleba wyrosnąć. Zostawić do wyrośnięcia, a następnie zagnieść jeszcze raz. Teraz ciasto rozwałkować na podsypanej mąką stolnicy  na kwadrat/ prostokąt o grubości ok 2,5  cm  Jeszcze raz zostawić do wyrośnięcia. Nożem do pizzy pokroić  na kwadraty i  przełożyć je na blachę wyłożoną papierem. Piec  w 190  stopniach C.  przez ok 20 minut – sprawdzajcie sami stopień wypieczenia, gdy się postuka w spód bułki, powinna wydać głuchy odgłos. Wtedy jest upieczona.

Pyszne ciasto mandarynkowo-kokosowe

2 lutego 2018 przez Beata

Przepis na to ciasto odkryła Marta na stronie oleju kujawskiego. Szukałyśmy czegoś szybkiego, a że w domu mieliśmy nadmiar mandarynek, od razu zabrałyśmy się za pieczenie. Ciasto okazało się genialne! Od tamtej pory Marta piekła je już chyba z pięć razy, zawsze wychodziło rewelacyjnie.  Robi  się je banalnie prosto. Nie znam nikogo, komu by nie smakowało. Bardzo, bardzo polecam.

225 g masła w temperaturze pokojowej

300 g cukru – najlepiej trzcinowego

4 jajka

pół szklanki soku mandarynkowego

2 łyżki skórki startej z mandarynki – dwie duże mandarynki

250 ml jogurtu naturalnego

200 g mąki pszennej

około 100 g wiórków kokosowych

1 łyżeczka sody oczyszczonej

1 łyżeczka proszku do pieczenia

szczypta soli

łyżka ekstraktu waniliowego

Masło utarłam z cukrem na puszystą masę – dodałam po kolei jajka, ekstrakt waniliowy a także sok i skórkę z mandarynki. Wymieszałam – masa się rozwarstwi i będzie wyglądała na „zważoną”. Tak ma być. Następnie dodałam jogurt i wiórki kokosowe – wymieszałam.

Mąkę, sól, proszek do pieczenia i sodę wymieszałam w osobnej misce.

Stopniowo dodałam mąkę i wymieszałam całość dokładnie.

Masę przelałam do formy na babkę o dł 30 cm i wstawiłam do piekarnika nagrzanego do 170 stopni C. Piekłam około 50 minut.

Kuleczki z żelatyny do dekoracji muffinek i ciast

22 stycznia 2018 przez Beata

Gelatin bubbles czyli żelatynowe kuleczki do dekoracji ciast i deserów robią ostatnio furorę w internecie. Ich zrobienie nie jest trudne, ale wymaga precyzji i czasu. Efekt  wizualnie jest spektakularny, niestety smak nie. W końcu to tylko żelatyna, woda i barwnik. Nad smakiem postaram się  popracować, chciałabym żeby były równie dobre jak ładne:)

Do zrobienia gelatin bubbles potrzebne będą balony. Podobno najlepiej sprawdzają się wodne, bo mają ładniejszy kształt. Ja miałam takie zwykłe i trochę musiałam pogłówkować, co zrobić, żeby były okrąglutkie, a nie jajowate. Dokładną instrukcję znajdziecie tutaj. Chodzi o to, żeby związać czubek balonika z ogonkiem, dzięki temu uzyskamy zgrabną kuleczkę. Kolejny krok to przygotowanie żelatyny, a następnie równomierne zamoczenie w niej baloników. Ten proce powtarzamy dwa razy. Potem balony suszymy. U mnie wisiały  w powietrzu przyczepione patykami do szaszłyków do ażurowej doniczki, co widać na zdjęciu poniżej. Proces suszenia trwa 24 godziny.  Po tym czasie przebijamy balony, które bez problemu odchodzą od żelatynowych kulek i wyciągamy je. Kuleczki są twarde, przypominają w dotyku plastik. Dobrze się przechowują, można przygotować je z wielotygodniowym wyprzedzeniem. W kontakcie z kremem, nie rozpuszczają się. Fajna zabawa, bardzo polecam.

Składniki:

5 łyżek żelatyny

10 łyżek zimnej wody

barwnik spożywczy

Najpierw przygotowujemy balony. tak, by uzyskać ładne kuleczki o średnicy ok 4-5 cm. Żelatynę wsypujemy do miseczki, zalewamy zimną wodą. Zostawiamy na ok 15 minut, a następnie rozpuszczamy w kuchence mikrofalowej. Gdy będzie gotowa, dodajemy barwnik. Następnie zanurzamy w niej baloniki, pozostawiając    około 1/2 cm wokół ogonka. Pozwalamy nadmiarowi płynu ocieknąć, pod koniec obracając balon ogonkiem w dół. Nie przejmujecie jeśli od tej strony żelatyna nierówno zastygnie, nie będzie tego widać. Następnie przyczepiamy balonik do patyka do szaszłyków, koniecznie za  ogonek, inaczej go przebijecie. Teraz całość suszymy, musimy tak zabezpieczyć balony, by niczego nie dotykały. Ja wsunęłam  je do dziurek w doniczce, na pewno sprawdzi się też wbijanie w styropian.  Zostawiamy na 24 godziny,  a gdy zrobią się twarde, przebijamy balon i wyjmujemy go z kuleczki. Nie ma z tym żadnego problemu. Popatrzcie jeszcze raz TUTAJ. I już, gotowe !

Pchali- znakomita gruzińska pasta

16 stycznia 2018 przez Beata

Właściwie trudno stwierdzić, czym jest pchali. Pastą do chleba, sałatką, przystawką? Podstawą tej potrawy są orzechy włoskie i warzywa. Do tego dodaje się mnóstwa przypraw, więc całość jest bardzo aromatyczna. Tradycyjnie pchali podaje się w formie kulek wielkości gałek lodów, ale może być też jeden kopczyk. Danie jest też bardzo kolorowe, wszystko zależy od użytych warzyw. U mnie były to buraczki, dynia, kalafior i brokuł. Bardzo polecam!

SKŁADNIKI: na 12 sztuk

  • 250 gr warzyw ( ugotowany burak  lub  upieczona dynia lub ugotowany brokuł lub kalafior,może być też podsmażony szpinak)
  • 2 garście kolendry
  • garść pietruszki
  • 100 gramów orzechów włoskich
  • 2 ząbki czosnku
  • 1 łyżka octu winnego
  • 1,5 łyżki chmeli suneli, gruzińskiej przyprawy (pieprz, papryka, majeranek, tymianek, szafran, kozieradka, bazylia,cząber, mięta-zrobiłam swoją mieszankę)
  • 1 łyżka mielonej kolendry
  • sól, pieprz
  • owoce granatu i orzechy włoskie do dekoracji.
  •  

PRZYGOTOWANIE: Warzywa gotujemy lub pieczemy. Orzechy miksujemy lub rozdrabniamy w moździerzu tak, by drobne kawałki były wyczuwalne. Dodajemy  zgnieciony czosnek, kolendrę, ocet i resztę przypraw. Warzywa trzemy na dosyć drobnej tarce lub mielimy w maszynce do mięsa. Dokładnie mieszamy. Masę formujemy  w kulki zwilżonymi rękoma w kulki. Układamy je  na talerzu. Dekorujemy granatem, orzechami i kolendrą. Podajemy schłodzone.

Obłędne placki z dyni

8 stycznia 2018 przez Beata

W tym sezonie pobiliśmy rekord jeśli chodzi o ilość zjedzonej dyni. Powiem więcej, zjedliśmy jej chyba więcej niż w całym dotychczasowym życiu razem wziętym. Były zupy, sałatki, ciasta,muffinki, przekąski itd. , w końcu przyszła pora na placki. Nie wiem, dlaczego zrobiłam je dopiero teraz, gdy sezon na dynie powoli dobiega końca. Placki z dyni są po prostu przepyszne.  Można je jeść tak jak ziemniaczane czyli albo na słodko, z cukrem, albo na ostro. Ja wybrałam tę drugą wersję. Rodzina była zachwycona. Pamiętajcie tylko, żeby  kupić smaczną odmianę dyni, bo taka zwykła helloween niezbyt się nadaje.

1/2 kg miąższu z dyni ( piżmowej, hokkaido)startej na grubej tarce

3 jajka

1/2 szklanki mąki

1 cebula drobno pokrojona

3 ząbki czosnki zgniecione

1 łyżka ziół prowansalskich lub innych ulubionych

sól, pieprz

Wszystkie składniki włożyć do miski i dokładnie wymieszać. gdyby masa była zbyt sucha, dodać trochę wody. Smażyć placki na oleju. Podawać ze śmietaną lub jakimś sosem.

 

Czarne bułki do hamburgerów

2 stycznia 2018 przez Beata

To pierwszy wpis w Nowym Roku, więc wszystkim moim czytelnikom składam najserdeczniejsze życzenia. Niech Wam szczęście sprzyja, a zdrowie nie opuszcza.

Czarne bułki to pieczywo zupełnie naturalne, które nie ma w sobie żadnych sztucznych barwników. Substancją zmieniającą ich kolor jest węgiel aktywny, taki z apteki. Węgiel jest bardzo zdrowy, przede wszystkim neutralizuje wszelkie szkodliwe substancje takie jak bakterie, toksyny, gazy jelitowe, leczy biegunki. Jednak takie działanie ma tylko wtedy, gdy nie jest podawany razem z posiłkiem. Tak więc, w przypadku tych bułek pełni jedynie funkcję barwnika.

Moje bułki wyszły szare, co znaczy że dałam za mało węgla. Kolejnym razem zwiększę zdecydowanie jego ilość. Bułki są pyszne, a węgiel w żaden sposób nie wpływa na ich smak. Burgery w takich bułkach wyglądają bardzo fajnie.

Składniki: na 10 bułeczek po 40 g( ja robiłam większe, więc wyszło mi tylko 7)

400 g mąki pszennej

2 łyżki miękkiego masła

1 jajko

1 łyżeczka cukru

1 łyżeczka soli

2 łyżeczki suszonych drożdży

200 ml mleka

dodatkowo 3 łyżki mleka

5 kapsułek węgla( dajcie więcej!)

sezam do posypania

3 łyżki mleka lekko podgrzać, wsypać do nich cukier i drożdże. Ostawić, aż drożdże się spienią. Pozostałe składniki( bez sezamu) wsypać do miski ( lub automatu do pieczenia chleba), dodać drożdże i wyrobić ciasto. Odstawić je do wyrośnięcia. Wyrobić jeszcze raz i podzielić na 10 równych kawałków. Uformować bułeczki, ułożyć je na blasze do pieczenia, zostawić do wyrośnięcia.Wyrośnięte posmarować mlekiem i posypać sezamem. Włożyć do piekarnika nagrzanego do 200 stopni. Piec ok 15- 20 minut.